Jedno dziecko na sto rodzi się z wadą serca. Dlaczego?

2019-09-11 14:05 RS, DB
Rozmowa naszego reportera z prof. Szydłowskim
Autor: Wojciech Gumułka

Jedno dziecko na sto rodzi się z wadą serca i wymaga interwencji medycznej. Statystyka ta dotyczy noworodków na całym świecie. Przyczyny wad serca wciąż pozostają wielką niewiadomą dla lekarzy, ale z ich diagnostyką radzą sobie coraz lepiej.

Kierownik Oddziału Kardiologii Dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka prof. dr hab. n. med. Lesław Szydłowski w rozmowie z reporterem Radia ESKA Dariuszem Bromboszem przyznaje, że większość wad serca, z którymi rodzą się noworodki, zagrażają ich życiu lub zdrowiu. Najcięższe z nich określa się mianem "przewodozależnych", czyli zależą od przewodu tętniczego stanowiącego fizjologie dziecka w życiu płodowym.

- Przewód tętniczy, który jest konieczny podczas życia wewnątrzłonowego, po urodzeniu może być jedynym naczyniem zachowującym życie dziecka. Dlatego należy zachować jego drożność. Może być też jednak "naczyniem, które powoduje masywny przepływ płucny. Wtedy trzeba go zamknąć - mówi prof. Szydłowski.

Wady serca wciąż stanowią zagadkę dla lekarzy. Ich etiologia (z łac. aetiologia - zajmuje się przyczyną występowania określonych zjawisk) jest wieloczynnikowa. Prof. Szydłowski nie wyklucza źródeł wad serca w infekcjach matki w pierwszym trymestrze, w czynnikach genetycznych i rodzinnych, ale nie można określić tego jednoznacznie.

Na szczęście dzięki zastosowaniu nowoczesnych narzędzi medycznych lekarze potrafią odpowiednio wcześnie zlokalizować wadę. Rozwój diagnostyki prenatalnej jest bardzo dynamiczny. Po urodzeniu lekarze potwierdzają zazwyczaj przypuszczenia z okresu prenatalnego.

- Rozmawiamy z rodzicami na temat możliwości leczenia i jakie są rokowania - dodaje prof. Szydłowski - To zdecydowanie wpływa na zmniejszenie liczby zgonów wśród noworodków - potwierdza.

I dodaje, że to właśnie w GCZD leczenie jest na najwyższym poziomie, a wyniki leczenia są bardzo dobre. Każdy przypadek jest bardzo dużym wyzwaniem. Ale jak wspomina prof. Szydłowski, gdy zaczynał karierę śmiertelność noworodków była "niewyobrażalnie" większa w porównaniu ze stanem obecnym.

- Poza absolutnie letalnymi przypadkami, gdzie nie ma możliwości uratowania dziecka, większość noworodków przeżywa. I to jest ten postęp, jaki ja dostrzegam na przestrzeni lat - podsumowuje kierownik dziecięcej kardiologii w katowickim GCZD.