Karol Kania nie żyje. Kilka lat temu przeżył ogromną tragedię! Nad rodziną milionera krąży klątwa?

2021-02-23 13:11 Rafał Strzelec
Nie żyje Karol Kania. Zginął w katastrofie smigłowca koło Pszczyny
Autor: Facebook.com Nie żyje Karol Kania. Zginął w katastrofie smigłowca koło Pszczyny

Tragiczna wiadomość o śmierci Karola Kani (80 l.) dotknęła wszystkich. Mieszkańcy Pszczyny i okolicznych miejscowości doskonale wiedzieli, kim jest znany przedsiębiorca. W nocy z poniedziałku na wtorek samolot z biznesmenem na pokładzie rozbił się w lesie nieopodal Studzionki. Niestety, 80-latek zginął wraz z pilotem. Wypadek przeżyły tylko dwie osoby. Można powiedzieć, że na rodzinę Kaniów ktoś rzucił klątwę. Kilka lat temu pan Karol stracił syna.

Katastrofa lotnicza w Pszczynie. Nie żyje Karol Kania. Kilka lat temu biznesmen przeżył traumę

Karol Kania stworzył prawdziwe imperium. Jego firma znana jest nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Kania wraz z synami zajmował się produkcją podłoża pod uprawę pieczarek. Miał kilka zakładów w całej Polsce. Wydaje się, że rodzina z fortuną sięgająca kilkuset milionów złotych powinna żyć błogo, dostatnio i szczęśliwie. Tak jednak nie było. Trzy lata temu doszło do wielkiej tragedii. W czerwcu 2017 zmarł syn Karola, Wojciech. 49-latek był właścicielem Wodnej Wieży i współwłaścicielem rodzinnej firmy. Niestety, doznał udaru podczas jazdy na rowerze.  W wypadku lotniczym, do jakiego doszło dziś w nocy, zginął Karol Kania i 50-letni pilot. Wśród rannych jest 47-letnia synowa milionera. Wedle naszych informacji jej stan jest stabilny. Podobnie jak 54-letniego mężczyzny, który jest najprawdopodobniej pracownikiem firmy.

Katastrofa helikoptera w Pszczynie. Jak doszło do zdarzenia? Najnowsze ustalenia

Katastrofa miała miejsce w nocy z poniedziałku (22 lutego) na wtorek (23 lutego) w okolicy miejscowości Studzienice koło Pszczyny. Jak na razie wiadomo, prywatny śmigłowiec z czterema osobami na pokładzie runął na ziemię. Helikopter spadł około 300 metrów od lądowiska, kilkadziesiąt metrów od koryta rzeki Dokawa, w gęstych zaroślach. Niestety, dwie osoby (właściciel śmigłowca i pilot), które znajdowały się w momencie zdarzenia na pokładzie, zginęły na miejscu. Kolejne dwie są ranne, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Przez całą noc trwały intensywne działania na miejscu zdarzenia. W akcji brało udział wiele jednostek straży pożarnej. Dlaczego doszło do tej tragedii? Wiemy na pewno, że w momencie zdarzenia warunki były bardzo trudne. W rejonie wypadku unosiła się bardzo gęsta mgła. Podczas akcji strażaków widoczność była bardzo ograniczona. Być może to właśnie trudne warunki pogodowe przyczyniły się do tej katastrofy. Innym powodem mogła być awaria lub błąd pilota. Jednak co tak naprawdę stało się tej nocy koło Pszczyny, wyjaśni śledztwo Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuratura.

Prokurator o wypadku śmigłowca w Studzienicach