Pani Izabela trafiła do Szpitala Powiatowego w Pszczynie we wrześniu 2021 roku. Była w zaledwie 22 tygodniu ciąży, kiedy odeszły jej wody płodowe. Śpieszyła się do placówki, wiedząc jednocześnie, że u dziecka wcześniej zdiagnozowano poważne wady wrodzone. Ona zaś była w grupie ryzyka, a ciąża zagrażała jej zdrowiu. Niestety, potwierdziło się najgorsze i stan kobiety w szpitalu zaczął się pogarszać. Skrajny wcześniak praktycznie nie miał szans na przeżycie, lecz mimo tego lekarze odmówili terminacji, czekając aż serce malucha samo przestanie bić. Nie zważali na fakt, że z każdą kolejną godziną zwłoki ryzykowali życiem matki. Bali się konsekwencji, bo Trybunał Konstytucyjny zaostrzył prawo. – Ona cierpiała fizycznie i psychicznie. Błagała o pomoc, wiedziała, że może umrzeć. I umarła, bo nikt nie podjął decyzji. Nikt nie zareagował, nie zaryzykował ratunku, bo ustawa stała się ważniejsza niż człowiek – relacjonowała po latach od wydarzeń Barbara Skrobol, szwagierka pokrzywdzonej, w rozmowie z Medonetem.
Butna postawa lekarzy i brak przeprosin. Rodzina Izabeli nie kryje rozgoryczenia. "To bardzo boli"
Do skandalicznej sytuacji miały doprowadzić zaostrzone przepisy antyaborcyjne. Lekarze, obawiając się odpowiedzialności karnej, nie udzielili ciężarnej pomocy. Nie zareagowali na jej cierpienie, zasłaniając się przepisami prawa. Zdaniem śledczych, popełnili rażące błędy w opiece w kluczowych momentach hospitalizacji, co w późniejszym procesie potwierdzili biegli eksperci. Media nazwały ich działania „zbrodnią w białych rękawiczkach”.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
- Jeśli ktoś umiera przez cudzą decyzję, to nie powinno nazywać się tego błędem w sztuce medycznej, tylko odpowiedzialnością, a białe fartuchy nie mogą być tarczą do braku działania. W społeczeństwie potrafimy głośno potępiać zbrodnie brutalne, nożem i pistoletem, ale o zbrodniach w białych rękawiczkach wciąż mówi się szeptem. A przecież efekt jest ten sam: śmierć kobiety. I to śmierć, której można było zapobiec. Dodatkowo butna postawa, w szczególności dwóch z trzech lekarzy, oraz brak przeprosin z ich strony… To bardzo boli – podsumowała pani Barbara.
Śmierć pani Izabeli wywołała ogromne społeczne poruszenie, a na ulice miast w całej Polsce wyszły kobiety – i nie tylko, w imię protestu oraz solidarności ze zmarłą. Marsze pod hasłem „Ani jednej więcej”, które gromadziły setki tysięcy osób i stały się jednymi z największych manifestacji ostatnich lat, odbiły się echem także za granicą. W kraju wywołały natomiast dyskusje o przepisach oraz przepychanki polityczne, których jednak nie będziemy w tym odcinku wnikliwie analizować. Przedstawiamy bowiem konkretną sprawę, historię pani Izabeli. Nie chcemy skupiać się na wojnach partyjnych czy światopoglądowych. Każdy swoje zdanie może wyrobić sam.
Czytaj także: Babka kopała dół, matka stała na czatach. Zasypały noworodka żywcem, dziecko nie przeżyło. Leżał pod kurnikiem
Lekarze dyżurujący podczas hospitalizacji poszkodowanej zostali oskarżeni o bezpośrednie narażenie życia pacjentki na niebezpieczeństwo. Andrzej P., jeden z podejrzanych, usłyszał też zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci kobiety. Wśród działań, które budziły wątpliwości śledczych, były również zaniedbania w diagnostyce oraz terapii. Maksymalna kara za wspomniane przestępstwa wynosiła pięć lat więzienia. Część środowiska medycznego nie wierzyła jednak, że osoby odpowiedzialne faktycznie skończą za kratami. Proces odbywał się ponadto za zamkniętymi drzwiami, z wyłączoną jawnością, z uwagi na dobro pokrzywdzonej oraz jej rodziny – tak przynajmniej argumentował to wymiar sprawiedliwości, bo przecież bliscy Izabeli chcieli, by historia 30-latki ujrzała światło dzienne. Wiadomo, że żaden oskarżony lekarz nie przyznał się do winy. Tylko dwóch złożyło wyjaśnienia, trzeci odmówił zabrania głosu. Rodzina ofiary nie zamierzała milczeć.
Izabela z Pszczyny była silną kobietą, walczącą o siebie. Jej kilkuletnia córka straciła ukochaną mamę
W rozmowie z Medonetem wspominali, że Izabela byłą silną kobietą, biznes-woman, walczącą o siebie. Chciała i miała dla kogo żyć: po śmierci jej kilkuletnia córka straciła mamę. – Była niezwykle aktywna i ambitna, prowadziła własny zakład fryzjerski, który dobrze prosperował. Regularnie się dokształcała, uczestniczyła w szkoleniach u najlepszych specjalistów w kraju. Była osobą przedsiębiorczą i odważną. Nie bała się mówić głośno, kiedy działo się coś złego. – wyliczała szwagierka ofiary. Ta ostatnia cecha, zwłaszcza w tej sprawie, była szczególnie ważna.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się poniżej.
Bliscy 30-latki ujawnili, że kilka dni przed śmiercią pani Izabela prosiła ich o pomoc. Już w czasie pobytu w szpitalu miała sygnalizować, że coś jest nie tak, że sytuacja jest poważna, a ona nie otrzymuje należytego wsparcia od personelu. Była zaniepokojona. Warto przypomnieć, że był to szczyt szalejącej pandemii, więc nikt nie mógł jej towarzyszyć, nawet mąż. Kiedy dostarczał żonie rzeczy, o które prosiła w SMS-ach, był zmuszony czekać przed szpitalem, aż ktoś je odbierze. Odcięli go od kontaktu. Pani Izabela, co dziś poraża tym bardziej, umierała w samotności.
- Ona wyraźnie mówiła, że chce żyć, że ma dla kogoś żyć. Ale mimo tych sygnałów słyszała jedynie, że musi czekać, bo serce płodu wciąż bije. W końcu kontakt z nią się urwał. Była już pod wpływem silnych leków uspokajających, które otrzymała w szpitalu. Nie była w stanie mówić, działać, domagać się pomocy. A my nie mogliśmy interweniować, bo całkowicie odcięto nas od informacji i od niej samej – mówili zrozpaczeni bliscy 30-latki.
Zobacz również: Tomasz S. wmawiał chorym, że nie mają raka i "leczył" lampami plazmowymi. Dwie kobiety nie żyją
Dziennikarze podnosili, że gdyby nie zaostrzone przepisy ustawy antyaborcyjnej, lekarze nie baliby się uratować Izabeli i dokonać terminacji ciąży, która zagrażała jej życiu. Zwłaszcza po tym, jak potwierdzono pojawienie się symptomów sepsy. Jednocześnie prokuratura ujawniła, że w sprawie nie powoływano się oficjalnie na wyrok Trybunału Konstytucyjnego jako czynnika wpływającego na decyzje medyczne. Nieoficjalnie można było sobie jednak dopowiedzieć, gdzie leżała prawda. Przynajmniej we własnych domniemaniach.
Prawomocny wyrok w sprawie lekarzy. Taka decyzja rzadko się zdarza. Bezwzględne więzienie!
Finalnie ubezpieczyciel szpitala zawarł ugodę z rodziną zmarłej, lecz szczegóły dokumentu pozostały niejawne. W 2024 roku, kiedy proces lekarzy wciąż się toczył, minister zdrowia Izabela Leszczyna wprowadziła natomiast nowy zapis w ustawie, dopuszczający terminację ciąży w każdej sytuacji, kiedy życie lub zdrowie matki jest zagrożone, nawet jeśli chodzi o stan psychiczny ciężarnej. To podbudowało bliskich 30-latki, którzy nie chcieli odpuścić osobom odpowiedzialnych właśnie z myślą o przyszłości: żeby już żadna kobieta nie musiała znaleźć się w podobnej sytuacji.
Prawomocny wyrok i finał, którego tak długo wyczekiwano, miał miejsce niedawno, bo na początku marca 2026 roku. Przed Sądem Okręgowym w Katowicach zakończył się wówczas proces apelacyjny trzech oskarżonych lekarzy, ponieważ od pierwszej decyzji strony postępowania postanowiły się odwołać. Ewa Ruszkiewicz, dziennikarka „Super Expressu”, przypominała że pani Izabela była w zaledwie 22. tygodniu ciąży, kiedy nagle odeszły jej wody płodowe. I choć niezwłocznie zgłosiła się do szpitala, nikt nie udzielił kobiecie pomocy. – Swojej mamie wysłała SMS-a, że dziecko waży 485 gramów, natomiast ona, przez ustawę aborcyjną, musi leżeć, a lekarze nic nie mogą zrobić – opisywała reporterka. – Poczekają, aż umrze albo coś się zacznie, a jak nie, to mogę się spodziewać sepsy – tak brzmiała jedna z ostatnich wiadomości kobiety. Niestety, okazała się prorocza. 30-latka zmarła wskutek wstrząsu septycznego.
Sprawa swój finał najpierw znalazła w Sądzie Rejonowym w Pszczynie. Wbrew powszechnej opinii, głoszącej że lekarze najpewniej unikną bezwzględnego więzienia, nie we wszystkich przypadkach tak się stało. Zgodnie z decyzją sądu, Krzysztof P., który zastępował ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala powiatowego w Pszczynie, został uznany za winnego narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciążył obowiązek opieki. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Pozostali medycy mieli jednak trafić bezwzględnie za kratki. Andrzej P., mogący realnie pomóc Izabeli, usłyszał karę półtora roku więzienia, natomiast Michał M. – roku i trzech miesięcy w zamknięciu.
Od werdyktu odwołała się zarówno prokuratura, jak i obrońcy skazanych. Ci drudzy oczekiwali wyroków w zawiasach, a strona oskarżycielska – zaostrzenia kar. Okazało się, że nawet Krzysztof P. nie będzie mógł na te zawiasy liczyć. Sąd Okręgowy w Katowicach w marcu 2026 roku ogłosił, że wszyscy lekarze muszą bezwzględnie trafić do więzienia. Wysokość kary pozostała bez zmian, ale formę mówiącą o braku zawieszenia jej wykonywania, czyli wysłania oskarżonych bezpośrednio za kratki, zastosowano tym razem u wszystkich podejrzanych. Mimo tego wszystkiego, brat pani Izabeli wciąż uważał, że lekarze powinni usłyszeć surowszy wyrok, choć żadna kara nie wróci mu siostry. Swoje niezadowolenie wyrażali też internauci w mediach społecznościowych. Prokuratura była jednak zadowolona, bo medycy realnie trafią za kratki, choć decyzja o bezwzględnym więzieniu – w sprawach wokół przewinień lekarzy – nadal zdarza się bardzo rzadko. Był to więc sukces, że udało się do tego doprowadzić, a sprawiedliwości stało się zadość. Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok był już prawomocny.