Spis treści
Pogrzeb Łukasza Litewki w Sosnowcu. Ostatnie pożegnanie tragicznie zmarłego polityka
W środę, 29 kwietnia 2026 roku, miał miejsce państwowy pogrzeb Łukasza Litewki, posła Lewicy. 36-letni parlamentarzysta stracił życie w miniony czwartek na skutek potrącenia przez samochód w trakcie jazdy na rowerze. Uroczystości żałobne wystartowały o godzinie 13.30 w kościele św. Joachima, po czym kondukt przeszedł na cmentarz przy ulicy Zuzanny. Polityk zyskał ogromne uznanie dzięki działalności charytatywnej i społecznej, w tym pomocy potrzebującym za pośrednictwem fundacji TeamLitewka. W ceremonii wzięli udział m.in. prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, a także liczni przedstawiciele świata polityki, osoby publiczne, znajomi oraz najbliższa rodzina.
Homilia biskupa Artura Ważnego na pogrzebie Łukasza Litewki
Przemówienie wygłoszone podczas ceremonii pogrzebowej wywołało głębokie poruszenie wśród zgromadzonych. Poniżej zamieszczamy pełną treść kazania biskupa sosnowieckiego Artura Ważnego.
Są takie chwile, kiedy słowa wydają się wręcz zdradą. A przynajmniej są zbyt nieporadne, by odważyć się dotknąć otwartej rany. Stoimy w ciszy, która boli, ale jednocześnie jest najbardziej uczciwym miejscem spotkania. W obliczu takiej straty milczenie wydaje się najlepszą modlitwą. A jednak próbujemy – z drżeniem, ale i z ufnością – odnaleźć puls nadziei. Szukamy go w słowach Ewangelii i w tym niezwykłym, pisanym pośpiesznie, ale sercem, testamencie codzienności, który pan Łukasz zostawił nam w spadku.
Przyszliśmy pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszym. „Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności” – święty Jan Apostoł kreśli dziś przed nami obraz Boga, który jest czystym światłem. Nie takim, które oślepia, ale takim, które daje ciepło.
Wiemy dobrze, że w przestrzeni publicznej, w której pan Łukasz spełniał się z taką pasją, często spotykamy cienie, zgiełk, niedomówienia i chłodną, czasem wręcz lodowatą niechęć. On działał w tym świecie niczym pryzmat – brał trudne, połamane, często szare światło ludzkich losów i rozszczepiał je na barwy czystej empatii i życzliwości.
Wielu z was, patrząc dziś na tę trumnę, pyta pewnie w duchu z nutą buntu: gdzie był Bóg, gdy młodość Łukasza tak nagle zgasła? Odpowiadamy na to pytanie z pokorą, ale szeptem pełnym nadziei. Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił w tak wielu ludzkich oczach. To światło nie zna zachodu. Bóg nie jest reżyserem mroku, który nas tutaj zgromadził. On jest pierwszym, który płacze razem z nami nad tą stratą.
W świetle Ewangelii śmierć nie jest murem, o który rozbija się nasze życie, lecz progiem domu. Za tym progiem czeka ktoś, kto zna nas po imieniu i każdą naszą łzę zamienia w perłę. Tam, w czułych ramionach Ojca, ziarno dobra rzucone przez Łukasza w glebę ludzkich serc przestaje być tylko kruchym wspomnieniem. Staje się życiem, które już nigdy nie więdnie.
Pan Łukasz intuicyjnie czuł, że obecności Boga nie szuka się w pustych deklaracjach, ale w uśmiechu kogoś, komu przywrócono godność, czy w równym spojrzeniu ocalonego stworzenia. Światło bowiem nie prosi o pozwolenie, by rozproszyć mrok – ono po prostu zajmuje jego miejsce tam, gdzie ktoś decyduje się nie odwracać oczu od cudzego nieszczęścia.
Mamy rzecznika wobec Ojca Jezusa Chrystusa, sprawiedliwego. Kim właściwie jest rzecznik? To ktoś, kto użycza swego głosu tym, których nikt nie chce słuchać. Pan Łukasz z pasją adwokata stawał w obronie spraw beznadziejnych i zapomnianych. Jego dewiza: „Każdy zasługuje na drugą szansę” – to najprostsza parafraza Ewangelii, przełożona na język naszych trudnych czasów.
Mam pełną świadomość, że wielu z was nie przyszłoby dziś do tego kościoła, gdyby nie on. Jesteście tu ze względu na Łukasza, na wartości, które wyznawał i którym był wierny do końca. Dziękuję wam za tę obecność – jest ona świadectwem miłości.
Wiem też, że wielu z was ma swoje powody, by na tym etapie życia stać z dystansem wobec Kościoła. Łukaszowi, wychowanemu w Kościele, też nie było łatwo. Mówił, że polski Kościół popełnia błędy i gdy ma możliwość ich naprawy oraz wyciągnięcia konsekwencji, często tego nie robi. To była swoista skarga, wołanie i modlitwa o piękniejszy Kościół.
Jeśli powodem tego dystansu są błędy i winy pasterzy, brak uważności, pycha czy arogancja, proszę was dziś przy tej trumnie z głębi serca o wybaczenie. Bo to właśnie tutaj najczęściej pęka wspólnota.
Chcę jednak powiedzieć, że Jezus robi dokładnie to, co robił Łukasz – zaprasza do swojego świata wszystkich, bez sprawdzania poglądów czy zaświadczeń o moralności. Jezus nie jest rzecznikiem tylko doskonałych. Jest nim dla każdego – także tego, kto czuje się niepotrzebny, oceniony czy wykluczony.
Nie bójmy się Chrystusa. Tego prawdziwego, który nie przychodzi zabrać nam wolności, ale dać fundament, dzięki któremu można kochać tak odważnie i bezinteresownie, jak uczył nas tragicznie zmarły. Bóg nie szuka nieskazitelnych życiorysów. On szuka serc, które potrafią drżeć razem z Nim o drugiego człowieka.
W takim sercu znalazł swoje miejsce.
„Wszystko przekazał mi mój Ojciec” – zamiast lęku przed nieznanym Ewangelia ukazuje nam dziś czułą więź między Ojcem i Synem. Wszystko zostało przekazane, a więc każda radość, każda przygotowana przez Łukasza paczka, każdy lęk o jutro człowieka i każde cierpienie zwierzęcia – wszystko to jest bezpieczne w dłoniach Boga.
Pan Łukasz rozumiał tę jedność świata. Wiedział, że ból człowieka i ból stworzenia to połączony krzyk, który trafia prosto do serca Stwórcy. Jego postać jest dla nas dowodem, że mądrość życia nie pochodzi z teorii, ale z relacji.
Bóg, o którym mówimy, nie jest odległą ideą, ale źródłem, z którego Łukasz czerpał siłę, by nie stać się cynikiem w świecie pełnym wyrachowania. Dzisiejsza Ewangelia nie jest wykładem – jest zaproszeniem, by zatęsknić za taką mocą, która pozwala kochać mimo wszystko i do końca.
Poznanie Boga dokonuje się najpierw przez dotyk rąk, które potrafią opatrywać cudze rany. „Wysławiam Cię, Ojcze, że objawiłeś te rzeczy prostaczkom” – mówi Jezus, wskazując na tych, których Ewangelia nazywa ubogimi Pana, którzy nie budują barykad ze swojej wielkości.
Pan Łukasz, mimo mandatu parlamentarzysty, blasku fleszy i rozpoznawalności, pozostał jednym z nich. Nie „obrósł w pióra”, nie stracił z oczu pojedynczego człowieka w tłumie.
„Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi” – to zdanie delikatnie kruszy naszą pychę, która każe wierzyć, że tylko wielkie traktaty zmieniają bieg historii. A pan Łukasz uczył nas liturgii codziennej życzliwości, teologii małych kroków: udostępnionego zdjęcia, symbolicznej wpłaty, chwili podarowanej komuś, kto nie jest ważny dla kamer.
To jest mądrość, która sprawia, że świat staje się domem, a nie polem bitwy. Wielkość człowieka mierzy się tym, jak nisko potrafi się skłonić nad kimś, kto sam już nie ma siły, by prosić.
Panie Łukaszu, jakże Ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania. Dziś Jezus mówi bezpośrednio do Ciebie: „Odłóż już te paczki, wycisz telefon, zapomnij o troskach, przyjdź do Mnie, odpoczniesz”.
Drodzy rodzice, bliscy zmarłego – to w cieniu waszej miłości i miłości dziadków, jak mówił Łukasz, uczył się tej uważności i wrażliwości, które stały się ratunkiem dla tylu istnień. Dlatego dziś niebo otwiera się szeroko, by przytulić waszą bezgraniczną tęsknotę. Jezus obiecuje, że żadna wspólna chwila nie zostanie zapomniana, a więź, która was splatała, staje się teraz duchowym mostem przerzuconym ku wieczności, po którym wciąż możecie się przechadzać w ciszy serca.
Niech ta Boża obietnica będzie kojącym szeptem w mroku żałoby, zapewnieniem, że miłość nigdy nie ustaje, oraz motywacją, by wytrwale wędrować tam, gdzie czas już nie boli. Póki co, mocą tych wędrówek do granic czasu niech będzie modlitwa.
Ale Jezus mówi także do nas: „Przyjdźcie, którzy czujecie ciężar waszego życia, rozczarowania życiem, ciężar niewiary, zwątpienia, dystansu do ludzi i do instytucji”. Jezus oferuje odpocznienie, które nie jest ucieczką, ale spotkaniem z miłością, która nie wystawia rachunków. Jezus to jedyna osoba, przy której wreszcie można odłożyć swoje i cudze ciężary i po prostu pozwolić się kochać.
„Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem. Przyjdźcie” – to początek, po którym następuje najważniejsze: „Uczcie się ode Mnie”.
To lekcja obecności, która nie musi krzyczeć. Łukasz nie musiał grzmieć z mównicy, by jego głos był słyszalny. Słyszano go w ciszy jego konkretnych czynów.
Drodzy przyjaciele Łukasza, Zmarły zostawił nam testament życia, którego stylem jest służba i dialog, a nie wykluczanie i intryga. Pokazał, że jedność, tak bardzo nam potrzebna, szanująca różnorodność, może być budowana przez wspólny mianownik szacunku i współczucia.
To zaproszenie do odkrywania nowej twarzy naszej wspólnoty – narodowej, kościelnej, lokalnej, sąsiedzkiej – twarzy życzliwej i czułej.
Niech ta cicha lekcja pokory i wrażliwości rezonuje w nas jeszcze długo po tym, jak opuścimy ten kościół, a potem cmentarz.
Panie Łukaszu, bracie – idź teraz do Tego, który obiecał, że nie pozostawi nas samych, gdy odchodzimy z tego świata. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na naszych i waszych, gdzie nie ma baniek medialnych ani mrocznych ocen, gdzie wszystko wypełnione jest kojącym światłem.
Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z misją, by nie pozwolić zgasnąć temu płomieniowi dobra, który w nas wznieciłeś. Śmierć to tylko zmiana adresu.
A jeśli Łukasz czeka jeszcze w przedpokoju wieczności – otwórzmy mu drzwi naszą wdzięcznością i modlitwą, modlitwą, która rodzi się dziś z naszych najszczerszych łez i tęsknoty.