Mówili o nim "Małysz Pływania". Zmarł w Wigilię na rękach ukochanej matki. Jej słowa łamią serce

Historia pani Jolanty rozdziera serce. Jej syn Piotr był utalentowanym pływakiem. Zapowiadano mu świetlaną przyszłość. Plany przekreśliła schizofrenia. Choroba zniszczyła życie młodego sportowca. W Wigilię 31-letni mężczyzna zmarł. Jego mama do tej pory nie może się otrząsnąć po tej tragedii.

Piotr jako dwunastolatek był u szczytu sławy. Bił rekordy kraju w swojej kategorii wiekowej. Mówili na niego: "Małysz Pływania". Przygodę ze sportem rozpoczął w wieku 5 lat. Jego pierwszy instruktor nauczył go podstaw i pokazał, jak wielką przyjemność można czerpać z uprawiania tej dyscypliny. Piotr był wielkim talentem - w wieku 9 lat wygrywał zawody z uczniami siódmej klasy.To w barwach częstochowskiego klubu Pirania ustanawiał rekordy Polski, zdobywał puchary i złote medale. Mówiono o nim, że jest nadzieją pływania, kolejną perełką po Otylii Jędrzejczak. Niestety jego kariera skończyła się, gdy został wykluczony z klubu w 2003 roku. Do tej pory nie wiadomo, co tak naprawdę się stało. Potem przyszedł kolejny cios. Piotr zachorował na schizofrenię.

Chłopak zaczął uciekać z domu, nie mógł sobie z tą sytuacją poradzić. Mimo tego miał ogromne wsparcie ze strony rodziców. Skończył studia na AWF w Katowicach. Pracował jako ratownik, założył nawet swoją szkółkę pływacką. Walczył z chorobą jak tylko mógł. Kiedy zmarł jego ojciec, choroba nawróciła.

Czytaj również: Obalamy mity! Pacjentka zmarła po podaniu szczepionki na COVID. Ekspert jasno tłumaczy. To każdy musi wiedzieć!

- 23 grudnia przyjechało pogotowie. Za drugim razem zabrali go do szpitala, by go nawodnić - wspomina mama Piotra, pani Jolanta. - Wyniki badań neurologicznych były dobre. Okazało się, że jest wszystko dobrze i wypuścili go do domu. Niestety, kiedy wrócił do domu, jego oddech był coraz krótszy.  Przechodził z pokoju do pokoju i upadł. Zmarł na moich rękach w Wigilię, 24 grudnia. Robiłam mu jeszcze reanimację. Nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Nie wiem, dlaczego - wspomina kobieta ze łzami w oczach. Schizofrenia niszczyła Piotrkowi życie. Nie przyjmował jedzenia. To musiało się źle skończyć.

- Syn bardzo się cieszył na święta, uczył się grać na gitarze. Mieliśmy wieczorem pokolędować, ale już nie zdążyliśmy - dodaje pani Jolanta. - Pozostaje mi tylko radość, że mogę go upamiętnić - kończy w rozmowie z SE.pl.

Czytaj również: Zabójstwo 13-letniej Patrycji. Śledztwo nadal trwa! Ważne pytanie pozostaje bez odpowiedzi

Pogrzeb mamy Mariusza Czajki

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki