Pan Przemysław rolował słomę, Potężna maszyna URWAŁA mu dłoń. Okrzyk rozdarł okolicę

Chwilę nieuwagi przy polowych pracach przypłacił amputacją ręki. Przemysław Lis (30 l.) rolował zebraną z pola słomę. Nagle zgrzebła maszyny pochwyciły jego dłoń. Ciało przeszył potworny ból, a okrzyk rozdarł okolicę. Resztką świadomości ten ojciec rodziny i szanowany druh ochotniczej straży pożarnej sięgnął po telefon. Pomoc nadeszła szybko, ale ręki pana Przemysława nie można już było uratować. Teraz jego marzeniem jest nowoczesna proteza, dzięki której będzie mógł wspomagać bliskich jak dawniej.

To wspomnienie wciąż jest żywe, ale Przemysława Lisa nie jest łatwo złamać. On wie, że czasu się nie cofnie, za to jest potrzeby swym dzieciakom – Zuzi (2 l.) i Mikołajowi (5 l.) oraz ukochanej małżonce Joannie (26 l.). To był 10 sierpnia. Rolnicza maszyna omal go nie zabiła. – Pamiętam, jak wskoczyłem na prasę rolującą, a ta wciągnęła mi rękę. Byłem na tyle przytomny, że zadzwoniłem po ojca. Tata zjawił się po trzech, czterech minutach. Wyłączył maszynę. Gdyby nie on, dziś byśmy nie rozmawiali – wspomina dramat pan Przemek.

Po jakiejś godzinie udało się kleszczowianina uwolnić z trybów maszyny. Przyleciał helikopter, który zabrał go do Szpitala św. Barbary w Sosnowcu. – Ręka była poparzona, połamana i pomiażdżona. Zresztą z tego niewiele pamiętam. Lekarze musieli przeprowadzić amputację – opowiada mężczyzna. Strażak chciałby kupić nowoczesną protezę. Ich ceny sięgają setek tysięcy złotych. Przyjaciele rodziny zorganizowali zbiórkę na ten cel. – Gdyby tak się udało zebrać na nią pieniądze... – rozmarza się Przemek Lis.