Rolnik z Gliwic zasłynął po zaoraniu asfaltu
O Józefie Magierze z gliwickiej Ostropy zrobiło się głośno po wydarzeniu na ul. Rybackiej. Rolnik użył swojego starego ciągnika z pługiem i przeorał fragment świeżo wykonanej nawierzchni.
Magiera twierdził, że droga została wybudowana na terenie, który uważał za część rodzinnego gospodarstwa. Miasto przedstawiało natomiast inne stanowisko, wskazując na zapisy znajdujące się w księgach wieczystych.
Czwartkowa rozprawa w sądzie dotyczyła zażalenia obrony na środki zapobiegawcze zastosowane wobec pana Józefa. Chodziło o obowiązek trzykrotnego meldowania się na policji w ciągu tygodnia oraz o zabezpieczenie majątkowe w postaci jego ciągnika. Na poczet ewentualnej kary zabezpieczono też kaucję w wysokości 10 tys. zł. Pan Józef, który na rozprawę przyjechał rowerem, nie tracił nadziei.
Przyjechał do sądu rowerem
Na rozprawę Józef Magiera dotarł na rowerze. Pojawił się przed budynkiem sądu około pół godziny przed rozpoczęciem posiedzenia. Jak wyjaśnił oczekującym na niego dziennikarzom, w podobny sposób dociera również na obowiązkowe wizyty na policji.
- Na te dozory policyjne też tak jeżdżę. Zajmuje mi to jakieś pół godziny
- powiedział Józef Magiera przed posiedzeniem sądu.
Rolnik odniósł się również do samej sprawy i zastosowanych wobec niego środków.
- Myślę, że praworządność w Polsce w końcu wróci. A nie, że zamyka się ludzi za swoje. Jakby to była ich ziemia, to bym się z tym zgodził, ale najbardziej mnie zaskoczyło to, że prokuratura na podstawie tylko zeznań świadków, a nie dokumentów, posługiwała się aresztem
- mówił Józef Magiera.
Obrońca rolnika: ciągnik jest mu potrzebny do pracy
Podczas posiedzenia rolnika reprezentował adwokat Adam Szewc. Magierę wspierał także Michał Kałużny, przedstawiany jako jego społeczny asystent i członek partii Korwin.
Kałużny przekonywał, że sprawa pokazuje - w jego ocenie - nierówne traktowanie stron. Odniósł się również do argumentacji dotyczącej tego, dlaczego rolnik zdecydował się na przeoranie fragmentu drogi.
- Mamy tutaj jaskrawy przykład nierówności obywateli wobec prawa. Z jednej strony jest pan Józef, który w dobrej wierze zaorał skrawek pola, będąc przekonanym że jest to jego pole, być może powstrzymując samowolę budowlaną, powstrzymując być może nawet katastrofę, ponieważ w tym śladzie drogi znajduje się gazociąg, a prowadzono tam podziemne prace budowlane bez konsultacji z zakładem gazownictwa. Sytuacja jest taka: pan Józef trafia bez ceregieli do aresztu, a osoby odpowiedziane za całe zamieszanie nie dostały nawet mandatu
- powiedział Michał Kałużny z partii Korwin, społeczny asystent rolnika z gliwickiej Ostropy.
Obrońca Józefa Magiery argumentował z kolei, że zatrzymanie ciągnika ma bezpośredni wpływ na możliwość wykonywania przez niego pracy.
- Pan Józef nie może teraz wykonywać swego zawodu. Nie ma możliwości zarobkowania. To zabezpieczenie jest zbędne. Ciągnik ma przeszło 4 lat i niewielką wartość materialną. On ma większą wartość sentymentalna i emocjonalną. A wartość tego ciągnika to ułamek kwoty 200 tys. zł, na jakie oszacowano straty spowodowane przez mojego klienta
- powiedział mecenas Adam Szewc.
Adwokat wskazywał także, że w jego ocenie nie ma podstaw do dalszego stosowania policyjnego dozoru.
- Chcemy też uchylenia dozoru. Nie ma żadnego powodu, by wciąż stosować ten środek. Prokurator nie wskazał żadnych czynności, które miałby utrudniać pan Józef
- dodawał obrońca rolnika.
Sąd wcześniej zakwestionował tymczasowy areszt
Podczas rozprawy mecenas Szewc poinformował również o wcześniejszym rozstrzygnięciu dotyczącym tymczasowego aresztowania Józefa Magiery.
- Sąd uznał nasze zażalenie za zasadne. Wskazał, że nie zostały spełnione przesłanki przemawiające za zastosowaniem tymczasowego aresztu
- przekazał Adam Szewc.
Podczas kolejnego posiedzenia sąd miał zdecydować, czy utrzymać zastosowany wobec rolnika dozór oraz zabezpieczenie dotyczące ciągnika. Na rozprawie nie pojawił się prokurator.
Po wysłuchaniu argumentów obrony sąd zarządził przerwę. Po godz. 14 strony wróciły na salę, gdzie przedstawiono decyzję.
Rolnik nie musi już meldować się na policji
Sąd zdecydował o całkowitym uchyleniu policyjnego dozoru wobec Józefa Magiery. Oznacza to, że rolnik nie będzie już musiał trzy razy w tygodniu zgłaszać się na policję.
Jednocześnie nie zapadła decyzja o zwrocie zatrzymanego ciągnika.
- Sąd uchylił w całości nałożony dozór policyjny na pana Józefa. Niestety nie uchylił zabezpieczenia majątkowego nałożonego na ciągnik rolniczy. Sąd nakazał udokumentowanie, że faktycznie pojazd jest potrzebny mojemu klientowi do działalności zarobkowej. Taka dokumentacja zostanie zgromadzona i zamierzamy ją dostarczyć sądowi, by mógł zmienić dzisiejsza decyzję
- poinformował mecenas Adam Szewc.
Obrona zamierza więc przedstawić sądowi dokumenty mające wykazać, że ciągnik jest niezbędnym narzędziem pracy rolnika.
„Bardziej liczyłem na to, że będę mógł odzyskać ciągnik”
Sam Józef Magiera nie krył, że liczył na inne rozstrzygnięcie. Uchylenie dozoru nie było dla niego najważniejszą kwestią. Znacznie bardziej zależało mu na odzyskaniu maszyny.
- Bardziej liczyłem na to, że będę mógł odzyskać ciągnik. Ten dozór był mniej kłopotliwy dla mnie. Mam jeszcze sporo trawy do skoszenia, a zostało tylko kilka dni pogody
- powiedział po decyzji sądu Józef Magiera.
Na tym etapie rolnik odzyskał więc możliwość swobodnego funkcjonowania bez obowiązku regularnego zgłaszania się na policję, ale jego ciągnik nadal pozostaje objęty zabezpieczeniem. Obrona zapowiada przedstawienie sądowi dodatkowych dokumentów dotyczących wykorzystania maszyny w gospodarstwie.