Rolnik z Gliwic zaorał asfalt. Drogowcy wrócili, ale tym razem nie byli sami

2026-10-28 15:12

Dwa miesiące temu wjechał traktorem na świeżo wyasfaltowaną drogę i zaorał ją pługiem. Teraz na ulicy Rybackiej w Gliwicach znów pojawili się drogowcy. Tym razem jednak miasto nie zamierzało ryzykować. Prac przy układaniu nowej nawierzchni pilnowali policjanci i strażnicy miejscy. Józef Magiera (60 l.), który twierdzi, że droga przebiega przez jego ziemię, tym razem nie pojawił się na miejscu.

Tym razem Józef Magiera (60 l.) z gliwickiej dzielnicy Ostropa nie pojawił się z ciężkim sprzętem na ul. Rybackiej, z której dwa miesiące wcześniej zerwał świeżo wylany asfalt. Najsłynniejszy rolnik w Polsce z pewnością jednak nie pogodził się z tym, że – w jego przekonaniu – asfalt leży na skrawku jego ziemi. Tym razem nad układaniem nowej nawierzchni czuwały policja oraz straż miejska.

Drogowcy wrócili na zaoraną ulicę. Tym razem byli przygotowani

Drogowcy z ciężkim sprzętem pojawili się na ul. Rybackiej w Ostropie we wtorek rano. Po spektakularnym zaoraniu drogi przez pana Józefa zniszczona nawierzchnia została wcześniej zerwana. Prace miały ruszyć już w ubiegły piątek, jednak nie pozwoliły na to warunki pogodowe. Dlatego asfaltowanie rozpoczęło się dopiero teraz.

Robotnicy zabrali się do pracy, ale jednocześnie z niepokojem wypatrywali, czy na horyzoncie nie pojawi się postać osławionego rolnika.

– Na razie go nie ma, a pan niech uważa, chodzi pan po jego polu – powiedział "Super Expressowi" jeden z drogowców.

Tym razem jednak miasto wyciągnęło wnioski z akcji, którą Józef Magiera przeprowadził w sierpniu. W okolicy pojawili się zarówno policjanci w cywilu, jak i strażnicy miejscy. Pilnowali, by nikt nie zakłócał prowadzonych prac.

Zaorał świeży asfalt i trafił do aresztu. Teraz walczy o traktor

Rolnik twierdzi, że pod budowę drogi zajęto część jego ojcowizny. W sierpniu pojawił się na miejscu ciągnikiem z pługiem i wjechał na dopiero co położony asfalt. Zaorał go dokładnie w tym miejscu, które jego zdaniem należy do niego. W ten sposób zniszczył jednak właściwie całą nowiutką nawierzchnię.

Krewki rolnik trafił za ten czyn nawet do tymczasowego aresztu, który opuścił dopiero po dwóch tygodniach. Teraz prokuratura prowadzi przeciwko niemu sprawę dotyczącą zniszczenia mienia.

On sam walczy natomiast w sądzie o odzyskanie traktora, który został zabezpieczony na poczet ewentualnej przyszłej kary. Nie zgadza się również z twierdzeniem, że ziemia została już wcześniej wykupiona od niego przez miasto. Także tę kwestię zamierza rozstrzygnąć przed sądem.

Mieszkańcy nie kryją oburzenia. „To wariat”

Mieszkańcy ul. Rybackiej i okolicy nie mają jednak o panu Józku najlepszego zdania. Na porządną drogę czekali latami, a kiedy wreszcie została położona, rolnik ją zniszczył.

– To wariat. A wariatów powinno się trzymać w Rybniku albo Toszku – nie przebierał w słowach jeden z mieszkańców okolicy.

Inny mężczyzna dodał:

– Zamiast orać asfalt, powinien się cieszyć, że miasto asfaltuje mu drogę na jego działkę. Przecież w ten sposób ta ziemia zyskuje na wartości – stwierdził.

Nowy asfalt już leży. Policja i straż miejska pilnowały porządkuNiezależnie od tego, co planuje rolnik, tym razem na miejscu się nie pojawił. Straż miejska pozostała jednak w okolicy jeszcze przez dłuższy czas po zakończeniu robót.

Póki co asfalt, równy jak stół, na ul. Rybackiej leży.

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI