Graficiarze działają w dzień i w nocy
Sprawcy najczęściej wybierają noc i tereny postojowe, gdzie pociągi są czasowo wyłączone z ruchu. Coraz częściej jednak wykorzystują także postoje techniczne w ciągu dnia – gdy składy czekają na dalszy kurs. Do takich sytuacji dochodziło m.in. w Katowicach, Krakowie, Żywcu, Orzeszu czy Łaziskach Górnych.
Wandalizm trwa zwykle zaledwie kilka minut. Sprawcy działają w grupach liczących od trzech do pięciu osób, choć zdarzają się również większe, nawet kilkunastoosobowe ekipy.
Jak podkreśla rzecznik prasowy przewoźnika, mimo monitoringu i obecności drużyn konduktorskich reakcja bywa utrudniona, ponieważ całe zdarzenie przebiega bardzo szybko. Każdy przypadek jest zgłaszany odpowiednim służbom, a w razie ujęcia sprawców w trakcie działania wzywana jest policja.
– W przypadku malowania graffiti podczas postoju pociągu, wzywamy policję, czekamy na jej przyjazd i składamy zeznania, co bardzo często powoduje opóźnienia – mówi dla "ESKI" Bartłomiej Wnuk, rzecznik prasowy Kolei Śląskich.
Oznacza to, że za częścią opóźnionych kursów stoją... graficiarze.
Straty finansowe i utrudnienia dla podróżnych
Każde naniesione graffiti to nie tylko kwestia estetyki. Usuwanie farby wymaga specjalistycznych środków i wyłączenia pojazdu z eksploatacji. To generuje koszty i może wpływać na punktualność kursów.
Wśród zniszczonych składów znalazły się również nowoczesne pociągi typu Impuls 2. Choć wszystkie pojazdy posiadają fabryczną powłokę antygraffiti, która ułatwia czyszczenie i zabezpiecza lakier, jej odnawianie także wiąże się z dodatkowymi wydatkami.
Przewoźnik podkreśla, że problem nie dotyczy wyłącznie estetyki taboru, ale przekłada się bezpośrednio na komfort i czas podróży pasażerów. Rosnąca liczba aktów wandalizmu oznacza coraz większe obciążenie finansowe oraz organizacyjne dla regionalnej kolei.