Zatrute dzieci, milczenie władz i lekarka, która się nie bała. Netflix nakręcił serial na Śląsku

2026-02-11 13:30

Ceglane familoki, unoszący się nad miastem dym z hutniczych kominów i dzieci, które zamiast beztrosko biegać po podwórkach, coraz częściej trafiały na szpitalne oddziały. „Ołowiane dzieci”, najnowsza produkcja Netfliksa, przypominają jedną z najbardziej poruszających i bolesnych historii w dziejach Śląska. W serialu – obok znanych nazwisk polskiego kina – pojawia się także wyraźny, lokalny akcent: Orkiestra Kamiliańska „Mali Kamilianie” z Tarnowskich Gór.

Mali Kamilianie na planie Ołowianych Dzieci

i

Autor: UM TG/Netflix/ Facebook
  • Nowy serial Netflixa, „Ołowiane dzieci”, opowiada wstrząsającą historię zatrucia ołowiem w Szopienicach.
  • Dr Jolanta Wadowska-Król, zwana „doktórką od familoków”, walczyła z systemem, by ujawnić prawdę o chorobach dzieci.
  • W produkcji zobaczymy Joannę Kulig oraz lokalny akcent – Orkiestrę Kamiliańską „Mali Kamilianie”.
  • Odkryj, jak śląska historia sprzed pół wieku wciąż rezonuje i co oznacza dla dzisiejszych pokoleń.

Brudny Śląsk w filmowym kadrze. "Ołowiane dzieci" już na Netflixie

To nie jest kolejna kostiumowa opowieść z PRL-u. „Ołowiane dzieci” od pierwszych minut wciągają w mroczny, duszny świat przemysłowego Śląska lat 70. – świata, w którym huta była jednocześnie źródłem pracy i… cichym trucicielem całych pokoleń.

Serial przenosi widzów do Szopienic – dzielnicy Katowic nazywanej dziś „śląskim Czarnobylem”. W cieniu Huty Metali Nieżelaznych dzieci masowo chorowały na ołowicę. Problemy z koncentracją, bóle brzucha, zaburzenia neurologiczne, anemia – to była codzienność setek rodzin. Oficjalnie problem nie istniał. Nieoficjalnie – narastał z miesiąca na miesiąc.

W centrum tej historii stoi postać dr Jolanty Wadowskiej-Król, pediatry, nazywanej „doktórką od familoków”. To ona jako jedna z pierwszych zaczęła łączyć objawy swoich małych pacjentów z zatruciem metalami ciężkimi. I jako jedna z nielicznych miała odwagę sprzeciwić się systemowi.

W serialu w jej rolę wciela się Joanna Kulig, której kreacja – jak zapowiadają twórcy – ma być jedną z najmocniejszych w jej karierze. Na ekranie towarzyszą jej m.in. Kinga Preis, Agata Kulesza, Marian Dziędziela, Zbigniew Zamachowski i Sebastian Pawlak.

Za kamerą stanął pochodzący z Górnego Śląska Maciej Pieprzyca, twórca „Jestem mordercą” i „Ikara”. To właśnie jego lokalna wrażliwość sprawiła, że serial nie jest jedynie historycznym dramatem, ale niemal dokumentalnym portretem regionu.

Zdjęcia realizowano w Katowicach, Rudzie Śląskiej i okolicach. Twórcy z pietyzmem odtworzyli realia PRL-u: wyblakłe szyldy, stare autobusy, maluchy na parkingach, obdrapane klatki schodowe i charakterystyczne ceglane familoki. Śląsk nie jest tu tylko tłem – staje się pełnoprawnym bohaterem.

Mali Kamilianie na planie Netflixa

Dla mieszkańców Tarnowskich Gór szczególnie wzruszający będzie jeden z epizodów. W serialu pojawia się bowiem Mała Orkiestra Kamiliańska „Mali Kamilianie”.

To nie statyści z przypadku. To prawdziwi młodzi muzycy, którzy trafili na plan w dość tajemniczych okolicznościach.

– Do tej pory nie wiemy, jak nas znaleźli, ale to ogromnie cieszy i pozostaje słodką tajemnicą produkcji – śmieje się dyrygent zespołu, Aleksander König.

Ekipa filmowa przyjechała na próbę orkiestry, nagrała materiały i… zapadła cisza. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon: decyzja zapadła – dyrygent i pięciu muzyków zagra w serialu.

Zadanie nie było proste. Młodzi tarnogórzanie musieli przygotować utwór o wyraźnie śląskim charakterze, w autorskiej aranżacji. Ale to nie wszystko. Dostali też nietypową rolę… nauczycieli.

Aktorzy wcielający się w orkiestrantów nie potrafili grać na instrumentach. Trzeba było ich przeszkolić od podstaw. – Przez całe wakacje uczyliśmy ich gry na trąbce i perkusji. Tu, u nas, w Tarnowskich Górach – opowiada König.

Efekty tej współpracy zobaczymy w scenie festynu kręconej w Rudzie Śląskiej. Dla młodych muzyków to było „wielkie pięć minut” – pierwszy profesjonalny plan filmowy, kamery, statyści i atmosfera dużej produkcji.

Na ekranie zobaczymy: Tomka Strojka, Kubę Swobodę, Mikołaja Jadacha, Tomka Psonkę, Mikołaja Lisa oraz dyrygenta Aleksandra Königa.

Historia, która wciąż boli

Twórcy podkreślają, że choć akcja rozgrywa się pół wieku temu, temat pozostaje aktualny. Ołów nie znika z gleby. Zanieczyszczenia wciąż są obecne, a ich skutki mogą być odczuwalne przez pokolenia.

Serial przypomina, że doktor Wadowska-Król przebadała ponad 5 tysięcy dzieci. Ponad tysiąc miało objawy ołowicy – według ówczesnych, zaniżonych norm. Dziś liczby byłyby znacznie wyższe.

To opowieść o odwadze jednej osoby przeciwko machinie państwa, ale też o odpowiedzialności władz, przemilczanych problemach i cenie, jaką płacą zwykli ludzie.

„Ołowiane dzieci” to nie tylko serial. To kawał bolesnej śląskiej pamięci przeniesiony na ekran – z familokami, hutą w tle i prawdziwymi mieszkańcami regionu, którzy stali się częścią tej historii.

A dla wielu widzów z Tarnowskich Gór dodatkową frajdą będzie moment, gdy wśród festynowego tłumu nagle rozlegnie się dźwięk trąbek „Małych Kamilianów”. Bo tym razem Śląsk gra tu pierwsze skrzypce.

Dawniej te huty truły mieszkańców województwa śląskiego. LISTA:

Radio ESKA Google News
Źródło: Śląsk na Netflixie. "Ołowiane dzieci” opowiadają prawdziwy dramat Szopienic

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki