„Szaman z Bysiny” wmówił kobietom, że nie mają raka. Dwie zmarły. Naturopata uniknie więzienia

Dwie kobiety porzuciły sprawdzone leczenie onkologiczne, by wierzyć w cudowne uzdrowienie „lampą” i wahadełkiem. Naturopata z Małopolski, nazywany „Szamanem z Bysiny”, przekonał je, że nie chorują na raka. Obie zmarły, a sąd skazał go na wyrok w zawieszeniu, co wzbudza oburzenie opinii publicznej.

Szarlatan zamiast lekarza

Tomasz S. (57 l.), pseudonim „Szaman z Bysiny”, wmówił Urszuli K. (+66 l.) i Karolinie G. (+35 l.), że ich nowotwory są jedynie wynikiem „zakażenia patogenami”. Nakłonił kobiety do porzucenia leczenia onkologicznego i obiecywał uzdrowienie za pomocą generatora plazmowego, plastrów oczyszczających, mat i wahadełek. Za swoje porady pobierał wysokie opłaty - w przypadku jednej pacjentki nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Mężczyzna podawał się za specjalistę medycyny holistycznej, który przez 20 lat praktykował we Francji. W rzeczywistości nie posiadał wykształcenia medycznego - jest nauczycielem z Niska na Podkarpaciu.

Pacjentów przyjmował w swoim domu w Bysinie (woj. małopolskie) i ogłaszał się w internecie jako ekspert, do którego mieli jeździć nawet profesorowie z Polski.

Tragiczne konsekwencje „cudownej terapii”

Historia Urszuli K. zaczęła się w 2022 roku, gdy wykryto u niej guz trzustki. Znajomy namówił ją na wizytę u Tomasza S., który witał pacjentów w indyjskiej czapeczce i pokazywał lalki, badał dłonie oraz przykładał łańcuszki. - Pani nie ma żadnego nowotworu - powiedział kobiecie, która niestety uwierzyła.

Terapia polegała na wielogodzinnym naświetlaniu generatorem plazmowym, przyjmowaniu tylko płynów i kosztowała 250 zł dziennie przez trzy miesiące. Po pogorszeniu się stanu zdrowia kobiety, Tomasz S. odwiózł ją do szpitala, nakazując milczenie o sposobie leczenia. Guz urósł dwukrotnie, uniemożliwiając operację. Urszula K. zmarła 1 kwietnia 2023 r.

Podobny los spotkał Karolinę G., 35-latkę z nowotworem piersi. Szaman nakłonił ją do odstawienia leczenia onkologicznego, „leczył” kamieniami i sprężynką, a za swoje usługi pobrał ponad 40 tys. zł. Kobieta zmarła.

Proces i wyrok wywołują kontrowersje

Prokuratura oskarżyła Tomasza S. o oszustwa, doprowadzenie do bezpośredniego zagrożenia życia, nielegalne udzielanie świadczeń zdrowotnych oraz nakłonienie pacjentek do zaniechania terapii. Sąd Rejonowy w Katowicach skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i zakazał wykonywania zawodu naturopaty na trzy lata.

Prokuratura odwołała się, domagając się surowszej kary i uznania czynów za nieumyślne spowodowanie śmierci. Obrońcy utrzymywali, że Tomasz S. nie działał z zamiarem oszustwa. Sąd Okręgowy niemal w całości utrzymał wyrok pierwszej instancji.

Sędzia uzasadnił, że generator plazmowy nie może leczyć raka, a działanie szamana pozbawiło pacjentki szansy na skuteczne leczenie, jednak nie można stwierdzić, czy kobiety przeżyłyby, gdyby nie spotkały Tomasza S.

Galeria: Pacjentki porzuciły konwencjonalną terapię, by „leczyć się” lampami. Szaman z Małopolski nie trafi za kraty

Wdowiec walczy o sprawiedliwość

Władysław K., wdowiec po Urszuli, nie krył oburzenia po wyroku. - „Taki wyrok to jak żaden wyrok. On powinien siedzieć. Trzeba chronić ludzi przed takimi osobami. Życia mojej żony nikt mi nie zwróci” - mówił.

Sprawa wywołała dyskusję o granicach działalności „medycyny alternatywnej” i odpowiedzialności za śmierć pacjentów, którzy uwierzyli w cudowne metody zamiast stosować sprawdzone terapie onkologiczne.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki