- Samochód polskich turystów najpierw uderzył w dzika, a później został staranowany przez inne auto.
- Na miejscu zginęli Patrycja, 18-miesięczny Hubert i ich przyjaciółka Magdalena.
- Marcin i jego syn Tymek przeżyli wypadek i zostali przewiezieni z Czech do Polski.
- Poszkodowani kontynuują leczenie w szpitalu w Piekarach Śląskich.
Do tej tragedii doszło w tuż po północy w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia. Samochód polskich turystów jechał drogą D52 w okolicy miasta Pohorelice. Nagle na jezdni zjawił się dzik. Doszło do pierwszej kraksy. To pierwsze uderzenie prawdopodobnie jeszcze nie miało tragicznych skutków. Wszyscy podróżujący byli przytomni. Niestety, po kilku chwilach doszło do makabry. Inny samochód staranował polskie auto. Patrycja, jej niespełna 2-letni syn Hubert i przyjaciółka Magda zginęli na miejscu. W wypadku śmierć poniósł też pies – border collie Luna. Marcin, mąż Patrycji i ich drugi syn Tymek znaleźli się w szpitalu w Brnie, gdzie lekarze uratowali im życie.
- Jesteśmy w szoku. Trudno w to uwierzyć. Wszyscy się znamy od ponad 20 lat, a z Madzią jeszcze dłużnej. Chyba od piętnastego roku życia. Z Madzią byłyśmy bliskimi przyjaciółkami. Marcin, Patrycja działali w Fundacji Piastun. Mamy też takie nieformalne stowarzyszenie Babi Krąg. Bardzo pomagali, byli bardzo otwarci na innych. Tyle osób doświadczyło od nich pomocy, ciepłego słowa – mówi nam Justyna Karwot, przyjaciółka. – Ja jeszcze w nocy 31 lipca rozmawiałam z Madzią. Mówi, że ok. 3 w nocy będą w domu . Napisał mi „zarezerwuj dla mnie sobotę”. Miałyśmy się spotkać po przyjeździe, żeby pogadać, bo my zawsze nie mogłyśmy się nagadać. Potem zasnęłam, a po przebudzeniu nawet napisałem do niej „Madzik, myślę, że śpisz jak suseł, mam nadzieję, że zajechaliście bezpiecznie, jak wstaniesz daj znać”. Potem do mnie dzwonił brat Magdy i sam Marcin. Marcin był na lekach, w szoku, uruchomił jedyny telefon, jaki miał, telefon od Magdy. Mówił mi, że był wypadek, ale nie wiedząc jeszcze, co się stało i że ktoś nie żyje – opowiada pani Justyna
Oficjalne potwierdzenie tragicznych wieści przyszło w sobotę koło południa. Wówczas do mieszkania rodziców pani Magdaleny zapukała policja, która poinformowana o śmierci kobiety w Czechach. - Nie myślałam, że coś takiego może się przydarzyć. Czekaliśmy z mężem na nią. Mieliśmy we wtorek jechać jeszcze w Polskę. Wypocząć – mówi pani Justyna.
Ofiary wypadku od lat byli wolontariuszami w Fundacji Piastun Wyrównywanie Szans. Pomagali innym z wielką determinacją. Teraz sami będą potrzebować pomocy. Na rzecz Marcina i małego Tymka oraz Magdy ruszyły zbiórki. Już wiadomo, że chociaż życiu ocalonych już nic nie zagraża, to jednak leczenie i rehabilitacja będą długie i kosztowne. Natomiast druga zbiórka ma pomoc zebrać środki na sprowadzenie ciał. Zwłaszcza że okazało się, iż ubezpieczenie podróżnych wygasło… 31 lipca, a do tragedii doszło ok. 20 minut po północy 1 sierpnia. Można dać im wsparcie klikając na te linki Marcin i Tymek https://zrzutka.pl/afw5tn. Magdalena https://zrzutka.pl/p79rh7. Pomoc dla pokrzywdzonych nadciąga zewsząd. Włączyli się do akcji m.in. kibice i piłkarze Ruchu Chorzów, którego Marcin jest wielkim kibicem.
Były pewne trudności z przewiezieniem Marcina i Tymka do Polski. Jednak dzięki Zintegrowanej Służbie Medycznej obaj poszkodowani są już w Polsce. „Są takie wyjazdy, których nie da się zapomnieć i pozostają w sercu na zawsze. Wczoraj jeden z zespołów Zintegrowanej Służby Ratowniczej nieodpłatnie zrealizował transport medyczny Marcina i Tymka z Czech do Polski. To była misja, której nikt nie chciałby kiedykolwiek wykonywać. (…) Do transportu wykorzystaliśmy ambulans zakupiony dzięki środkom zebranym z inicjatywy Łukasza Litewki . To kolejny raz, gdy pokazujemy, że dobro wraca do ludzi wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebne. (…) Dziękujemy wszystkim ratownikom, którzy bez chwili zawahania ruszyli z pomocą. W takich momentach nie liczą się godziny, kilometry ani zmęczenie. Liczy się człowiek. Marcinie, Tymku...Nie ma słów, które potrafiłyby ukoić taki ból. Życzymy Wam przede wszystkim siły. Siły, by przetrwać każdy kolejny dzień. Zdrowia, które pozwoli wrócić do sprawności. I ludzi wokół, którzy nie pozwolą Wam zostać samym z tą tragedią. Niech pamięć o Patrycji, Hubercie i Magdzie na zawsze pozostanie w sercach tych, którzy ich kochali. Jesteśmy z Wami” – czytamy na profilu Zintegrowanej Służby Ratowniczej.
Leczenie Marcina i Tymka kontynuuje szpital w Piekarach Śląskich. Pan Marcin podziękował wszystkim za pomoc na sowim profilu w internecie. „Jak wiadomo świat wywrócił się do góry nogami i serce. Straciłem prawie wszystko, co miałem. Kochaną żonę Patrycję, kochanego 18 miesięcznego Hubcia i super przyjaciółkę Madzię. Na szczęście mamy z Tymkiem takie wsparcie, że naprawdę, pomimo tego co się wydarzyło, nie możemy uwierzyć, co się dzieje. Takie wsparcie, jak dostajemy to jest po prostu niesamowite i nie do opisania. Dziękujemy wszystkim za pomoc. Jest Was naprawdę tylu, że nie jestem w stanie wszystkich z osobna wymienić. Dostałem tyle wiadomości, że nie jestem w stanie na wszystkie odpisać. Dlatego daję tu informację, aby być fair. Po ciężkiej mojej walce w szpitalu po przyjęciu - 30% szans na przeżycie i walce dla Tymusia, udaje się pozbierać i właśnie teraz z Tykiem jesteśmy transportowani karetką do polskiego szpitala. I teraz wielki podziękowania i brawa za organizację transportu medycznego w ten sam dzień dla firmy Zintegrowana Służba Ratownicza. Całkowicie za darmo bez zastanowienie i żadnych pytań wysyłają po nas karetkę do Brna i po trzech godzinach wracamy do Polski. (...) Patrząc na Was wszystkich wiara w ludzi powraca. Wszyscy, co byli u nas w Czechach wiedzą, że służba medyczna jest na najwyższym poziomie i zawsze uśmiechnięta. Natomiast policja, konsul, i inne sprawy, aby się dowiedzieć cokolwiek, stanowi cud. I nagle odbieram telefon, a tam pracodawca od mojej kochanej żony - Polpharma i sympatyczna Pani z Panem przekazują informacje, że jest dla nas wynajęta międzynarodowa kancelaria prawna na ich koszt i mamy już tylko konsultować się z Panem mecenasem i nie tracić siły i czasu. Jeszcze raz dziękuję wszystkim. To WY trzymacie nas z Tymkiem przy życiu DZIĘKUJEMY” – napisał załamany tata i mąż.