Wstrząsające kulisy tragedii w Sosnowcu. "Bała się, że dojdzie do najgorszego"

To miała być kolejna spokojna noc na osiedlu Juliusz w Sosnowcu. Zamiast tego rozegrał się dramat, który wstrząsnął mieszkańcami. Według śledczych 36-letni mężczyzna miał zaatakować nożem swoich rodziców. 56-letnia matka zginęła na miejscu, ciężko ranny ojciec walczy o zdrowie, a napastnik odebrał sobie życie. Sąsiedzi twierdzą, że rodzina od dawna alarmowała o problemach i prosiła o pomoc.

Krwawy dramat w mieszkaniu

Do tragedii doszło w jednym z mieszkań przy ul. Saperów w sosnowieckiej dzielnicy Juliusz. Około godziny 10.30 we wtorek, 29 lipca służby zostały wezwane na miejsce po dramatycznym zgłoszeniu. W mieszkaniu znaleziono ciała 56-letniej kobiety i jej 36-letniego syna. Ranny został także 59-letni mężczyzna, który z obrażeniami zadanymi ostrym narzędziem trafił do szpitala.

Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu przekazała, że obecnie najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, iż 36-latek zaatakował swoich rodziców, a następnie odebrał sobie życie.

– Rozpatrujemy kilka hipotez odnośnie tego, co się wydarzyło. Obecnie za najbardziej prawdopodobną uznajemy tę, iż mężczyzna, który borykał się z problemami zdrowotnymi, zaatakował swoich rodziców, a następnie targnął się na własne życie – poinformował "SE" rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu Bartosz Kilian.

Śledczy czekają na możliwość przesłuchania 59-latka, który pozostaje jedynym bezpośrednim świadkiem rodzinnego dramatu.

"Rodzina od dawna prosiła o pomoc"

Znajomi rodziny twierdzą, że tragedia nie była całkowitym zaskoczeniem. Jak relacjonują, 36-latek od dłuższego czasu zmagał się z problemami psychicznymi, a służby miały już wcześniej interweniować w związku z jego zachowaniem.

Bliska znajoma rodziny powiedziała, że rodzice od lat próbowali zapewnić synowi specjalistyczną pomoc i mieli podejmować starania o jego ubezwłasnowolnienie oraz umieszczenie w zamkniętym ośrodku. Według jej relacji mężczyzna był hospitalizowany, jednak po krótkim czasie wracał do domu.

- To nie był pierwszy raz. Oni już wcześniej zawiadamiali policję. Dla mnie to, co się stało to po prostu nieudolność wymiaru sprawiedliwości. To państwo jest do d.... Proszę mi wierzyć, że oni chcieli syna już dawno ubezwłasnowolnić, próbowali cokolwiek zrobić, umieścić w zamkniętym ośrodku. On trafiał na leczenie po takich napadach, ale lekarze go wypuszczali po tygodniu, po dwóch tygodniach, wypuszczali go też na jego żądanie - mówi ze łzami w oczach pani Izabela Hlond-Wypych, przyjaciółka rodziny. - Dwa lata temu była podobna akcja. Byli negocjatorzy z policji, Michał chciał się zabić. Na szczęście wtedy Beata była u nas - przypomina sobie kobieta.

Kobieta zwraca uwagę, że ofiara wyczuwała niebezpieczeństwo. - Beata była u nas trzy tygodnie temu. Powiedziała, że jak się coś będzie działo, bo Michał znowu przestał brać leki znowu przestał brać zastrzyki, bała się, że do czegoś dojdzie. Mówiła, że w razie czego, to ona będzie dzwonić, puści sygnał. I żeby od razu dzwonić na policję - opowiada Izabela Hlond-Wypych.

Wspomnienie poniedziałkowego dramatu wciąż wywołuje u sąsiadki ciarki.

- Przyszła do mnie matka Beaty, około godz. 10. No i mówi, że nie może się do nich dodzwonić, że boi się, że coś się tam dzieje, że jest coś nie tak. No i faktycznie. Potem do niej zadzwonił Michał i mówił, że zabije wszystkich. Zadzwoniliśmy na policję. Pani Alicja była u nas cały czas, a tutaj biegała policja. Potem przyszła wiadomość, że Michał i Beata nie żyją - opowiada dramat pani Iza. - Beata dawała synowi wszystko, żył jak pączek w maśle. Jeszcze dwa tygodnie temu odbierałam paczkę dla niego. On łowił ryby, to był jakiś namiot i łóżko kempingowe. Mama mu to kupiła. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Ja ciągle widzę Beatę, jak leży na korytarzu. 45 kilogramów, kruszyna taka. Tylko włosy było widać spod tej płachty policyjnej. Jeszcze wieczór wcześniej z nią rozmawiałam. O kwiatach mi opowiadała, bo ona uprawiała taki ogródek przed blokiem - mówi ze smutkiem.

Śledztwo trwa. Wciąż jest wiele niewiadomych

Prokuratura prowadzi dwa odrębne postępowania. Pierwsze dotyczy zabójstwa 56-letniej kobiety oraz usiłowania zabójstwa jej męża. Drugie ma wyjaśnić okoliczności śmierci 36-latka.

Na obecnym etapie śledczy nie przesądzają o ostatecznym przebiegu zdarzeń. Kluczowe znaczenie dla sprawy może mieć przesłuchanie rannego 59-latka, którego stan zdrowia wciąż nie pozwala na złożenie zeznań.

morderstwo w sosnowscu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki