Zabili panią Marysię dla 180 zł. Niewinną ofiarę zamknęli w tapczanie

2026-10-28 19:40

Udawała pracownicę MOPS-u, a jej mąż czaił się za rogiem. 83-letnia Maria Banot z Cieszyna nie przypuszczała, jaki koszmar czeka ją po otwarciu drzwi. Seniorka została brutalnie pobita i uduszona, a następnie zamknięta w skrzyni tapczanu. Do dziś nie wiadomo, czy w chwili zamykania wieka jeszcze żyła. Sprawcy zabrali z mieszkania zaledwie 180 złotych, za które wynajęli nocleg i urządzili sobie imprezę. W Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej zakończył się proces małżeństwa oskarżonego o tę potworną zbrodnię. Prokurator domaga się dla Marka T. dożywocia, a dla jego żony Soni T. – 20 lat więzienia.

Pani Marysia miała wielkie serce. Nie wiedziała, kogo wpuszcza do domu

Pani Marysia była pogodną kobietą. Mieszkała w skromnym, niewielkim mieszkaniu przy pl. Kościelnym w Cieszynie. W okolicy znana była z dobrego serca – pomagała nie tylko ludziom w potrzebie. Znajdowała też czas, by opiekować się zwierzętami. Często widywano ją, jak karmiła gołębie.

Był październik 2025 r., gdy jej dobre chęci i otwartość na drugiego człowieka postanowili wykorzystać Sonia T. (38 l.) i jej mąż Marek T. (50 l.).

Oboje byli w kryzysie bezdomności. Co więcej, Marek T. był zatwardziałym kryminalistą – większość swojego życia spędził za kratami. Tego jednak pani Marysia nie wiedziała, gdy 1 października oboje pojawili się w jej kamienicy.

Udawała pracownicę MOPS-u. Jej mąż czekał w ukryciu

Dziś Marek i Sonia T. powtarzają, że nie zamierzali zabijać seniorki. Myśleli, że emerytka jest świeżo po otrzymaniu świadczenia.

Sonia T. miała wejść do jej mieszkania, udając pracownicę MOPS-u. Następnie do środka miał wślizgnąć się Marek T. i przeszukać kilka wcześniej wytypowanych miejsc.

– Pracowałam kiedyś w domu pomocy społecznej i wiedziałam, gdzie starsi ludzie lubią trzymać pieniądze – wyjaśniała podczas procesu Sonia T.

Nawet jeśli taki był plan, dla Marka T. najwyraźniej okazał się zbyt finezyjny. Nawykły do stosowania przemocy kryminalista dość szybko opuścił swoją kryjówkę na klatce schodowej i wepchnął przerażoną panią Marię do mieszkania.

Skatowali seniorkę i zamknęli ją w tapczanie. Nie wiadomo, czy jeszcze żyła

Rozpoczęła się gehenna bezbronnej seniorki. Mężczyzna przewrócił starszą kobietę na podłogę. Zaczął ją dusić i bić. Chwycił rękami za jej szyję i mocno zacisnął dłonie.

Czy już wtedy pozbawił cieszyniankę życia? Tego nie wiadomo. Biegli patomorfolodzy nie potrafili jednoznacznie określić czasu zgonu, ponieważ ciało odnaleziono dopiero trzeciego dnia po zabójstwie.

W każdym razie seniorka co najmniej straciła przytomność, a jej ciało zwiotczało. Wtedy Marek i Sonia T. wrzucili ją do skrzyni tapczanu i zamknęli wieko. Na wszelki wypadek na tapczanie ustawili jeszcze dwa ciężkie krzesła.

Następnie przeszukali mieszkanie. Znaleźli zaledwie 180 złotych, które zabrali. Za skradzione pieniądze wynajęli nocleg w Brennej i wesoło imprezowali.

Tam po kilku dniach zatrzymała ich policja.

Od tamtej pory oboje pozostają w areszcie. Ich proces o zabójstwo właśnie zakończył się w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej.

Klucz tkwił w drzwiach. Brat seniorki dokonał makabrycznego odkrycia

Na ostatniej rozprawie przesłuchano panią Krystynę, koleżankę zamordowanej seniorki. Kobiety spotykały się dość często i regularnie do siebie dzwoniły.

To właśnie pani Krystyna podniosła alarm, gdy Maria Banot przez dłuższy czas nie odbierała telefonu. Zaniepokojona kobieta poszła do mieszkania pani Marysi. Na miejscu zauważyła, że w drzwiach od zewnętrznej strony tkwi klucz. To wzbudziło jej podejrzenia.

Bała się jednak sama wejść do mieszkania, dlatego zadzwoniła do brata seniorki – Jerzego Banota. Mężczyzna natychmiast przyjechał na miejsce. Zresztą wcześniej również bezskutecznie próbował skontaktować się z siostrą.

Wszedł do mieszkania, ale poza dużym bałaganem nie dostrzegł nikogo. Zauważył jedynie kule ortopedyczne, bez których pani Maria nie wychodziła z domu.

– Pomyślałem, że trafiła do szpitala, więc tam poszedłem, ale okazało się, że moja siostra nie została przywieziona do placówki. Wtedy zawiadomiłem policję – opisywał podczas procesu pan Jerzy.

W towarzystwie funkcjonariuszy ponownie wszedł do mieszkania siostry. Jeden z policjantów zdjął krzesła stojące na tapczanie, a następnie podniósł jego wieko.

W środku znajdowało się ciało pani Marii.

– Zobaczyłem zwłoki mojej siostry. Leżała na wznak. Trwało to krótko, kilka sekund. Potem policjant zamknął wieko i zawiadomił o wszystkim swoich kolegów z wydziału śledczego – opisywał bolesne chwile brat ofiary.

Prokurator żąda dożywocia. Oskarżeni przepraszali za śmierć 83-latki

W mowie końcowej prokuratura wniosła o uznanie Soni i Marka T. za winnych zabójstwa.

– Prokurator zażądał dla niego kary dożywotniego więzienia, z zastrzeżeniem, że o warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po odbyciu 35 lat kary. Natomiast dla niej prokuratura domaga się 20 lat więzienia – relacjonuje Marian Sowa (67 l.), krewny ofiary.

Obrona po raz kolejny przekonywała, że małżeństwo nie zamierzało pozbawić seniorki życia, a jedynie ją okraść.

– Ich obrońca z kolei po raz kolejny stwierdził, że nie przyszli tam, żeby zabić. Chcieli okraść. Oni sami przepraszali, ale nie wiem, czy to jest szczere. Nie jestem psychologiem. Marek T. mówił, że miał trudne dzieciństwo i nie chce, żeby jego dziecko wychowywało się bez rodziców – opowiada pan Marian.

Dziecko małżeństwa przyszło na świat już w czasie, gdy oboje oskarżeni przebywali w areszcie. Krewny zamordowanej seniorki nie wierzy jednak w przemianę Marka T.

– Ja nie wierzę, żeby on się zmienił. Przecież spędził w więzieniach do tej pory aż 29 lat. Nic go to nie nauczyło. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? – pyta.

„Mówiła tak spokojnie, jakby nic się nie stało”. Rodzina czeka na wyrok

Pan Marian wciąż ma przed oczami zachowanie Soni T. podczas procesu. Szczególnie zapamiętał jej relację dotyczącą ostatnich chwil życia pani Marysi.

– Jeśli chodzi o nią, to pamiętam z procesu, jak opowiadała podczas wizji lokalnej, co robili z Marysią. Mówiła to tak spokojnie, tak beznamiętnie, jakby nic takiego się nie stało. A Marysia miała połamane żebra, obrażenia na głowie, zdaniem pani patolog zadane ciężkim, tępym narzędziem – relacjonuje krewny ofiary.

Najbardziej przerażające jest to, że nadal nie wiadomo, czy seniorka zmarła w wyniku pobicia i duszenia, czy dopiero po zamknięciu jej w tapczanie.

– Nie wiadomo jedynie, czy od razu ją zabili, czy jeszcze żyła, gdy uwięzili ją w wersalce, i dopiero tam skonała. Jaki będzie wyrok, nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że sprawiedliwy i adekwatny do tego, co zrobili – dodaje pan Marian.

Wyrok w sprawie zabójstwa 83-letniej Marii Banot ma zostać ogłoszony za tydzień. Do tego czasu Sonia i Marek T. pozostają oskarżonymi, a o ich winie i karze zdecyduje sąd.

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI