„All inclusive miało nas poskładać po trudnym roku”
Mam na imię Monika, mam trzydzieści dziewięć lat i prowadzę salon kosmetyczny. W sezonie jadę na automacie, ale w tym roku coś zaczęło mi zgrzytać. Zawsze ktoś: klientka z pretensją o odcień, pracownica z gorączką, kurier z paczką w złym miejscu, a wieczorem jeszcze dom, pranie i kolacja, która jakoś sama się nie robi.
Dlatego ten wyjazd był jak oddech. Hotel duży, jasny, pachniało detergentem i czymś cytrusowym w lobby. Dostaliśmy hotelowe opaski, zapięte na plastik, tak że nie dało się ich poluzować. I jakoś mnie to nawet bawiło, bo przynajmniej raz w życiu miałam coś „na stałe”, bez umawiania terminów.
Mój mąż, Paweł, od razu się rozluźnił. Zanim zdążyłam rozpakować kosmetyczkę, on już zszedł „tylko po wodę”. Wrócił po pół godzinie z miną, jakby właśnie poznał pół hotelu. „Tu jest super, luźni ludzie” powiedział, pocałował mnie w policzek i od razu poleciał myślami z powrotem do baru.
„Wracał z baru, jakby coś sobie udowadniał”
Pierwszego dnia jeszcze się śmiałam. Paweł zawsze był towarzyski, a ja po całym roku ciszy w gabinecie, gdzie słyszę tylko suszarkę i historie klientek, też chciałam popatrzeć na ludzi. Leżałam na leżaku, krem z filtrem pachniał kokosem, a basenowe głośniki męczyły jedną piosenkę w kółko.
Paweł znikał jednak coraz częściej. „Idę po drinka”, „Idę zapytać o kolację”, „Zobaczę, czy są ręczniki”. Wracał z mokrą szklanką i kolejną „znajomością”. Najczęściej rzucał imię za głośno: „Agnieszka, spoko dziewczyna, też z Polski”. Albo: „Sandra przyjechała z koleżanką”.
Zauważyłam, że do mnie nie woła. Nie mówi: „Monika, chodź, poznasz”. Stawał bokiem, jakby nagle nie chciał, żeby ktoś nas łączył w parę. A kiedy podchodziłam, kończył rozmowę szybciej, niż powinien.
„Barmanka uśmiechnęła się i zapytała o singla”
Któregoś dnia zeszłam sama do baru przy basenie. Paweł gdzieś „poszedł na chwilę”, a ja chciałam kawę, taką prawdziwą, nie z automatu w restauracji. Za barem stała dziewczyna z ciemnym kucykiem, sprawna, z tym hotelowym uśmiechem, który jest uprzejmy, ale oszczędny.
Podała mi filiżankę i spojrzała na moją opaskę, jak robią to wszyscy pracownicy, kontrolnie. „Pani jest z pokoju 417?” zapytała. Przytaknęłam, bo od zameldowania znałam ten numer na pamięć, tak mnie recepcjonista przemaglował, żebym go powtórzyła. Wtedy nachyliła się odrobinę, jakby chciała mi powiedzieć coś miłego.
„A pani zna tego sympatycznego singla z pokoju obok? On tu ciągle wpada, taki rozmowny” rzuciła lekko, z uśmiechem. Przez chwilę myślałam, że chodzi o kogoś innego. Że pomyliła pokoje albo ja coś źle usłyszałam przez muzykę. „Jakiego singla?” zapytałam, a w ustach nagle miałam sucho.
„No tego wysokiego, w czarnej opasce, co bierze mojito bez mięty, bo mówi, że go drażni” powiedziała i od razu zobaczyłam Pawła, jakby stał obok. Mojito bez mięty to był jego wynalazek, w domu też wyjmował liście z mojego dzbanka z wodą. Miałam wrażenie, jakby ktoś mnie ukłuł i kazał udawać, że nic się nie stało.
„W pokoju znalazłam obrączkę tam, gdzie trzymam tusz do rzęs”
Nie zrobiłam awantury. Wzięłam kawę i usiadłam dalej, przy małym stoliku, niby żeby odpisać na wiadomość, a tak naprawdę, żeby się nie przewrócić. Patrzyłam na ludzi w wodzie, na dzieci skaczące do basenu, na pływające materace, i próbowałam wmówić sobie, że to jakaś głupia pomyłka.
Wróciłam do pokoju szybciej niż zwykle. Paweł jeszcze nie przyszedł, klimatyzacja szumiała, a na łóżku leżał mój kapelusz. Zobaczyłam jego kosmetyczkę na blacie w łazience, tę czarną. Zawsze ją zabiera, choć w środku ma tylko maszynkę, perfumy i żel pod prysznic.
Nie jestem z siebie dumna, ale ręce same mi poszły do zamka. Otworzyłam i od razu zobaczyłam małe, twarde pudełeczko, takie jak na soczewki. W środku, owinięta w chusteczkę, leżała jego obrączka.
Przesunęłam palcem po metalu, jakbym sprawdzała, czy to na pewno prawdziwe. Była chłodna, ciężka, z drobną rysą, którą pamiętałam, bo kiedyś zahaczył o klamkę w aucie. Zdjął ją praktycznie od razu. Zanim ja zdążyłam się w ogóle porządnie rozłożyć na słońcu.
„Przy kolacji udawał, że jest normalnie”
Wieczorem usiedliśmy w restauracji. Paweł przyszedł opalony, w koszuli rozpiętej na dwa guziki, pachniał czymś z duty free. Uśmiechał się do kelnerki trochę za długo, a mnie w głowie dudniło jedno słowo: singiel.
- Czemu nie masz obrączki?
Paweł spojrzał na moją dłoń, jakby dopiero teraz zauważył, że ja swoją mam. Odłożył widelec i zaśmiał się krótko, nerwowo.
- Daj spokój, na plaży się nosiło piasek pod nią. Zdjąłem, żeby nie zgubić. Przecież jestem z tobą.
- Nie zgubić, więc schowałeś ją do kosmetyczki, a nie do sejfu?
Nie odpowiedział od razu. Przesunął szklankę, poprawił opaskę hotelową na nadgarstku, jakby to ona go uciskała. „Monika, nie nakręcaj się” powiedział ciszej. I wtedy dotarło do mnie, że on nie boi się, że mnie rani. On boi się tego, że inni to zobaczą.
„Kupiłam sobie ciszę, a ostatni wieczór spędziłam jak wolna”
Tej nocy prawie nie spałam. Paweł oddychał równo, jak człowiek po dobrym dniu, a ja leżałam obok i słuchałam klimatyzacji, jakby miała mi coś wytłumaczyć. Rano, kiedy poszedł „na śniadanie wcześniej, bo jest kolejka”, wzięłam telefon i zeszłam do recepcji.
Powiedziałam spokojnie, że chcę inny pokój. Młody recepcjonista zapytał, czy coś nie działa, czy hałas. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam, że po prostu potrzebuję osobnej przestrzeni, bo pracuję z ludźmi i czasem muszę pobyć sama, nawet na wakacjach. Dostałam nową kartę i nowy numer. A ta sama opaska na nadgarstku tylko mi przypomniała, że dla hotelu nie jestem niczyją żoną, tylko kolejnym gościem.
Gdy Paweł wrócił, stał w progu i patrzył na brak moich kosmetyków w łazience. „Co ty robisz?” zapytał, a ja mówiłam dalej cicho, jakbym opowiadała o pogodzie. „Przeniosłam się do innego pokoju. Odpoczywaj, jak chcesz.”
Ostatni wieczór spędziłam przy tym samym barze przy basenie. Usiadłam na wysokim stołku, zamówiłam mojito z miętą, dużo mięty, i patrzyłam, jak barmanka sprawnie układa szklanki. Paweł kręcił się gdzieś w tle. Podchodził i zaraz się wycofywał, jak ktoś, kto chce coś naprawić, ale nie ma odwagi zacząć.
Nie flirtowałam na siłę i nie udawałam kogoś innego. Po prostu pierwszy raz od dawna czułam, że to ja decyduję, z kim rozmawiam i kiedy kończę rozmowę. Opaska hotelowa dalej była na moim nadgarstku, ale już mnie nie cisnęła w środku. Była jak zwykły bilet, który sama sobie kupiłam.
Wróciłam do nowego pokoju późno, sama, i dopiero wtedy pozwoliłam sobie na ten mały, gorzki uśmiech. Skoro Paweł tak bardzo chciał pobyć kawalerem, to przez jedną noc dostał dokładnie to, o co grał. A ja w końcu odpoczęłam, tylko nie tak, jak planowałam, kiedy pakowałam walizkę.
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.