Sąsiedzi z góry nie dają mu spać. „Mówią, że dziecka nie przywiążą do krzesła”

Od lat wracam z nocnej zmiany przed siódmą rano i zasypiam, kiedy większość ludzi parzy pierwszą kawę. Wiosną nad nami zamieszkała rodzina z trzylatkiem, a ja zacząłem budzić się od dźwięku rowerka biegowego jeżdżącego po podłodze nad naszą sypialnią. Najpierw próbowałem prosić po ludzku, potem powiedziałem o jedno zdanie za dużo. Dziś nie wiem, czy byłem zmęczonym człowiekiem, który chciał tylko spać, czy sąsiadem, którego sam nie chciałbym mieć za ścianą.

Zmęczony mężczyzna trze oczy, siedząc na łóżku w sypialni. O konflikcie sąsiedzkim o hałas przeczytasz na SE.
Autor: Zdjęcie ilustracyjne/ Wygenerowane przez AI Historie z życia wzięte
  • Marcin po nocnych zmianach budził się codziennie od rowerka biegowego nad sypialnią
  • Po pierwszej rozmowie sąsiedzi położyli dywan, ale ciszej było tylko przez tydzień
  • Po trzech prawie nieprzespanych dniach Marcin powiedział sąsiadom, że nie potrafią wychować dziecka. Matka chłopca się rozpłakała
  • Spółdzielnia odpisała, że hałas dziecka w ciągu dnia nie jest podstawą do interwencji
  • Sąsiedzi napisali też, że Marcin budzi ich syna pralką nastawianą rano

„Rowerkiem jeździł, kiedy próbowałem zasnąć”

Mam trzydzieści sześć lat i od ośmiu pracuję jako kierownik zmiany w centrum logistycznym. Noc kończę zwykle o szóstej trzydzieści, potem zostawiam auto pod blokiem i wchodzę po schodach tak cicho, jak potrafię. Żona wychodzi rano do pracy, więc przez kilka godzin mam w mieszkaniu spokój.

Mieszkamy w bloku z wielkiej płyty, na trzecim piętrze. Kiedyś myślałem, że te ściany są porządne. Dopiero później zrozumiałem, jak dobrze słychać mieszkanie nad nami. Słychać było przesuwane krzesło, upuszczoną łyżkę, a czasem nawet dziecięcy śmiech.

Od wiosny mieszkali tam młodzi ludzie z trzyletnim synem. Chłopiec dostał czerwony rowerek biegowy i najwyraźniej polubił jeździć nim po przedpokoju. Krótko po tym, jak kładłem się spać, słyszałem nad sobą turkot kółek, potem uderzenie o ścianę i śmiech.

„Poprosiłem tylko o kilka spokojnych godzin”

Przez pierwszy tydzień nie mówiłem nic. Wmawiałem sobie, że dziecko jest małe, rodzice pewnie jeszcze się urządzają, a ja przecież nie mogę oczekiwać w bloku zupełnej ciszy. Po kolejnej nocy, kiedy pomyliłem numery palet w pracy, poszedłem jednak na górę.

Otworzyła mi matka chłopca, w dresie i z kubkiem kawy. Powiedziałem spokojnie, że pracuję po nocach i czy mogliby do południa pilnować, żeby mały nie jeździł rowerkiem i nie biegał po mieszkaniu. Nie żądałem szeptania, tylko kilku godzin bez ciągłego stukania nad sypialnią.

Przeprosiła, a jej partner stanął w drzwiach i przytaknął. Dwa dni później zobaczyłem, jak wnoszą zwinięty dywan. Przez tydzień spałem prawie normalnie, a gdy spotkałem ich na klatce, nawet powiedziałem, że jest dużo lepiej.

„Po trzech dniach bez snu powiedziałem za dużo”

Po tygodniu hałas wrócił. Rowerek wrócił, do tego doszły plastikowe klocki rzucane o podłogę i bieganie od pokoju do pokoju. Budziłem się po godzinie, patrzyłem na zegarek i wiedziałem, że za kilka godzin znów muszę prowadzić ludzi na zmianie.

Trzeciego dnia prawie nie spałem. W pracy dwa razy sprawdzałem ten sam raport, a kolega zapytał, czy dobrze się czuję. Po powrocie usłyszałem nad sobą ten charakterystyczny stuk kółek i zanim zdjąłem buty, już wiedziałem, że znowu pójdę na górę.

Tym razem otworzył mi ojciec chłopca. Za jego plecami mały przejechał rowerkiem przez przedpokój. Powiedziałem, że chyba nie potrafią wychować dziecka, skoro nie są w stanie nauczyć go, że pod nim mieszkają ludzie.

„Nie przywiążemy dziecka do krzesła, żeby pan się wyspał”

Matka chłopca stanęła przy kuchennym blacie i nagle zaczęła płakać. Cicho płakała, stojąc twarzą do szafek. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że nie mówię o hałasie, tylko oceniam ich jako rodziców.

- Proszę nie mówić nam, jak mamy wychowywać syna

Ojciec zacisnął szczękę i odpowiedział, że cisza nocna jest od dwudziestej drugiej do szóstej. Dodał, że dziecka nie przywiążą do krzesła, bo ja wybrałem pracę na nocki. Stałem chwilę w drzwiach, nie mając już żadnej rozsądnej odpowiedzi, i zszedłem na dół.

„W skardze napisali też o mnie”

Po tej rozmowie napisałem skargę do spółdzielni. Opisałem rowerek, hałas, brak snu i błędy, których zacząłem się bać w pracy. Nie użyłem nazwiska sąsiadów, ale podałem numer mieszkania i poprosiłem o interwencję.

Odpowiedź przyszła po dwóch tygodniach. Spółdzielnia uprzejmie wyjaśniła, że zwykłe odgłosy życia rodzinnego w ciągu dnia nie są podstawą do interwencji. Do pisma dołączono też informację, że sąsiedzi z góry złożyli skargę na mnie.

Według nich po powrocie o siódmej trzaskam drzwiami, biorę prysznic i nastawiam pralkę. Ich syn budzi się wtedy, płacze i nie chce już zasnąć. Przeczytałem to dwa razy, bo nagle przypomniałem sobie, jak często wrzucałem ręczniki do bębna, żeby mieć je czyste, zanim położę się spać.

„Teraz mijamy się na klatce i tylko kiwamy głowami”

Nie poszedłem już do nich z kolejną pretensją. Kupiłem porządne zatyczki do uszu i zacząłem spać w salonie, który leży dalej od pokoju chłopca. Nie jest idealnie, ale rowerek słychać tam dużo ciszej.

Pralkę zacząłem nastawiać po południu, kiedy wstaję do pracy. Kilka dni później zauważyłem na górze piankowe maty w przedpokoju, takie składane puzzle dla dzieci. Stukania jest mniej, choć czasem i tak budzę się przed budzikiem.

Z sąsiadami mijamy się na klatce schodowej. On nosi zakupy, ona prowadzi małego za rękę, a ja zwykle wychodzę z torbą do pracy. Kiwniemy sobie głowami i każdy idzie dalej.

Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI