Nowa generacja terapii przebarwień: skuteczność bez kompromisów

Przebarwienia skóry rzadko bywają wyłącznie problemem estetycznym. Dla wielu kobiet to codzienne negocjacje: z lustrem, światłem, makijażem, z samą sobą. To także doświadczenie powtarzalności – plamy pigmentacyjne bledną, by po czasie znów się pojawić. I w końcu pojawia się pytanie: czy skuteczna terapia naprawdę musi boleć, piec i podrażniać skórę, żeby działała? Przez lata odpowiedzią była intensywna depigmentacja, oparta m.in. na hydrochinonie – substancji skutecznej, ale obciążonej ryzykiem podrażnień i nawrotów. Dziś coraz więcej danych naukowych pokazuje jednak, że dermatologia idzie w innym kierunku.

Sesderma

i

Autor: Sesderma/ Materiały prasowe

CO MÓWIĄ BADANIA?

Systematyczny przegląd badań opublikowany w Journal of Dermatologic Treatment (2025) analizuje skuteczność i bezpieczeństwo terapii miejscowych stosowanych w leczeniu melasmy – jednego z najlepiej przebadanych, ale też najbardziej nawrotowych typów przebarwień. Wnioski mają jednak szersze znaczenie kliniczne. Substancje takie jak kwas azelainowy, kwas traneksamowy, niacynamid czy alfa-arbutyna wykazują skuteczność porównywalną z hydrochinonem, przy zdecydowanie lepszym profilu tolerancji. To kluczowe, ponieważ przebarwienia – niezależnie od ich etiologii – mają charakter przewlekły i wymagają długofalowego, a nie jednorazowego podejścia terapeutycznego.

SKÓRA TEŻ MA GRANICE

Współczesna dermatologia traktuje przebarwienia jako problem wieloczynnikowy. Oprócz nadaktywności melanocytów istotną rolę odgrywają procesy zapalne, uszkodzenie bariery skórnej oraz reakcje naczyniowe.

– W praktyce lekarzy i kosmetologów widzimy, że im bardziej agresywna terapia, tym większe ryzyko nawrotów. Skóra podrażniona produkuje więcej melaniny, nie mniej – podkreśla Monika Skrzyp-Zator, kosmetolog i ekspertka Sesderma. – Dlatego dziś odchodzi się od „walki ze skórą” na rzecz terapii, które respektują jej biologię. Kontrolowane, łagodne działanie przynosi trwalsze efekty, bo redukuje stan zapalny – jeden z kluczowych mechanizmów nasilających przebarwienia – dodaje ekspertka.

TERAPIA, KTÓRA (Z)MIEŚCI SIĘ W ŻYCIU

Nowoczesne podejście do leczenia przebarwień opiera się na precyzyjnym dostarczaniu substancji aktywnych – często w formach liposomalnych – które zwiększają skuteczność bez nadmiernego obciążania skóry. To terapie, które nie wykluczają z codziennego funkcjonowania, nie wymagają rekonwalescencji ani „znikania” z życia społecznego. Coraz częściej mówi się więc nie o agresywnym usuwaniu pigmentu, lecz o świadomym zarządzaniu skórą w perspektywie długoterminowej.

PIELĘGNACJA, KTÓRA DZIAŁA TAKŻE MIĘDZY TERAPIAMI

Nowoczesna terapia przebarwień nie kończy się w gabinecie. Kluczową rolę odgrywa pielęgnacja domowa, która nie tylko podtrzymuje efekty, ale realnie zmniejsza ryzyko nawrotów. Jednym z najlepiej przebadanych składników pozostaje kwas azelainowy – szczególnie w formie liposomalnej, która poprawia jego biodostępność i tolerancję. W serum Sesderma Azelac RU działa on u źródła problemu, regulując procesy prowadzące do nadprodukcji melaniny, niezależnie od typu przebarwień, a jednocześnie wspierając skórę w codziennej ekspozycji na stres oksydacyjny i promieniowanie UV. To pielęgnacja, która nie wymaga „przerwy od życia” i może być stosowana długoterminowo, także przez osoby ze skórą wrażliwą.

Równie istotnym elementem terapii pozostaje ochrona przeciwsłoneczna. Bez niej nawet najbardziej zaawansowane formuły depigmentujące tracą sens. Współczesne podejście do przebarwień opiera się więc na prostej, ale konsekwentnej triadzie: działanie depigmentujące, ochrona i cierpliwość.

Sesderma

i

Autor: Sesderma/ Materiały prasowe

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki