Jedz jak Maderczycy, czyli o tym, czego spróbować na wyspie i nie dać się złapać na turystyczny haczyk

2026-02-08 16:34

Madera kusi widokami jak z pocztówki, owocami, o których prawdopodobnie do tej pory nie słyszeliście i całym mnóstwem dań, których trzeba spróbować, by poczuć prawdziwy smak wyspy. Jednak jak w każdym turystycznym miejscu, jest tu wiele potraw, które powstały po to, by uatrakcyjnić pobyt gościom. Dlatego, zanim sięgniesz po pierwszą lepszą rybę z bananem – sprawdź, jakie dania stanowią trzon tradycyjnej maderskiej kuchni.

Co zjeść na Maderze? Przed przyjazdem na wsypę wiedziałam, że muszę spróbować mięsa pieczonego na szpadzie, ryby z bananami, lapas (ślimaki, które przypominają małże), ciasta bolo de mel i chlebka bolo do caco. Oprócz tego na liście „do zjedzenia" był owoc monstery, marakuja oraz pieczone kasztany. Do picia poncha i madera. Reszty miałam dowiedzieć się od mieszkańców. Na miejscu szybko okazało się, że ryba z bananami to tradycja stworzona kilkadziesiąt lat temu jako haczyk na turystów. Ale po kolei.

Bolo de mel i inne słodycze Madery

Poranek z espresso i słodkim pastéis de nata? Czemu nie, na Maderze to popularny zestaw. Jednak trzeba pamiętać, że pastéis de nata, czyli chrupiące mini tarty z budyniowym jajecznym kremem to specjalność z kontynentalnej części Portugalii. Podobnie jak queijada - kruche ciasteczka z twarogowym nadzieniem. Bardziej lokalne będzie bolo de mel - ciemne, wilgotne ciasto z melasy z trzciny cukrowej, które w smaku odrobinę przypomina nasz piernik. Jego korzenie sięgają XV wieku, kiedy na wyspie rozwijały się plantacje trzciny, a Madera była jednym z najważniejszych producentów cukru w Europie. Bolo de mel stworzyły zakonnice w klasztorze Santa Clara w Funchal. To one opracowały pierwsze przepisy na ciasto z melasy, orzechów suszonych owoców i przypraw korzennych. W tamtym czasie cynamon, goździki czy anyż trafiały na Maderę dzięki kupcom, którzy zatrzymywali się tu w drodze przez ocean.

- To było bardzo drogie ciasto, dlatego piekło się je raz w roku. Jeszcze w XX wieku było oznaką luksusu zarezerwowaną dla bogatych mieszkańców Funchal. W moim rodzinnym domu na wsi nikt nie robił bolo de mel. Na Boże Narodzenie piekliśmy nasze rodzinne czarne ciasto – bolo preto. Jest podobne w smaku, ale nie tak bogate w przyprawy i orzechy jak bolo de mel – tłumaczy Sandra Cardoso, która razem z mężem prowadzi etnograficzny projekt kulinarny „A Biqueira”.

Dziś bolo de mel dostępne jest przez cały rok, można je kupić w każdym sklepie, ale jeśli chcemy poczuć trochę historii i spróbować najlepszego (według wielu mieszkańców), tradycyjnego ciasta warto odwiedzić Fábrica Santo António w Funchal. To najstarsza działająca fabryka słodyczy na wyspie, założona w 1893 roku przez Francisco Roque Gomesa da Silvę. Od początku specjalizowała się w wypiekach opartych na dawnych recepturach klasztornych, w tym właśnie w bolo de mel. Wnętrze sklepu wygląda trochę, jakby zatrzymał się czas. Drewniane lady, stare wagi, metalowe puszki, półki pełne pięknie opakowanych ciastek i ciast. O tym, że jesteśmy w XXI wieku, przypomina jedynie terminal płatniczy i urządzenie do pobierania numerków przy wejściu do sklepu. W okresie świątecznym przed fabryką ustawiają się długie kolejki. Maderczycy przychodzą tu po bolo de mel tak samo, jak ich rodzice i dziadkowie. Dla wielu rodzin wizyta w Fábrica Santo António wiąże się z początkiem grudnia, momentem, który symbolicznie otwiera sezon świąteczny. Turyści przychodzą tu z ciekawości, ale także wychodzą z ciastkami i pięknie zapakowanym bolo de mel. Takie ciasto jest jednym z najpopularniejszych pamiątek z Madery. W dniu, w którym odwiedzam sklep, kolejek nie ma. Deszcz leje jak z cebra, ale ma to swoje plusy – cały lokal dla mnie, nikt mnie nie popędza, nie zasłania i mam czas na rozmowę z przemiłymi ekspedientkami. Opowiadają, że niektórzy pracują tu od pokoleń, ciasta powstają według starych, pilnie strzeżonych receptur, i że bolo de mel, to ciasto, którego nie można kroić.

- Trzeba je rwać je rękami, to symbol wspólnoty i dzielenia się, to zwyczaj, który przetrwał wieki. Mamy taki przesąd, że krojenie ciasta nożem przynosi pecha. Niektórzy uważają też, że kontakt ze stalą zmienia smak bolo de mel – tłumaczy jedna z ekspedientek.

Ważna uwaga dla tych, którzy nie jedzą mięsa – tradycyjne bolo de mel, nie są wegetariańskie, do ich wypieku używa się smalcu.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

„Wypij to z cukrem”

Było o ciastkach, czas na kawę. Jeśli w karcie szukacie espresso, możecie nie znaleźć. Skrywa się ono zazwyczaj pod słowem BICA. Nazwa to akronim od „Beba Isto Com Açúcar”, czyli „wypij to z cukrem”. Popularna legenda mówi o tym, że właściciel jednej z kawiarni miał w ten sposób promować swoją kawę. Bez względu na to, czy opowieść jest prawdziwa, warto w kawiarni zamówić „uma bica” i zastanowić się, na jakie lokalne przysmaki mamy ochotę. Poniżej lista maderskich pyszności.

Espada czarna ryba z ogromnymi oczami

Pałasz czarny (espada preta), to kulinarny znak rozpoznawczy wyspy. Żyje w głębokich wodach Atlantyku. Nie jest zbyt urodziwa, ma wyłupiaste oczy i szczękę pełną ostrych zębów. Za to jej mięso jest delikatne, kruche, pozbawione drobnych ości. To jak wygląda pałasz, zanim trafi na talerz, można zobaczyć na targu rybnym w Mercado dos Lavradores w Funchal. Jedną z najpopularniejszych form podania ryby jest jej smażona wersja z bananami. To zestawienie stało się emblematyczne dla wyspy, pojawia się w każdym przewodniku i w niemal każdej restauracji w Funchal. Ale jeśli zapytasz mieszkańców Madery, czy naprawdę tak jedzą na co dzień, usłyszysz coś zupełnie innego.

- Pałasza przyrządza się najczęściej w sosie z cebuli pomidorów i wina – opowiada Sandra Cardoso.

W podobnym tonie wypowiadają się kelnerzy w kilku restauracjach specjalizujących się w daniach z ryb. Pałasza jada się smażonego, grillowanego, smażonego w panierce a czasem nawet w cieście piwnym, ale to ostatnie danie to już wariacja na temat fish ans chips. Niemniej ryby z bananami warto spróbować, być może będzie to jedyny raz, a może połączenie smaków okaże się tym, które trafia w wasz gust.

Lapas, ślimaki morskie

Skoro jesteśmy już przy daniach morskich, warto zerknąć do karty i sprawdzić, czy możemy zamówić lapas, które przepięknie prezentują się na instagramowych zdjęciach. Limpety (lapas), czyli morskie ślimaki przywierające do skał, wyglądem przypominają małże. Przez dziesięciolecia były jednym z najbardziej charakterystycznych dań Madery. Opiekane na żeliwnej patelni z masłem, czosnkiem i cytryną, podawane na gorąco, prosto z ognia to kwintesencja prostego jedzenia z morza.

- Niestety z powodu nadmiernych połowów wprowadzono zakaz zbierania ślimaków na Maderze – informuje mnie kelnerka w restauracji Peixaria tuż przy Mercado dos Lavradores.

Jestem zdziwiona, że nie mogę ich tutaj zamówić, skoro dzień wcześniej jadłam je w restauracji w Câmara de Lobos.

- To były mrożone limpety. Prawdopodobnie z Azorów – tłumaczy kelnerka i w zamian proponuje talerz sercówek w winnym sosie.

Czekając na zamówienie, sprawdzam informacje o tym, czy limpety są zagrożone wyginięciem. Według badaczy, w ostatnich latach w wielu rejonach wyspy liczebność ślimaków spadła dramatycznie, a w niektórych miejscach niemal całkowicie zanikła. Wprowadzono więc całkowity zakaz ich połowu na Maderze, aby dać im szansę na odbudowę gatunku. Dlatego, jeśli ktoś oferuje „lokalne lapas”, warto wiedzieć, że legalnie nie mogą pochodzić z maderskiego wybrzeża.

Pstrąg z Madery

Jakież było moje zdziwienie, gdy w drodze do Levady dos Balcões zauważyłam znak informujący o hodowli pstrąga górskiego. Nigdy nie kojarzyłam Madery z żadną słodkowodną rybą, a już na pewno nie z pstrągiem, którzy dla mnie brzmi tak swojsko -  polsko i górsko. I właśnie w górskiej części wyspy znalazłam jego hodowlę. Zimne, czyste wody spływające z gór tworzą idealne warunki dla ryb. Pstrąg z Ribeiro Frio trafia do lokalnych restauracji i domów, najczęściej podawany jest grillowany lub pieczony, z cytryną, oliwą i ziołami. Często jest także składnikiem pomidorowej zupy rybnej, której można spróbować np. w restauracji Riberio Firo.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Pomidorowa z jajkiem i inne zupy popularne na Maderze

Zupy na Maderze często są bardzo sycące i z powodzeniem zaspokoją głód, bez konieczności zamawiania drugiego dania. Pomidorowa z jajkiem jest jednym z najbardziej domowych dań. Pomidory dusi się z cebulą i czosnkiem, czasem z dodatkiem papryki lub ziół. Na koniec, gdy zupa jest gorąca, wbija się do niej jajko, tak, by białko się ścięło, a żółtko pozostało lekko płynne. Podaje się ją z tradycyjnym chlebkiem bolo do caco (o chlebie przeczytasz w dalszej części tekstu). To fantastyczny comford food, który syci po długiej wędrówce. Popularna w wielu domach jest także sopa de trigo. Gęsta zupa pszenicy z warzywami i fasolą najlepiej smakuje w chłodniejsze dni. Ziarno pszenicy gotuje się długo, aż zmięknie i zacznie zagęszczać wywar. Później dodaje się kapustę, marchew, ziemniaki, fasolę, czasem kawałek wieprzowiny lub boczku. Inną zupą warzywną, którą można znaleźć w karcie, jest caldo de romãs, czyli zupa z dyni i kapusty.

Bolo do caco - chleb z Porto Santo

Bolo do caco to płaski, miękki chleb pieczony na rozgrzanym kamieniu, który dziś uchodzi za jeden z kulinarnych symboli Madery, choć w rzeczywistości narodził się na sąsiednim Porto Santo. Tamtejsze gospodynie dodawały do ciasta batata doce, czyli słodkiego ziemniaka, aby było bardziej wydajne i dłużej zachowywało świeżość. Zamiast pieca używano bazaltowego kamienia – caco, który nadawał chlebowi charakterystyczną skórkę i elastyczny środek. Współczesna kuchnia Madery wyniosła bolo do caco daleko poza jego skromne, porto-santyjskie początki. Najczęściej trafia na stół na ciepło, przekrojony i hojnie posmarowany masłem czosnkowym z pietruszką. Chlebek jest też najbardziej charakterystycznym street foodem wyspy. Najpopularniejsza wersja to prego no caco, czyli kanapka ze stekiem smażonym na czosnku. Mięso trafia do środka jeszcze gorące, a masło czosnkowe wsiąka w miękki miąższ, tworząc coś, co wielu mieszkańców uważa za „najlepszy fast food na wyspie”. W barach przy nabrzeżu można też znaleźć wersje z ośmiornicą, tuńczykiem, kurczakiem, a nawet z espadą. W wielu miejscach można też spróbować burgerów w bolo do caco, wersji wegetariańskich z grillowanymi warzywami czy kanapek z lokalnymi serami.

Espetada – wołowina na gałązkach wawrzynu

Espetada to jedno z najpopularniejszych mięsnych dań maderskiej kuchni. Wołowinę kroi się w duże kawałki, naciera solą, czosnkiem i liśćmi laurowymi, a następnie nadziewa na świeże gałęzie wawrzynu. Piecze się ją nad otwartym ogniem, często na zewnętrznych grillach, podczas rodzinnych spotkań i świąt. Popularne są także szpady z tuńczykiem i warzywami. Na Maderze jest sporo restauracji, które specjalizują się w tym daniu np. Casa de Pasto Justiniano w Funchal i okolicach Porto Moniz. Do espetady często podaje się milho frito – smażone kostki kukurydzianej polenty. Masa z mąki kukurydzianej, wody, soli i ziół jest najpierw gotowana, potem studzona, krojona w kostkę i smażona na złoto. Jeśli milho frito nas nie przekonuje, frytki też będą świetnym dodatkiem.

Carne de vinha d’alhos – świąteczna wieprzowina

Innym klasycznym daniem mięsnym jest carne de vinha d’alhos, czyli wieprzowina marynowana w winie, occie, czosnku i liściach laurowych. Tradycyjnie przygotowuje się ją przed Bożym Narodzeniem. Długoduszoną wieprzowinę podaje z chlebem albo bolo do caco. Kanapka z carne de vinha d’alhos jest najpopularniejszym daniem bożonarodzeniowych jarmarków.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Mercado dos Lavradores – owocowy raj

Madera słynie z owoców, które w Europie potrafią zaskoczyć nawet najbardziej obeznanych smakoszy. Marakuja występuje tu w tylu odmianach, że trudno je policzyć.

- Moja ulubiona to pomidorowa – mówi Lino, przewodnik i kierowca jeepa, który pokazuje mi zakamarki Madery, do których trudno dojechać bez terenowego auta.

Niestety w planie naszej wycieczki nie ma plantacji owoców. Pomidorowej marakui szukam więc w miejscu, w którym owoców i warzyw jest zatrzęsienie, czyli w Mercado dos Lavradores w Funchal. Wizyta na lokalnym targu to uczta dla zmysłów. Jest gwarno, kolorowo i tak oszałamiająco, że łatwo dać się naciągnąć. Próbując odgadnąć, jakie owoce piętrzą się przed nami, co chwila słyszymy sprzedawców zachęcających do próbowania co rusz nowych smaków suszonych fig. Ta smakuje truskawką, tamta mango, a jeszcze kolejna ananasem. Ktoś podsuwa pod nos słodką marakuję, owoc monstery albo jeszcze inny, który trudno nam nazwać, bo widzimy go pierwszy raz w życiu. Sprzedawcy doskonale potrafią rozpoznać, z jakiego kraju przyjechaliśmy. Język polski? Proszę bardzo! Wołają „dzień dobry”, „proszę, spróbuj”, „dobre”…i nim się obejrzymy, wychodzimy z targu z kilkoma torbami owoców, za które zapłaciliśmy majątek. Nawet znając te wszystkie sztuczki, czasami możemy dać ponieść się chwili. Wizyta na targu to dobre miejsce do ćwiczenia asertywności. Warto wiedzieć, że często owoce do spróbowania są dosładzane i aromatyzowane, to co później trafia do naszej torby, smakuje już inaczej. Żeby uniknąć rozczarowania, zakupy lepiej zrobić na pierwszym piętrze. Wybrać stoiska, na których nikt nie zachęca do próbowania, a nawet nie daje takiej możliwości. Najlepszym dniem na wizytę jest sobotni poranek. Wtedy przyjeżdżają rolnicy, sprzedawcy są mniej nastawieni na turystyczny ruch, przez co ceny są niższe. To właśnie w weekendy zakupy robią tu mieszkańcy Funchal. Targ zapełnia się najświeższymi owocami i warzywami. Rolnicy chętnie dzielą się informacjami. Podpowiadają, które owoce będą dojrzałe za kilka dni, a które mają najlepszy smak w dniu zakupu. Nie wszyscy mówią po angielsku, ale bez problemu można się dogadać na migi. To właśnie od jednej z rolniczek dowiaduję się, że pomidorowa marakuja, o której opowiadał mój przewodnik Lino, to angielska marakuja. Kto ma rację? Nie mam pojęcia, być może ten owoc o czerwonej gładkiej skórce, przypominający odrobinę pomidora nazywa się jeszcze inaczej. Wiem jedno, to nie jest mój ulubiony owocowy smak. „Zwykła” marakuja smakuje mi zdecydowanie bardziej. Na Maderze marakuja jest podstawą soków, deserów, sosów, a także lokalnego napoju gazowanego Brisa Maracujá. To pierwszy napój gazowany z dodatkiem naturalnego soku. Schłodzony smakuje znakomicie.

Owoce monstery są jadalne

W Polsce kojarzymy monsterę jedynie z rośliną doniczkową o dużych podziurawionych liściach, która raczej nie kwitnie i nie owocuje i w dodatku może być trująca. Na Maderze monstera rośnie w ogrodach, przy drogach i osiąga imponujące rozmiary. Do tego kwitnie i owocuje, a jej owoc jest jadalny. Wygląda jak zielona kolba, albo jak zamknięta szyszka. Dojrzewa segmentami, jeść go można dopiero wtedy, gdy łuski zaczynają same odpadać. Smakuje jak połączenie banana, ananasa i marakui. Niedojrzały owoc może podrażniać język, dlatego lepiej cierpliwie poczekać, aż w pełni dojrzeje.

Jakich jeszcze owoców warto spróbować na Maderze?

  • Banany - Madera słynie z ich uprawy. Są mniejsze niż te, które docierają do nas np. z Ekwadoru. Są też bardziej aromatyczne i słodsze. Uprawia się je na tarasach, często dosłownie pod oknami domów. Oprócz świeżych owoców warto spróbować także suszonych, są dostępne w wielu sklepach i mogą być doskonałą pamiątką dla znajomych.
  • Mandarynki – dostępne od zimy do wczesnej wiosny, są niezwykle aromatyczne. Popularna jest tu odmiana tangerines o wysokiej zawartości olejków eterycznych. To właśnie te olejki sprawiają, że skórka wydziela tak intensywny zapach. Obierając je, możemy wyczuć lekko petrolowe nuty, które kojarzymy z perfumami. Maderczycy robią nalewki ze skórek, które są popularne w okresie bożonarodzeniowym. Same owoce są orzeźwiające, słodkie i kwaśne jednocześnie.
  • Anona (cherimoya) i pinha – wyglądają trochę jak zamknięte zielone karczochy albo pękata zielona szyszka bez otwartych łusek. To owoce o kremowym, słodkim miąższu i dużych czarnych pestkach. Miąż smakuje jak połączenie banana, wanilii i śmietanki. Je się je łyżeczką, na surowo, gdy są bardzo dojrzałe. Przy pestkach są odrobinę cierpkie.
Przysmaki Madery

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Curral das Freiras – wioska zakonnic i królestwo kasztanów

Pieczone kasztany na ulicach Funchal i innych miast to norma, ale jeśli chcemy spróbować innych kasztanowych specjałów, warto zrobić to w Curral das Freiras, czyli Dolinie Zakonnic. W XVI wieku zakonnice z klasztoru Santa Clara w Funchal uciekły w głąb wyspy, chroniąc się przed atakami francuskich korsarzy. Schronienie znalazły w głębokiej dolinie otoczonej stromymi górami, miejscu, które dziś znamy właśnie jako Curral das Freiras. Zakonnice, odcięte od świata zewnętrznego, musiały stać się samowystarczalne. Zaczęły uprawiać ziemię, hodować zwierzęta i wytwarzać potrzebne im produkty. Szczególne znaczenie zyskały kasztany, które doskonale rosły w żyznej glebie doliny. Z czasem kasztany stały się podstawą wyżywienia i ważnym źródłem dochodu dla mieszkańców. Dzisiaj znajduje się tu muzeum kasztana. Z kasztanów robi się tu zupy, gulasze, ciasta, ciasteczka, chleb i likier. Na przełomie października i listopada odbywa się tu Święto Kasztana, wtedy można spróbować wielu przysmaków, porozmawiać z rolnikami i wziąć udział w radosnej fieście. Jednak nie trzeba czekać do imprezy, żeby spróbować lokalnych przysmaków. W Curral das Freiras działają restauracje i piekarnie, w których możemy skosztować wszystkich przysmaków. W Sabores do Curral warzą nawet kasztanowe piwo, o czym informują już przy wejściu i to w języku polskim. Menu jest już po portugalsku albo angielsku i żaden Polak nie miał udziału w tworzeniu piwa.

- Mamy dużo gości z Polski, wiemy, że lubicie piwo i robicie je dobrze, chcemy pochwalić się swoim – wyjaśnia jeden z kelnerów.

Po kasztanowe wypieki można pójść do Curral das Freiras Bakery e Patisseire. To piekarnia, ciastkarnia, kawiarnia, sklep spożywczy i portugalski punkt „lotto” w jednym. Klimatem przypomina trochę polski wiejski sklepik z lat 80., ale to nie wada, a zaleta. Smak kasztanowego chleba lub tarty obłędny (pod warunkiem, że lubisz kasztany). To też dobry adres dla budżetowych podróżników.

Poncha i madeira

Wino maderskie to duma wyspy, nierozerwalnie związana z jej przeszłością i położeniem. Madera powstaje w zupełnie inny sposób niż tradycyjne wina, które leżakują w chłodnych piwnicach. Proces produkcji różni się też od innych wzmacnianych trunków takich jak porto czy cherry. Dla dawnych żeglarzy Madera była miejscem uzupełniania zapasów – w tym wina, które dzięki dodatkowi mocnego alkoholu nie psuło się podczas długich rejsów. W beczkach pod rozgrzanym pokładem trunek nabierał specyficznego aromatu. Z czasem przedsiębiorczy Maderczycy postanowili odtworzyć ten proces. Nie potrzebowali już żeglarzy, beczki z maderą składowali na gorących strychach swoich wytwórni. Maderę pije się je zarówno jako aperitif, jak i do deserów, a w wielu restauracjach i winiarniach można spróbować krótkich degustacji, które dobrze pokazują różnice między stylami: od wytrawnych, lekko migdałowych win typu Sercial, przez bardziej owocowe Verdelho, aż po słodsze Boal i gęstą, deserową Malvasię z nutami karmelu i suszonych owoców. Drugim trunkiem, z którego słynie Madera, jest poncha. Drink przygotowany z lokalnego destylatu z trzciny cukrowej (aguardente de cana), świeżego soku z cytryny, pomarańczy i miodu. W wersji klasycznej jest mocna, kwaśna i lekko słodka, a jej smak zależy od tego, kto ją miesza. Nie ma jednego przepisu.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Madera – gdzie zjeść?

Jeśli chcemy poznać tradycyjną kuchnię Madery i lubimy gotować, warto zacząć od warsztatów kulinarnych. Te historyczne prowadzi wspominana już Sandra Cardoso w ramach projektu A Biqueira. Szczegóły są dostępne na stronie internetowej abiqueira.com, warto tam zajrzeć, nawet jeśli nie planujemy odwiedzić Sandry. Jest tam sporo opisów lokalnych dań oraz przepisy. Miejsca na posiłek najlepiej szukać tam, gdzie stołują się Maderczycy, nie zawsze będą to boczne uliczki. Np. w niedzielne przedpołudnie sporo mieszkańców Funchal zbiera się w barze po lewej stronie przy wejściu Mercado dos Lavradores. Kawa, piwo, kanapka z bolo do caco z jajecznicą na papierowej tacce, rozmowy, plotki, gwar i walka o wolny stolik. Naprzeciwko znajduje się restauracja specjalizująca się w daniach z ryb i owoców morza, w której załoga doskonale wie, co podaje i potrafi poradzić, gdzie jeszcze warto zjeść pałasza w innej odsłonie niż ten serwowany na miejscu. Jeśli szukamy nowoczesnej kuchni maderskiej, ale nie chcemy wydawać fortuny, warto sprawdzić lokale, które stworzył szef Julio Pereira. Akua, Kampo, Theo’s - znajdują się w centrum Funchal. W Kampo zadowoleni będą mięsożercy. Akua to miejsce dla fanów ryb i owoców morza. W Theo’s skosztujemy nowoczesnej kuchni portugalskiej, coś dla siebie znajdą mięsożercy, fani ryb, a także wegetarianie. W każdej z nich lepiej zarezerwować stolik.

W Funchal zjedz w Biedronce

Jeśli szukamy budżetowego sposobu na zwiedzanie Madery, warto spróbować dań serwowanych w Biedronce. W Portugalii sieć nazywa się Pingo Doce (słodka kropla). Markety są popularne także na Maderze, a w nich wybór znacznie większy niż w naszych sklepach. Działają tu także bary szybkiej obsługi. W podgrzewanych tacach znajdują się dania z ryb, mięsa i warzyw, sałatki, dodatki, zupy i desery - wszystko w jednej cenie zależnej od wagi dań, które nałożyliśmy na talerz. Wśród potraw jest mnóstwo lokalnych potraw, a ich jakość jest pozytywnym zaskoczeniem. Nie liczcie na to, że zjecie posiłek jak w gwiazdkowej restauracji, ale jedzenie jest na przyzwoitym poziomie. W porze obiadowej gromadzi się tu mnóstwo mieszkańców.

Madera jak każde turystyczne miejsce, pełna jest lokali z dobrą kuchnią, po którą chce się wracać i takich, które są nastawione na jednorazowego turystę. Pytam więc mieszkańców wyspy (w różnych miejscowościach), gdzie najlepiej zjeść – tam, gdzie nikt wystaje przed lokalem i nie zachęca, by zjeść u niego – odpowiadają zgodnie.

Super Express Google News
Quiz podróżniczy. Test z geografii, który rozwiążą tylko ponadprzeciętni
Pytanie 1 z 10
Które miasto jest stolicą Bhutanu?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki