Wiosenna odskocznia w środku zimy. Madera zafunduje Ci wszystkie pory roku, kolory i widoki, o których trudno zapomnieć

2026-02-05 18:52

Rekordowe mrozy, szklanka na chodnikach, potem roztopy i kalejdoskop odcieni szarości – oczekiwanie na wiosnę dłuży się niemiłosiernie. Krótka urlopowa odskocznia sprawia, że nie trzeba czekać na ciepło, słońce i świeże zapachy - wystarczy wybrać cel, kupić bilet i można na chwilę o zimie zapomnieć. Miejsc na taką wyprawę jest wiele, ale jeśli o jednym z nich mówi się „wyspa wiecznej wiosny” – warto je wypróbować. Właśnie tak znaleźliśmy się na Maderze.

Portugalskie wyspy na Atlantyku znane są od lat. Kiedyś egzotyczne, teraz - za sprawą licznych połączeń lotniczych - są bliżej niż myśleliśmy. Można tam dotrzeć bezpośrednio z Warszawy lub z krótką przesiadką w Lizbonie. Lot na Maderę to jedna z najdłuższych tras w Europie, trwa ponad pięć godzin, Ale podróż mija szybko, a podejście do lotniska w Funchal jest atrakcją samą w sobie. Wyobraź sobie, że maszyna zniża się nad oceanem, jego powierzchnia jest coraz bliżej, a nagle obok ciebie zaczyna przesuwać się pasmo postrzępionych skał. Tak, skał na Maderze jest sporo. Niemal pionowo wrzynają się w morską toń. I wyrastają z Atlantyku tak gwałtownie, że… nawet nie wiadomo, kiedy koła samolotu dotykają pasa startowego. Jesteśmy na miejscu.

Madera. Lotnisko

Lotnisko w Funchal okryte było złą sławą. Krótki pas startowy, sąsiedztwo stromych skał i kapryśny wiatr przyczyniły się do kilku tragicznych wypadków. Po katastrofie z 1977 gdy lądujący podczas wichury samolot nie zatrzymał się w porę i wypadł z pasa – lotnisko przebudowano. Teraz droga startowa jest znacznie dłuższa, w sporej części biegnie po dobudowanej betonowej estakadzie. Konstrukcja osadzona jest na 180 ogromnych żelbetowych filarach. Pod spodem biegnie jedna z popularnych dróg, stamtąd dobrze widać rozmach inżynierów. „To była największa budowa w historii Madery. Mnóstwo cementu i stali, wszystko przypływało statkami” – opowiadał nam kierowca odwożący na lotnisko. Nowoczesny terminal obsługuje lot za lotem. Przed nim – parking, stanowiska dla taksówek, autokarów i przystanek lotniskowego autobusu. „Aerobus”, czyli linia do Funchal, kursuje co godzinę (od 8:30 do południa dwa razy częściej) i dowozi pasażerów do najważniejszych punktów stolicy Madery. Trasa biegnie przez centrum, a także przez dzielnicę, w której ulokowano większość największych hoteli. Bilet z lotniska do Funchal kosztuje 6 euro (płatność tylko gotówką u kierowcy), w obie strony – 10. Ostatni kurs odjeżdża o 22, ale nawet później nie ma problemu z dotarciem do Funchal. Taksówek jest sporo, działa też aplikacja Bolt, co ogromnie ułatwia zorganizowanie sobie transportu.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Funchal było naszą bazą przez cały pobyt na Maderze. I rozpoczęcie zwiedzania właśnie tutaj było strzałem w dziesiątkę, bo jak na krainę wiecznej wiosny przystało, Madera przywitała nas wiosennym deszczem. A miejskie atrakcje pozwoliły schronić się przed ulewą. Kiedy wyszliśmy z taksówki i rozłożyliśmy parasole, po kilkudziesięciu metrach zobaczyliśmy popiersie Józefa Piłsudskiego (marszałek był na Maderze na przełomie 1930 i 31 roku). Niewiele dalej – katedra w Funchal. Świątynia zbudowana w 1514 roku to jeden z najważniejszych punktów na mapie miasta. W 1991 odwiedził ją Jan Paweł II, pielgrzymkę polskiego papieża upamiętnia stojący nieopodal pomnik. Spacerując wąskimi uliczkami Funchal mijamy kawiarnie, stoiska i sklepiki. W jednym z nich swoje specjały sprzedaje Fabrica Santo Antonio – producent bolo de mel. To okrągłe ciemne ciasto przypomina nasz piernik. Zapakowane w ozdobne pudełka wypieki wróciły z nami do kraju jako jedna z pamiątek z Madery. Inne pamiątki znaleźliśmy niewiele dalej, w wytwórni madery. Wzmacniane wino to jeden z symboli wyspy, nierozerwalnie związany z jej przeszłością i położeniem. Dla dawnych żeglarzy Madera była miejscem uzupełniania zapasów – w tym wina, które dzięki dodatkowi mocnego alkoholu nie psuło się podczas długich rejsów. W beczkach pod rozgrzanym pokładem trunek nabierał specyficznego aromatu. Z czasem przedsiębiorczy Maderczycy postanowili odtworzyć ten proces. Nie potrzebowali już żeglarzy, beczki z maderą składowali na gorących strychach swoich wytwórni. W Funchal zobaczymy produkcję madery od początku do końca: stosy beczek, wielkie drewniane zbiorniki i skrzynie z butelkami robią ogromne wrażenie.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Zwiedzając Funchal nie sposób nie trafić też do Mercado dos Lavradores. Hala targowa w stylu art deco mieści stoiska z maderskimi specjałami. W centrum budynku znajdziemy stoły z rybami a na wielu z nich coś, co przyciąga spojrzenia… Oczy pałasza czarnego, ryby żyjącej w głębinach Atlantyku, są ogromne, podobnie jak jego paszcza. Na szczęście na talerzu pałasz (port. Espada) nie prezentuje się groźnie, a kusząco i arcysmacznie. W typowej dla Madery wersji podaje się go w delikatnej winno-cebulowej potrawce. Pałaszować pałasza można też razem ze smażonym bananem. „Ale nikt z nas nie je tego w ten sposób, to danie wymyślone dla turystów” – słyszymy i od kelnera w jednej z restauracji, i od gospodarzy, u których spróbujemy potem typowo maderskich, ludowych smaków. Pozostając jeszcze w targowej hali – nie da się przeoczyć stoisk z owocami. Kolorowe, pachnące i głośno zachwalane przyciągną uwagę i otworzą portfele - czasem zbyt szeroko. Można wydać naprawdę sporo po degustacjach u niektórych sprzedawców. W końcu kto by się nie skusił na egzotyczną markuję, gdy łyżeczka po łyżeczce próbuje aromatycznego miąższu kilku odmian? Rozsądek mówi: stop. A sprzedawca z kramu położonego nieco dalej od głównego wejścia tłumaczy: „To dla turystów. Specjalnie dosładzane cukrem. Nasze marakuje bywają kwaśne - i nic w tym złego”. Dostaliśmy też wskazówkę. Owoce w normalnych cenach znajdziemy tu w sobotę, gdy do Mercado dos Lavradores po zakupy przychodzą mieszkańcy miasta.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Ale Madera to nie tylko miejskie atrakcje Funchal. To przede wszystkim natura – strome góry i głębokie wąwozy. Tajemnicze doliny i huczące wodospady. Pachnące eukaliptusy, pradawne wawrzyny i niemal pustynny płaskowyż. Nie sposób zobaczyć wszystkiego w ciągu kilku dni. Na szczęście z pomocą przyszedł nam Lino – przewodnik i kierowca terenowego auta. Dzięki niemu (i tunelom które pozwoliły połączyć kluczowe miejscowości Madery wygodnymi i równymi drogami) zobaczymy najbardziej spektakularne miejsca na wyspie.

Madera poza szlakiem

W Ponta do Sol kawę pijemy na tarasie kawiarni zawieszonym nad urwiskiem. Z bezpiecznej odległości patrzymy - i słuchamy fal rozbijających się o brzeg. Spacer zakończony przedwcześnie, bo wieje zbyt mocno, fale za wysokie, trzeba zawrócić. Barierki i znaku zakazu nie ustawiono przypadkiem. Ruszamy dalej. Terenówka pozwala zboczyć z głównej trasy. Wspinamy się wysoko, tu rosną już eukaliptusy. Wysokie, smukłe drzewa rozkołysane wiatrem wydzielają niesamowity, świeży zapach. Nie pochodzą z Madery. Zaczęto je sadzić, by stabilizowały górskie zbocza (pierwotny las Madery poszedł w dużej mierze pod topór pierwszych portugalskich osadników), potem produkowano z nich papier. Jeszcze wyżej – spomiędzy drzew widać ocean. Trasa prowadzi tu górskim grzbietem, roślinność się zmienia. „Laurissilva, las wawrzynowy” - tłumaczy Lino i wiezie nas dalej, przez płaskowyż, do miejsca, które pozwala wyobrazić sobie, jak Madera wyglądała kiedyś.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Magiczny las wawrzynowy

To słynny las Fanal - powykrzywiane przez wiatr drzewa, na korze - porosty. Sporo wilgoci, wiatr spycha w dół wzgórza pasma mgły. Szybko znikają, ale i tak można poczuć tajemniczy, baśniowy klimat, który przez cały rok przyciąga tu amatorów fotografii, filmowców, turystów… Sława miejsca wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ostatnio jest tak wielka, że gdzieniegdzie postawiono ogrodzenia, by odwiedzający wawrzynowy las po prostu go nie zadeptali. Cieszymy się zapachem laurowych drzew tylko przez chwilę i zazdrościmy… krowom, które fotogenicznie pasą się w lesie Fanal i raczej nie przejmują turystami.

Madera. Las Fanal

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Wodospady Madery

Jedziemy na północ, w stronę oceanu. W pewnym momencie droga prowadzi pod… wodospadem. Doświadczony kierowca wie, którędy pojechać by zrobić na nas wrażenie. Dalej mijamy plantacje bananów (powszechnie uprawianych na Maderze) i wiejskimi, wąskimi i bardzo stromymi drogami zjeżdżamy w stronę Porto Moniz. Wysokie kamienne kolumny wyrastają z morza, obok strome, skaliste zbocze – kolejny krajobraz Madery powodujący gęsią skórkę. Wulkaniczne pochodzenie Madery widzimy też dalej – na jednej z nielicznych plaż. Czarny piasek Praia do Seixal łagodnie schodzi do morza, ale tuż obok – znowu - skalne urwiska. Po drodze jemy obiad w przydrożnej restauracji (sieciowej, inny jej lokal znajdziecie też w Funchal) próbujemy pieczonej na metalowej szpadzie wołowiny oraz tuńczyka. Podano je nam razem z bolo do caco, tradycyjnym maderskim okrągłym chlebem, pieczonym na rozgrzanej blasze i przełożonym czosnkowym masłem.

Madera. Wodospad przy drodze

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Madera. Przylądek św. Wawrzyńca 

Kolejnego dnia wyjeżdżamy z Funchal wynajętym samochodem. Nie jest duży, ale dzięki temu radzi sobie w ciasnych uliczkach. Doświadczenie z manualną skrzynią biegów bardzo się przydaje. Tu wskazówka dla wynajmujących - szukajcie w miarę nowego auta, jest szansa, że jego sprzęgło będzie w dobrym stanie. To ważne, bo wiele razy będziecie ruszać pod strome wzniesienia. Lepiej wybrać też nieco mocniejsze wersje silnikowe. Jedziemy na wschód wyspy, na Przylądek św. Wawrzyńca (port. Ponta de São Lourenço). Parkujemy przy drodze (policjant kieruje ruchem i wskazuje miejsce) i wchodzimy na szlak. Trasa nie jest trudna, jej pokonanie w obie strony zajmuje ok. 4 godzin (z przerwą na kawę w niewielkiej knajpce). To zupełnie inna Madera - niemal pustynna. Po drodze widzimy tylko suche trawy i wszechobecne skały o różnych kolorach i kształtach, pionowymi urwiskami wbijające się w ocean. Strome klify odsłaniają historię wyspy – widać wyraźnie kominy lawy zastygłej miliony lat temu, czy warstwy sprasowanego bazaltu. Wyraźnie oznaczona trasa w wielu miejscach zabezpieczona jest barierami ze stalowych lin. Lepiej ich nie przekraczać i piękno przylądka podziwiać z bezpiecznego miejsca. Ta wycieczka to typowy lekki trekking z kilkoma stromymi podejściami - dobre buty to podstawa, ale przyda się też nakrycie głowy i krem z filtrem, bo słońce potrafi dać się we znaki.

Madera uczy pokory i elastyczności. Wioska Zakonnic zamiast Pico do Arieiro

Kolejny dzień szybko pokazuje, jak ważne jest planowanie trasy stosownie do pogody. Bo ta na Maderze potrafi być skrajnie różna. W tej samej chwili w Funchal świeci słońce, na wsi pod miastem we wzgórza dmie silny wiatr, a w górach… pada deszcz ze śniegiem. I właśnie tego ostatniego doświadczyliśmy w drodze na Pico do Arieiro. Trzeci co do wysokości szczyt Madery ma 1818 metrów a, wiedzie nań… asfaltowa droga. Równa jak stół, ale gdy spadnie grad, a potem deszcz ze śniegiem, trzeba bardzo uważać. A po drodze przypomnieć sobie, że choć jesteśmy na wyspie wiecznej wiosny, to wiosna ma przecież różne oblicza. Zwłaszcza na tej wysokości. Zakładamy wodoszczelne kurtki, czapki, a nawet rękawiczki (warto było je spakować) i… po kilku minutach chowamy się w budynku. W środku toalety, sklepik i tłumek zziębniętych turystów. I ciemności, bo właśnie zabrakło prądu. Szybki rzut oka na serwis z pogodowymi kamerkami (pokazują najważniejsze miejsca na wyspie) i już wiadomo, że w Dolinie Zakonnic (port. Curral das Freiras) pogoda jest lepsza. Po okolicznych górach nadal hula wiatr, ale w kotlinie jest zacisznie. Położenie jest tu kluczowe. W XVI wieku zakonnice z Funchal uciekły tutaj, by otoczone górami schronić się przed piratami. Z czasem powstała wieś. A przez lata – wyrosły posadzone kasztanowce. Produkty z kasztanami - ciasta, chleby, a nawet likier - to lokalny specjał. Trudno stwierdzić, czy bardziej atrakcyjny od widoków, bo te znów są spektakularne.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Podczas każdej wycieczki trzema mierzyć siły na zamiary - po południu znów uświadomiła nam to zmienna pogoda. Planując wybór trasy prowadzącej wzdłuż lewady wybraliśmy wariant maksymalnie bezpieczny. Słynne lewady to system specyficznych akweduktów i kanałów rozprowadzających po Maderze wodę - z wilgotnej północy na suche południe. Wiją się wzdłuż górskich grzbietów, którymi poprzecinana jest cała wyspa. Zbudowano je na stromych zboczach, dlatego ścieżki, które prowadzą wzdłuż lewad często mają z jednej strony niemal pionową ścianę, a z drugiej – strome urwisko. Madera ugościła nas deszczem i wichurami, więc wąskie i śliskie od błota szlaki wzdłuż lewad musieliśmy odpuścić. Poza jednym - Levada dos Balcões to łatwa, krótka i osłonięta trasa. Prowadzi na taras, z którego rozpościera się imponująca panorama na szczyty centralnej części wyspy. W szranki z górami w konkurencji „o atencję turystów” walczą ptaki - głównie zięby maderskie, które upodobały sobie to miejsce. Te małe i barwne stworzonka wyczekują okruszków chleba od odwiedzających je gości. Jednak warto zwrócić uwagę na tabliczkę (tuż przy wejściu na taras), która informuje o zakazie karmienia ptaków.

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Madera jak na dłoni. Jeden z najpiękniejszych widoków na rajską wyspę

W kolejnych dniach odwiedzamy także Câmara de Lobos. Urocze nadmorskie miasteczko pełne street artu nad zatoką, która niegdyś było schronieniem dla fok, stąd też miejscowość wzięła swoją nazwę. Câmara de Lobos w języku portugalskim oznacza „komnatę fok” lub „izbę wilków morskich”. Dziś fokę na nabrzeżu można zobaczyć jedynie w postaci muralu, zresztą murali jest tu znacznie więcej. Câmara de Lobos słynie ze street-artu. To także miejscowość, którą upodobał sobie Winston Churchil. Na tarasie powyżej zatoki, malował swoje słynne akwarele przedstawiające kolorowe łodzie i zatokę. Miejsce łatwo odnaleźć, szyld z napisem „Churchill's Place” wisi nad restauracją, w której przesiadywał brytyjski premier. Przy knajpce znajduje się także punkt widokowy. Spacerując nad zatoką, tuż przy wejściu do hotelu Pestana, znajduje się brązowa figura Churchilla przy sztaludze. Z Câmara de Lobos już niedaleko do kolejnego punktu, z którego widok zapiera dech w piersiach - Cabo Girão. Uwaga dla tych, którzy mają lęk wysokości, to jeden z najwyższych klifów morskich w Europie ze szklanym tarasem widokowym, z którego rozpościera się oszałamiający widok na ocean i okolicę. Widać malownicze pola uprawne, wciśnięte między ścianę skały a ocean, Funchal i Câmara de Lobos. Ocean ma w tym miejscu niemal wszystkie odcienie niebieskiego. Intensywny granat przechodzący w niebieski, błękitny i malachitowy, przy brzegu zamieniający się w biel powstałą z morskiej piany fal odbijających się o skały. Można się w tym widoku zakochać, ale nie samym krajobrazem człowiek żyje. Żeby poznać wyspę i mieszkańców, zaglądamy do kuchni. W tym celu odwiedzamy Sandrę i Ruiego w górskim miasteczku Comacha, gdzie prowadzą warsztaty gotowania. Ich etnograficzny projekt „A Biqueira” to doskonałe źródło wiedzy o prawdziwych lokalnych przysmakach. Warto się wcześniej umówić na wspólne gotowanie, a jeśli nie mamy czasu na taką aktywność, można przejrzeć stronę internetową abiqueira.com, by poznać lokalne dania. Wracając zahaczamy jeszcze o Santanę - miejscowość, która słynie z kolorowych tradycyjnych maderskich domków. 

Madera

i

Autor: Agnieszka Morawska/ Archiwum prywatne

Smaki i zapachy Madery, jej widoki i żywioły towarzyszyły nam przez cały pobyt. Nieraz wspominaliśmy o pogodzie, w tym o silnym wietrze. Jego prędkość sprawiła, że niedługo po naszym przylocie zamknięto lotnisko w Funchal. Przez kilka wieczorów planując trasy na kolejne dni, oglądaliśmy w lokalnej telewizji relacje z terminalu, w którym koczowali turyści czekający na odwołane połączenia. Rano na śniadaniu spotykaliśmy gości z różnych krajów wymieniających się wiadomościami od swoich linii lotniczych. Niepokój udzielał się i nam, na szczęście niepotrzebnie. Na dzień przed planowanym odlotem wiatr osłabł, lotnisko wznowiło pracę, samoloty wróciły i zabrały oczekujących pasażerów. Nasz lot odbył się zgodnie z rozkładem. Pięć godzin po starcie z Funchal znów byliśmy w Polsce. W środku zimy, z zapachem eukaliptusów w pamięci.

O czy warto pamiętać, planując wyjazd na Maderę?

Waluta: Madera to część Portugalii. Zapłacisz więc euro – gotówką lub kartą. Terminale płatnicze są powszechne.

Łączność: Skoro jesteśmy na terytorium UE, dzwonimy i łączymy się z internetem bez dodatkowych dopłat. Unijny roaming „Roam Like at Home” pozwala korzystać z telefonu w krajach członkowskich na tych samych warunkach jak w kraju. W Funchal i innych miejscowościach zasięg jest stabilny, a sygnał mocny. Uwzględnij jednak fakt, że w górach i kotlinach może być słabszy lub zanikać w niektórych miejscach.

Drogi: Główne drogi są szerokie i wygodne. Doprowadzą Cię w najważniejsze miejsca na wyspie wśród niesamowitych widoków. Jazda po Maderze to atrakcja sama w sobie. Długie tunele przebite pod górami znacznie skracają czas jazdy między Funchal a głównymi miejscowościami. Pamiętaj, że lokalne drogi bywają wąskie i strome. Paliwo dostępne jest w miastach i miasteczkach na wielu stacjach, na wszelki wypadek zatankuj, zanim wyruszysz w dłuższą trasę. Popularne aplikacje do nawigacji zwykle dobrze pokazują planowaną trasę, ale czasem potrafią poprowadzić okrężną, dłuższą i trudniejszą drogą. Weź pod uwagę, że Madera to górzysta wyspa i dostosuj prędkość do warunków. Nie pędź, obserwuj znaki. Na Maderze powszechnie przestrzega się ograniczeń prędkości.

Bilety na szlaki: Od 2026 roku na Maderze obowiązują nowe zasady dotyczące wszystkich oficjalnych, sklasyfikowanych szlaków pieszych. Nie wejdziesz na szlak bez rezerwacji. Dotyczy to wszystkich turystów (indywidualnych, grup, również dzieci i mieszkańców – choć ci nie płacą). Rezerwacje na simplifica.madeira.gov.pt

Ceny biletów na szlaki:

  • 4,50 euro / osoba (powyżej 12 lat) – cena dla turystów indywidualnych
  • 3,00 euro / osoba – jeśli idziesz z licencjonowanym biurem (RNAVT/RNAAT) z umową z IFCN
  • mieszkańcy Madery oraz dzieci do 12 roku życia - bezpłatnie (ale rezerwacja nadal obowiązkowa)

PR1 – Vereda do Areeiro - ponowne otwarcie trasy w kwietniu 2026:

  • 7 euro – odwiedzający korzystający z usług operatorów z protokołem IFCN,
  • 10,50 euro – ogół społeczeństwa i operatorzy bez protokołu.

Planowanie: Bądź elastyczny. Obserwuj pogodę i staraj się dopasować do warunków. Nie zawsze będziesz mógł dotrzeć tam, gdzie chciałeś, ale alternatywy mogą być równie atrakcyjne. Często, gdy w jednej części wyspy pada deszcz, w innej świeci słońce. Bieżącą sytuację sprawdzisz, zerkając na obrazy z kamer pogodowych: https://www.netmadeira.com/webcams-madeiras

Super Express Google News
Quiz. Stolice świata. Trudny test o stolicach państw. Stawiamy piątkę już za 6/10
Pytanie 1 z 10
Coś prostego na rozgrzewkę. Canberra to stolica jakiego państwa?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki