Plac Artystów miał swój powód
Zanim przy Sienkiewicza 29 rozległ się dźwięk pierwszych kieliszków, w tym samym miejscu pachniało farbą olejną i terpentyną. Od 2004 roku lokal użytkował Związek Polskich Artystów Plastyków w Kielcach. Działał tu sklep z artykułami plastycznymi i galeria – jedno z tych kameralnych miejsc, które znał każdy kielecki artysta, student sztuki, każdy, kto choć raz trzymał w ręku pędzel.
Kiedy po zamknięciu sklepu artyści stanęli przed pytaniem o przyszłość tej przestrzeni, rozwiązanie przyszło naturalnie. Tuż obok, na Placu Artystów, od lat prowadziła swoją kawiarnię Plac Cafe Agnieszka Tworek. Osoba ze środowiska, z wieloletnią obecnością w tym zakątku miasta i historią różnych współprac ze ZPAP. Wspólnie postanowili tchnąć w lokal nowe życie. Artyści szukali partnera, który pozwoliłby zachować kulturalny charakter miejsca. Agnieszka szukała przestrzeni na nowy, autorski projekt gastronomiczny. Połączenie sił wydawało się wręcz oczywiste.
W ramach współpracy Agnieszka przeprowadziła kompleksowy remont lokalu, a ZPAP – najstarsze i największe w Polsce stowarzyszenie zrzeszające profesjonalnych twórców sztuk wizualnych – zachował w nim przestrzeń do organizacji wernisaży i wydarzeń kulturalnych. Na ścianach Sztuczek wiszą obrazy kieleckich i świętokrzyskich artystów, a każdy z nich jest na sprzedaż. To nie dekoracja. To prace, które zmieniają się regularnie, za którymi stoją realne biografie i realny talent. Gość może przyjść na kolację, a wyjść z płótnem pod pachą.
Galeria nosi nazwę Eviva l'arte, co znaczy: niech żyje sztuka. Inauguracyjny wernisaż w maju 2025 roku zgromadził kilkudziesięciu artystów ZPAP oraz marszałek województwa świętokrzyskiego Renatę Janik, a na Placu Artystów stanął czterometrowy metalowy monolit autorstwa rzeźbiarza Sławomira Micka. Happening, który na kilka dni zmienił puls centrum miasta. Od tamtej pory wystawy następują po sobie, kolejne ekspozycje płynnie zastępują poprzednie. Jak podkreśla Ewa Wiśniewska-Zduniak, prezes kieleckiego okręgu ZPAP, galeria ma być przestrzenią otwartą i dostępną dla każdego. Nie tylko przy okazji otwarcia wystawy, ale codziennie – przy kawie, kolacji i rozmowie.
Jeden stół, kilka talerzyków, zero barier
Food sharing, czyli idea zamawiania mniejszych dań i dzielenia się nimi przy wspólnym stole, od lat kształtuje kulturę gastronomiczną europejskich metropolii. Warszawa i Kraków już to znają, talerzykowe restauracje zyskują tam coraz większą popularność. Sztuczki to pierwszy lokal w Kielcach, który przeniósł tę filozofię na świętokrzyski grunt. I zrobił to z klasą, która nie potrzebuje stołecznego kodu pocztowego.
Zamiast klasycznego schematu - przystawka, danie główne, deser – karta Sztuczek zaprasza do kulinarnej podróży. Właścicielka poleca zamówić od dwóch do czterech talerzyków na parę: zimnych i ciepłych, wegańskich i mięsnych. Mniejsze porcje oznaczają też przystępniejsze ceny i możliwość dopasowania rachunku do budżetu. Bez marnowania jedzenia, za to z szansą na spróbowanie wielu smaków. Tu nikt nie zazdrości sąsiadowi jego dania, bo każde danie jest wspólne.
Kielczanie chętnie otworzyli się na tę nową dla nich formułę. Jedni znali talerzyki z restauracji w Warszawie czy Krakowie i ucieszyła ich możliwość jedzenia w ten sposób we własnym mieście. Inni odkryli koncept dopiero w Sztuczkach i szybko zaadaptowali go jako swój ulubiony sposób na wspólny posiłek.
Kuchnia bez granic
Za kartą Sztuczek stoi szef kuchni Damian Domagała, ceniony kielecki kucharz i juror konkursów kulinarnych. W Sztuczkach świetnie odnalazł się w idei, która przyświeca temu miejscu: nie zamykać się na konkretny rodzaj kuchni, lecz korzystać ze wszystkiego, co przyjdzie na myśl, i łączyć. Czasem z najprostszych składników wychodzą najlepsze i najbardziej zaskakujące połączenia.
Sztandarowym przykładem jest „Nie-tuńczyk" – pieczony arbuz marynowany w azjatyckich sosach, podany z burratą. Danie, które zaskakuje już nazwą, a potem nie pozwala o sobie zapomnieć. Obok niego frytki z cukinii: chrupiące, lekkie, idealne do dzielenia przy rozmowie. Krewetki z fasolą i chorizo, w których zderzają się żar i sytość. Pieczony seler z grillowanym batatem i kiszoną rzodkiewką, bo wege talerzyk w Sztuczkach potrafi być równie charakterny co mięsny. Policzek wołowy w sosie borowikowym, cielęcina katsu z pianką parmezanową czy filet z kaczki sous vide w panierce panko, gdzie jedwabista delikatność mięsa spotyka się z wyrazistym chrupnięciem. Karta zmienia się z sezonami, bo sezonowość tu to nie slogan, lecz codzienna praktyka.
Na deser: rurka cannolo z kremem limonkowym, mirabelką i świeżymi owocami. Absolutnie kultowy krem pistacjowy z włosami chałwowymi i kwaśnym sosem. Albo śliwki pod kruszonką z lodami waniliowymi, orzechami i kandyzowaną papają, podlane czerwonym winem. Słodki finał, który nie ustępuje temu, co przed nim.
Koktajle bez alkoholu, z pełnią smaku
Osobny rozdział to napoje. Espresso tonic z granatem na ciepłe popołudnia. Matcha latte i iced matcha z wanilią. Lemoniada limonkowa z pianką miętową, precyzyjna jak perfumy. A dla tych, którzy nie piją alkoholu, ale nie chcą rezygnować z rytuału koktajlu – seria placebo: Mali Boo, Rabarbaroni, Marharita. Nazwy, które bawią. Smaki, które traktują gościa poważnie.
Dlaczego Kielce potrzebowały Sztuczek
Przez lata w polskiej gastronomii obowiązywała cicha hierarchia miast: innowacyjne koncepty powstawały w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, a do mniejszych ośrodków docierały z opóźnieniem albo wcale. Sztuczki łamią ten schemat. To nie kopia stołecznego lokalu. To autorski projekt, który mógł powstać tylko tutaj – na placu noszącym imię artystów, w budynku, który pamięta zapach farby, w mieście, które buduje własną tożsamość kulinarną. Agnieszka Tworek postawiła na odwagę: połączyła profesjonalną gastronomię z żywą galerią sztuki, food sharing z lokalnością, kuchnię autorską z duchem wspólnoty.
„Nie zamawiaj dla siebie. Zamawiaj dla wszystkich" – to motto Sztuczek. Ale ta zasada wykracza daleko poza kartę dań. W Sztuczkach dzieli się smakiem, sztuką, rozmową. I właśnie to czyni je miejscem, które zmienia nie tylko to, jak Kielce jedzą, ale też to, jak Kielce o sobie myślą.
i