- Reporter Polskiej Agencji Prasowej Tomasz Więcławski został zaalarmowany o sprawie przez jednego ze społeczników. Natychmiast poinformował o tym sygnale Urząd Miasta Torunia. 2 stycznia rzecznik prezydenta Gulewskiego Marcin Centkowski przekazał, że nielegalna wycinka miała miejsce na powierzchni blisko 1,3 ha w granicach obszaru Natura 2000 na Kępie Bazarowej.
- - Wygląda to na robotę szaleńca. Nie wierzę jednak, że nikt wokół nie słyszał, gdy ścinanie siekierami trwało - powiedział PAP Mariusz Warachim, wiceprezes Fundacji Zielone Kujawy.
- Władze grodu Kopernika apelują do mieszkańców o pomoc w tej sprawie. Szczegóły na se.pl.
Toruń: Nielegalna wycinka na Kępie Bazarowej. Skandal na obszarze Natura 2000
Komunikat o wspominanej wycince pojawił się 2 stycznia na profilu Urzędu Miasta Torunia na Facebooku. - W połowie grudnia ub. przeprowadziliśmy kontrolę drzewostanu na Kępie Bazarowej. Nie zidentyfikowaliśmy jakiejkolwiek wycinki drzew czy krzewów. Żadnej też nie planowaliśmy - czytamy we wpisie.
- Po informacji od mieszkańców o wycince drzew - dzisiaj od wczesnych godzin porannych Wydział Środowiska i Ekologii Urzędu Miasta Torunia podjął działania zmierzające do wyjaśnienia sprawy. Potwierdzono nielegalną wycinkę żywych drzew i krzewów. Niezwłocznie zawiadomiono policję o możliwości popełnienia przestępstwa. Straty przyrodnicze są znaczące. Wycince uległy drzewa i krzewy na powierzchni blisko 1,3 ha, w głębi drzewostanu lasu łęgowego, w granicach obszaru Natura 2000. Ten haniebny czyn musiał mieć miejsce w okresie świątecznym - przekazały 2 stycznia władze miasta i skierowały apel o pomoc oraz przekazywanie jakichkolwiek informacji KMP w Toruniu.
Dalszy ciąg materiału znajduje się pod galerią ze zdjęciami!
Świadek: Słyszałem ewidentnie jedną siekierę
W minioną niedzielę (4 stycznia 2026) reporter PAP dotarł do świadków wycinki. Dziennikarz agencji spotkał ich w pobliżu miejsca wycinki nad Wisłą. - W Wigilię byliśmy tutaj na spacerze. To było w dzień, bo znacznie przed bezpośrednimi przygotowaniami do kolacji wigilijnej. Słyszałem ewidentnie jedną siekierę, ale nie mogłem zlokalizować dokładnie tego miejsca. To było w pobliżu mostu drogowego. Zastanawiałem się nawet, czy to ktoś ścina czy rąbie drzewo na jakieś ognisko świąteczne. Odgłos siekiery w obszarze chronionym jednak mnie zdziwił - powiedział PAP pan Robert.
Będąca z nim wtedy i w niedzielę na spacerze kobieta potwierdziła, że ewidentnie 24 grudnia ktoś w tym terenie używał siekiery, bo niosły się jej odgłosy. Mężczyzna dodał, że trudno sobie wyobrazić tyle powalonych drzew w krótkim czasie. - Może sprawcy rąbali na zmianę, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Nie mam żadnych skrupułów dla takich zachowań. Jeżeli ktoś niszczy przyrodę bez sensu i tylko dla własnej korzyści, to uważam, że powinny być nakładane niesamowicie wysokie kary - ocenił rozmówca Polskiej Agencji Prasowej.
Do PAP zgłosił się także Henryk Sośnicki, który spacerował po Kępie Bazarowej w listopadzie i już wówczas widział w tym terenie wiele powalonych drzew. W niedzielę na miejscu powiedział, że na terenie w pobliżu punktu widokowego większość ściętych drzew leżała już na ziemi w listopadzie. Jako później wycięte drzewa wskazał te bliżej mostu drogowego.
PAP zapytała rzecznika prasowego magistratu o taki sygnał. Marcin Centkowski przekazał agencji, że ten mężczyzna nie kontaktował się z miastem w sprawie wycinki. Powtórzył, że w grudniu w pobliżu była inwentaryzacja zamierających topól i nie zauważono wycinki. Sośnicki podkreślił w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że nie zgłosił tej sprawy w listopadzie, bo do głowy mu nie przyszło, aby ktoś w chronionym terenie mógł dokonywać wycinki na tę skalę nielegalnie. Dopiero po ostatnich informacjach połączył fakty i skontaktował się ze wspominanym wyżej reporterem.
Mariusz Warachim: Wygląda to na robotę szaleńca
Wiceprezes Fundacji Zielone Kujawy Mariusz Warachim był w piątek (2 stycznia) na miejscu wycinki. - Wygląda to na robotę szaleńca. Nie wierzę jednak, że nikt wokół nie słyszał, gdy ścinanie siekierami trwało. Nigdy niczego takiego nie widziałem w obszarze chronionym. Tu nawet nie chodziło o kradzież drewna, a o jakiś obłęd i myślenie na zasadzie: naprawię las. Tak to wygląda. Inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Część drzew była ścięta z liśćmi, więc musiało to być jesienią, ale większość padła na pewno w grudniu. Gdy drzewo spada, jest jednak huk. Samo rąbanie siekierą to także trzask i hałas. Naprawdę dziwne jest to, że tego nikt nie słyszał - analizował Warachim.
Podkreślił, że zrąbano przede wszystkim cenne gatunki drzew. Fundacja Zielone Kujawy złożyła zawiadomienie w tej sprawie do Urzędu Marszałkowskiego. - Urząd miasta szybko zadziałał, to trzeba pochwalić. Znaleźliśmy tu piękne, wielkie powalone klony polne o obwodzie w odziomku ok. 230 cm. Nie tknięto drzew suchych, które niedługo i tak padną, ale wycięto same cenne gatunki. Tragedia - ocenił Warachim.
UMT i KMP podjęły działania
Kierownik referatu utrzymania zieleni Urzędu Miasta Torunia Tomasz Kozłowski powiedział PAP w piątek, że pracuje w tej branży kilkadziesiąt lat, ale takich szkód wykonanych w obszarze chronionym bez żadnego jasnego powodu nie widział. - Przecież tu nikt nie robił tego, aby ukraść drewno. Drzew powalonych jest kilkaset. Zdecydowana większość to drzewa zdrowe. Nikt od dziesięcioleci nie tnie w lasach siekierami. Trudno mi uwierzyć w to, co tu widzę - mówił wyraźnie poruszony Kozłowski, cytowany przez PAP.
Wyjaśnił, że miasto zgłosiło na policję znaczne straty w środowisku w obszarze chronionym. - Musiało do tego dojść w okresie świątecznym. Ile osób musiało to robić? Trudno powiedzieć. Odgłos siekiery nie jest tak alarmujący jak piły motorowej, więc może dlatego nikt nic nie zgłaszał - powiedział Kozłowski.
Magistrat podkreśla, że straty przyrodnicze są znaczące. Urząd Miasta zwrócił się do mieszkańców z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy. Kozłowski powiedział PAP, że tak masowe nielegalne działanie powoduje realne obawy o miejski drzewostan. Około kilometra od miejsca zdarzenia znajduje się rezerwat Kępa Bazarowa.
Dr Lucjan Rutkowski z Instytutu Biologii UMK powiedział PAP na miejscu, że wśród ściętych drzew są klony jawory, olchy, wiązy, jesiony. Część miała średnicę ponad 100 centymetrów i mogła rosnąć ok. 70-80 lat. Wycięto też wiele młodszych drzew. - Trudno mi sobie wyobrazić, ile siły i pracy trzeba, żeby dokonać tak wielkiej wycinki. Najgorsze jest to, że w wielu punktach w miejsce rodzimego drzewostanu wejdzie teraz inwazyjny klon jesionolistny - ocenił przyrodnik.
Rzecznik prasowy toruńskiej policji asp. Dominika Bocian potwierdziła PAP prowadzenie czynności w tej sprawie przez funkcjonariuszy. - Policjanci zostali powiadomieni przez pracownika Urzędu Miasta o nielegalnym wycięciu drzew na terenie Natura 2000 przy ul. Majdany w Toruniu. Policjanci udali się na miejsce i prowadzili pierwsze czynności, m.in. oględziny - przekazała asp. Bocian.
Do sprawy wrócimy w "Super Expressie".