Spis treści
Wyjazd do sanatorium okazał się koszmarem
O całej sprawie napisał jako pierwszy portal aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl, do którego zgłosiła się bohaterka historii. Kuracjuszka do sanatorium w Ciechocinku wyjechała z ramienia NFZ i miała nadzieję na relaksujący pobyt w znanej uzdrowiskowej miejscowości. Wyjazd miał trwać 21 dni, lecz niestety - jak wspominaliśmy - po tygodniu seniorka postanowiła wrócić do domu.
Polecany artykuł:
Kuracjuszka opuściła sanatorium po tygodniu
Kobieta postanowiła dopłacić, aby nieco polepszyć sobie pobyt i skorzystała z opcji pokoju jednoosobowego. Nie spodziewała sie jednak, że w środku zastanie pluskwy... Kuracjuszka już po pierwszym dniu zauważyła na ciele czerwone ślady i zgłosiła to pracownikom obiektu. Lekarz obecny na miejscu nie potwierdził jednak, że były to ugryzienia pluskiew. Minęła kolejna noc i pojawiły się kolejne ugryzienia, więc postanowiono przenieść seniorkę do innego pokoju na czas dezynfekcji. Niestety po trzech dniach do czyszczenia prawdopodobnie nie doszło.
Przeniosłam tylko przybory toaletowe. Reszta rzeczy została w poprzednim pokoju, który — jak mnie zapewniono — miał zostać poddany dezynfekcji. Wróciłam tam po trzech dniach i zauważyłam, że ręcznik oraz pościel były te same. Do dziś nie wiem, czy dezynfekcja rzeczywiście została przeprowadzona - mówiła w rozmowie z serwisem aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl.
Obawiając się kolejnych ugryzień kuracjuszka postanowiła spać na podłodze, a gdy nastąpił 7 dzień pobytu padła decyjza o opuszczeniu obiektu.
Zapłaciłam 870 zł za pokój jednoosobowy i opłatę uzdrowiskową. Skorzystałam z pobytu tylko przez siedem dni, ale nie ma mowy o zwrocie pieniędzy. Czuję się oszukana. To jednak nie jest najważniejsze. Nikt nie udzielił mi pomocy, chciano wypisać jedynie receptę. We wszystkich aptekach w Ciechocinku stwierdzono, że to ugryzienia po pluskwach i konieczne jest leczenie - mówiła w rozmowie z serwisem aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl.
Dalsza część artykułu znajduje się pod galerią.
Nadmorskie uzdrowisko czeka na kuracjuszy. Przed znanym sanatorium pustki
Sanatorium w Ciechocinku odpowiada na zarzuty
Do całej sprawy postanowiło odnieść się sanatorium, w którym miała miejsce sytuacja. Ośrodek twierdzi, iż posiada dokumentację potwierdzającą przeprowadzenie wszelkich istotnych działań.
Posiadamy dokumentację potwierdzającą przeprowadzone działania. Firma wykonująca usługę nie stwierdziła obecności pluskiew ani innych insektów w pokoju - relacjonowało kierownictwo sanatorium Chemik, cytuje portal onet.pl.
Placówka dodała także, iż ugryzienie mogło mieć związek z wysokimi temperaturami i otwartymi oknami w pokojach:
Kuracjusze mieli otwarte okna, a sanatorium znajduje się w parku, wśród drzew i zieleni. Nie można wykluczyć, że do pokoju dostały się meszki, komary lub inne owady. Zaproponowano pani inny pokój na czas dezynsekcji. Po upływie wymaganego okresu karencji, wywietrzeniu i odświeżeniu, kuracjuszka musiała wrócić do poprzedniego pokoju ze względu na to, że był już sprzedany, ale oba pokoje miały ten sam standard