Karne LEWATYWY w szpitalu w Starogardzie Gdańskim? Szokujące ustalenia TVN

2020-02-14 16:00 PT
Karne LEWATYWY w szpitalu w Starogardzie Gdańskim? Szokujące ustalenia TVN
Autor: Pixabay.com Karne LEWATYWY w szpitalu w Starogardzie Gdańskim? Szokujące ustalenia TVN

O Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim głośno jest już od kilku lat. Dekadę temu koszmar Norberta i kilkudziesięciu innych pacjentów osiągnął apogeum. Dramat bezbronnych podopiecznych, którzy w placówce mieli znaleźć pomoc, trwał długo i wciąż się za nimi ciągnie. Do sprawy we wstrząsającym reportażu wraca emitowany w telewizji TVN program "Uwaga". Na światło dzienne wychodzą szokujące informacje o praktykach stosowanych wobec nieletnich. To m.in. karne lewatywy, poniżanie i zamykanie w izolatce na wiele dni...

Placówka w Starogardzie Gdańskim miała pomagać młodzieży z zaburzeniami psychicznymi i uzależnieniami. W styczniu 2009 roku trafił tam 16-letni wówczas Norbert. - Syn miał problemy z alkoholem. Nadużywał. Coraz częściej zdarzało się, że koledzy w nocy przyprowadzali go nieprzytomnego i zostawiali pod bramką. Baliśmy się, że któregoś dnia go nie przyniosą. Zgłosiliśmy się do Sądu Rejonowego w Braniewie i w bardzo szybkim trybie zostaliśmy skierowani do ośrodka w Starogardzie. To była trudna decyzja, ale nie mieliśmy wyboru - mówi matka dorosłego już Norberta przed kamerą reportażystów "Uwagi".

Miała to być zwykła terapia odwykowa. Rodzice mogli odwiedzać chłopca na zaledwie kwadrans tylko raz w miesiącu. Wszystko działo się pod okiem kamery oraz personelu. - Dziwiliśmy się, że każde odwiedziny, pomimo że jest to szpital, są ustalane przez panią ordynator. Uznaliśmy, że widocznie ma to jakiś efekt terapeutyczny. Ale kiedy syn zaczął opowiadać o stosowanych karach, pomyśleliśmy, że coś zaczyna być nie tak - mówi matka Norberta.

Jak wynika z relacji mężczyzny, praktyki terapeutyczne wprowadzane przez ordynator były bezwzględne i brutalne. W reportażu "Uwagi" Norbert ujawnia szokujące szczegóły. - Kolega z pokoju podczas spaceru po korytarzu machał rękami i zauważyła to ordynator. Związali mu ręce na tydzień, żeby się nauczył chodzić jak człowiek - opowiada były pacjent placówki. Wspomina też o godzinach stania w miejscu w ramach kary za nieotwarcie drzwi przed zwierzchniczką placówki, podawanych dziesiątkami karnych zastrzykach z solą fizjologiczną, kłuciu po nogach i pośladkach.

Rodzice widzieli, jak syn cierpi, jednak nie mogli wydostać nastolatka ze szpitala. Nie zgodził się na to sąd. Za murami w tym czasie miały dziać się straszne rzeczy. - Podczas odwiedzin któryś z rodziców przekazał pacjentowi paczkę papierosów i zapalniczkę. Papierosy zostały skonfiskowane, a zapalniczka przez któregoś z pacjentów została wyrzucona przez okno. Pani ordynator wpadła na pomysł, że trzeba koniecznie znaleźć zapalniczkę, bo może dalej znajdować się na oddziale. Jako jedną z form kary wszyscy chłopcy, którzy tam byli, mieli zrobione lewatywy w celu znalezienia zapalniczki. Pacjenci, którzy się buntowali, byli doprowadzani przez salowych na siłę. Wykręcano im ręce, doprowadzano do pomieszczenia, gdzie ordynator stała w rękawiczkach i wykonywała badanie - mówi Norbert.

Wyemitowany w TVN reportaż "Uwagi" ujawnia też inne sposoby karania pacjentów, m.in. gnębienie poprzez przywieszanie tabliczek z obraźliwymi napisami. Szok wśród widzów wzbudził wątek dotyczący trzymanej w izolatce dziewczyny. - Ona była uderzona. On [pielęgniarz - przyp. red.] poszedł wyłączyć wszystkie kamery, wszedł na oddział, pociągnął ją za włosy, ona upadła na ziemię, a on ją kopnął. Przez cały korytarz ciągnął ją za włosy do izolatki. To około 70 metrów. W izolatce została przypięta pasami, w formie krzyża. Założył jej chustę na twarz, żeby nic nie widziała. Tak leżała przez parę dni. W izolatce spędziła około pięć miesięcy. Była wypuszczana raz na dwa dni, po to, żeby posprzątała po sobie odchody, które zrobiła w łóżku - mówi Norbert i wspomina zapach, który unosił się w pobliżu, gdy młoda kobieta miała okres. Miały doskwierać jej bolesne odleżyny i odparzenia. Zdaniem mężczyzny skargi na zachowanie personelu puszczano mimo uszu, a poszkodowanym nikt nie chciał uwierzyć.

Kilka miesięcy po wydostaniu Norberta ze szpitala sprawa nabrała rozgłosu. Anna M. została zwolniona dyscyplinarnie. Miał to być początek lawiny konsekwencji, jednak ordynator do tej pory nie usłyszała wyroku. Jak przekazała autorom reportażu Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, poszkodowane są aż 42 osoby. Zarzuty sformułowano wobec trojga podejrzanych, a dotyczą one znęcania się psychicznego i fizycznego. - Chodzi o podejmowanie bezpodstawnych decyzji o przedłużaniu stosowania unieruchomienia i izolacji, karanie przez długotrwałe utrzymywanie w pozycji stojącej, polewanie zimną wodą z prysznica, ograniczanie kontaktów z członkami rodziny. W przypadku dwóch pacjentów to decyzja o wyprowadzeniu w piżamie i boso na śnieg i mróz. Chodzi też o nadmierne stosowanie iniekcji, w tym iniekcji placebo. Poniżanie, w tym przyczepianie karteczek obraźliwych dla danej osoby - powiedziała rzeczniczka gdańskiej prokuratury.

Dlaczego wszystko tak długo trwa, a wyrok nadal nie zapadł? - Przeszkodą jest ilość świadków. Prokurator powołał w akcie oskarżenia 112 świadków. Sędzia przesłuchał już ponad stu z nich, do przesłuchania pozostało jeszcze około 10 osób. Są to świadkowie najbardziej problematyczni, jeżeli chodzi o możliwość wezwania na rozprawę, jedna z osób jest poszukiwana listem gończym, ale oczywiście nie w tej sprawie - tłumaczył w rozmowie z autorami reportażu Tomasz Adamski, rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku.

- Mija już 10 lat i nie widać żadnego efektu. Najbardziej bolesne jest to, że pani ordynator przez te 10 lat nawet na moment nie miała zawieszonego prawa do wykonywania zawodu. Ona cały czas jest psychiatrą. Z tego, co wiem, ona wciąż pracuje z ludźmi. To jest najstraszniejsze - powiedziała przed kamerą TVN matka Norberta.

Pacjenci i ich bliscy czekają na sprawiedliwość. Na ławie oskarżonych obok zwolnionej dyscyplinarnie ordynator zasiada jeszcze dwóch byłych pielęgniarzy. Z ustaleń dziennikarzy "Uwagi" wynika, że wyrok może zapaść jeszcze w tym roku.

Cały reportaż wyemitowany przez TVN jest dostępny tutaj...