4-latek ciągnięty przez tramwaj. Ta tragedia wstrząsnęła Warszawą. Motorniczy czeka na wyrok. "Poniósł już karę"

2026-02-03 23:03

Po dwóch latach procesu zakończyły się mowy końcowe w sprawie śmierci 4-letniego chłopca, który w sierpniu 2022 roku zginął po tym, jak tramwaj ciągnął go przez kilkaset metrów. Prokuratura domaga się dla motorniczego Roberta S. kary sześciu lat więzienia. Wyrok ma zostać ogłoszony jeszcze w lutym.

  • Do tragedii doszło 12 sierpnia 2022 roku na ul. Jagiellońskiej w Warszawie
  • Drzwi tramwaju przytrzasnęły nóżkę 4-letniego chłopca
  • Pojazd ciągnął dziecko przez kilkaset metrów, chłopiec zginął na miejscu
  • Motorniczy Robert S. jest oskarżony o naruszenie zasad bezpieczeństwa i spowodowanie śmiertelnego wypadku
  • Prokuratura żąda dla niego 6 lat więzienia
  • Pełnomocnik rodziny podkreślał, że tragedia miała wynikać z braku koncentracji prowadzącego
  • Obrońca motorniczego przekonywał, że wypadek zrujnował życie oskarżonego i więzienie może skończyć się kolejną tragedią
  • Wyrok ma zapaść jeszcze w tym miesiącu

W sierpniu 2022 roku na ul. Jagiellońskiej w Warszawie doszło do niewyobrażalnej tragedii. Drzwi tramwaju przytrzasnęły nóżkę 4-letniego chłopczyka, a pojazd ciągnął go przez kilkaset metrów. Chłopiec zginął na miejscu. Motorniczy Robert S. jest oskarżony m.in. umyślne naruszenie zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym oraz nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

We wtorek 3 lutego zakończyły się mowy końcowe w trwającym od dwóch lat procesie. Prokurator żąda dla Roberta S. kary sześciu lat więzienia. - To nie był, jak wiadomo, pierwszy kurs pana S. Był on doświadczonym motorniczym, a wizualizacja i zgromadzony materiał wskazują, że niedostrzeżenie tej dramatycznej sytuacji z 12 sierpnia tkwi wyłącznie w braku należytej obserwacji, należytej koncentracji przez prowadzącego tramwaj - powiedział pełnomocnik rodziny zmarłego w wypadku 4-latka. Słowa mecenasa przytacza TVN Warszawa.

Czytaj tez: 4-letni chłopczyk zginął ciągnięty przez tramwaj. "Nagle usłyszałam krzyk". Świadkowie nigdy tego nie zapomną

Feralnego dnia Robert S. prowadził tramwaj typu 105N. To stary model, w którym pierwsze i ostatnie drzwi znajdują się na załamaniach niewidocznych z kabiny motorniczego. Robert S. nie przyznaje się do winy. - Ten wypadek zmienił jego życie, zmienił osobowość. Pan Robert S. nigdy nie podniesie się już z tego wypadku. [...] Jak pan Robert S. trafi do więzienia w takim stanie, w jakim jest, to jest duże prawdopodobieństwo, że stanie się tragedia. Robert S. poniósł już karę - mówił obrońca motorniczego.

Wyrok zapadnie jeszcze w tym miesiącu.

Czterolatek zginął ciągnięty przez tramwaj. Są zarzuty dla motorniczego! Szokujące ustalenia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki