43-latka odesłana ze szpitala do domu z bólem w klatce piersiowej. Kilka dni później zmarła

2026-04-02 14:32

Rodzina 43-letniej Justyny Sobczak z Sierpca chce ustalić, co doprowadziło do śmierci kobiety, która wcześniej zgłosiła się do szpitala z poważnymi dolegliwościami, ale została odesłana do domu. Sprawą zajmują się śledczy, a bliscy wskazują na możliwe błędy medyczne i brak istotnej dokumentacji.

Kilka dni później zmarła

i

Autor: Unsplash.com

Wizyta, która nie zapowiadała tragedii

Do dramatycznych wydarzeń doszło 28 grudnia. Jak czytamy w materiale programu „Magazyn Ekspresu Reporterów” emitowanego na antenie TVP2, Justyna Sobczak zgłosiła się do szpitala w Sierpcu z silnym bólem w klatce piersiowej oraz dusznościami.

Kobieta oczekiwała na przyjęcie około godziny. Wykonano badanie EKG, które – według lekarza – nie wskazywało na niepokojące zmiany. Pacjentce podano środki przeciwbólowe i zalecono powrót do domu.

Jak podkreślają bliscy, kobieta nie otrzymała dokumentacji medycznej ani zapisu badania. Opuściła szpital wyłącznie z receptą.

Śmierć 3–miesięcznej Basi w szpitalu miejskim w Krakowie. Apelacja stron

Nagły zwrot i dramatyczna walka

Jeszcze tego samego dnia stan 43-latki uległ gwałtownemu pogorszeniu. Zaczęła mieć poważne problemy z oddychaniem i traciła przytomność. Jej syn rozpoczął reanimację, a następnie na miejsce wezwano pogotowie.

Kobieta trafiła do szpitala w Płocku, gdzie lekarze zdiagnozowali ostry zawał serca. Mimo intensywnej terapii nie udało się jej uratować. Zmarła 2 stycznia, pozostawiając dwoje dzieci.

— Była najlepszą mamą, jaką mogłem mieć — wspominał syn cytowany przez ogólnopolskie media.

Śledztwo i wątpliwości rodziny

Prokuratura Okręgowa w Płocku wszczęła postępowanie 5 stycznia. Śledztwo dotyczy podejrzenia narażenia pacjentki na utratę życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci.

Zabezpieczono dokumentację medyczną z trzech źródeł: szpitali w Sierpcu i Płocku oraz zespołu ratownictwa medycznego. Trwają przesłuchania personelu medycznego.

Rodzina wskazuje na możliwe uchybienia. Jak zaznacza pełnomocnik bliskich, adwokat Lidia Jabłońska, istnieje podejrzenie błędu diagnostycznego, a wyniki badań mogły zostać niewłaściwie ocenione. Dodatkowo – według relacji rodziny – brakuje kluczowego dowodu, czyli oryginalnego zapisu EKG.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że lekarz przyjmujący kobietę nie miał dużego doświadczenia zawodowego. Nieoficjalnie wiadomo, że nadal pracuje w tej placówce. Dyrekcja szpitala nie zabrała głosu w tej sprawie.

Sonda
Czy lekarze powinni odpowiadać karnie za błąd w sztuce medycznej?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki