Wizyta, która nie zapowiadała tragedii
Do dramatycznych wydarzeń doszło 28 grudnia. Jak czytamy w materiale programu „Magazyn Ekspresu Reporterów” emitowanego na antenie TVP2, Justyna Sobczak zgłosiła się do szpitala w Sierpcu z silnym bólem w klatce piersiowej oraz dusznościami.
Kobieta oczekiwała na przyjęcie około godziny. Wykonano badanie EKG, które – według lekarza – nie wskazywało na niepokojące zmiany. Pacjentce podano środki przeciwbólowe i zalecono powrót do domu.
Jak podkreślają bliscy, kobieta nie otrzymała dokumentacji medycznej ani zapisu badania. Opuściła szpital wyłącznie z receptą.
Nagły zwrot i dramatyczna walka
Jeszcze tego samego dnia stan 43-latki uległ gwałtownemu pogorszeniu. Zaczęła mieć poważne problemy z oddychaniem i traciła przytomność. Jej syn rozpoczął reanimację, a następnie na miejsce wezwano pogotowie.
Kobieta trafiła do szpitala w Płocku, gdzie lekarze zdiagnozowali ostry zawał serca. Mimo intensywnej terapii nie udało się jej uratować. Zmarła 2 stycznia, pozostawiając dwoje dzieci.
— Była najlepszą mamą, jaką mogłem mieć — wspominał syn cytowany przez ogólnopolskie media.
Śledztwo i wątpliwości rodziny
Prokuratura Okręgowa w Płocku wszczęła postępowanie 5 stycznia. Śledztwo dotyczy podejrzenia narażenia pacjentki na utratę życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci.
Zabezpieczono dokumentację medyczną z trzech źródeł: szpitali w Sierpcu i Płocku oraz zespołu ratownictwa medycznego. Trwają przesłuchania personelu medycznego.
Rodzina wskazuje na możliwe uchybienia. Jak zaznacza pełnomocnik bliskich, adwokat Lidia Jabłońska, istnieje podejrzenie błędu diagnostycznego, a wyniki badań mogły zostać niewłaściwie ocenione. Dodatkowo – według relacji rodziny – brakuje kluczowego dowodu, czyli oryginalnego zapisu EKG.
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że lekarz przyjmujący kobietę nie miał dużego doświadczenia zawodowego. Nieoficjalnie wiadomo, że nadal pracuje w tej placówce. Dyrekcja szpitala nie zabrała głosu w tej sprawie.