Egzotyczne kleszcze już w Polsce. Naukowcy wykryli groźne bakterie
Afrykańskie kleszcze z rodzaju Hyalomma nie są już rzadkością w Polsce. I niestety przenoszą choroby. Jak informują naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, wszystkie cztery okazy, które trafiły do badań, zawierały patogenne bakterie. Chodzi o riketsje R. aeschlimannii, które mogą wywoływać u ludzi choroby z grupy tzw. gorączek plamistych. Objawy zakażenia to przede wszystkim wysoka gorączka, silne osłabienie, bóle mięśni i charakterystyczna zmiana skórna w miejscu ukłucia. Co ważne, bakteria ta wcześniej nie była notowana w Polsce. Badania są częścią akcji „narodowe kleszczobranie”, która trwa od 2024 roku. Naukowcy proszą Polaków, by po spacerach dokładnie sprawdzali siebie i swoje zwierzęta. Zebrane kleszcze można wysłać do laboratorium w Warszawie. Dzięki temu powstaje mapa ich występowania. Do tej pory zgłoszono ponad 400 przypadków różnych kleszczy. Największe zainteresowanie budzą właśnie Hyalomma. Choć oficjalnie zbadano tylko cztery sztuki, zgłoszeń jest więcej. Kleszcze te były znajdowane m.in. na Śląsku i w Wielkopolsce.
Po napiciu się krwi nowe kleszcze mogą mieć nawet 2 centymetry długości. Potrafią też śledzić ofiarę przez kilkaset metrów
To nie są zwykłe kleszcze. Są duże – po napiciu się krwi mogą mieć nawet 2 centymetry długości. Potrafią też śledzić ofiarę przez kilkaset metrów. Najczęściej atakują zwierzęta, ale są groźne także dla ludzi. Na w badanych osobnikach nie wykryto wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej, który jest szczególnie niebezpieczny. Nie oznacza to jednak, że problem można lekceważyć. Ciepła i sucha wiosna sprzyja tym kleszczom. Trafiają do Europy razem z ptakami migrującymi z Afryki. To oznacza, że w najbliższych miesiącach może ich być więcej. Eksperci radzą, by po każdym spacerze dokładnie oglądać ciało i sierść zwierząt. Jeśli ktoś znajdzie nietypowo dużego kleszcza, powinien zrobić zdjęcie i zgłosić to naukowcom. Najlepiej jednak wysłać samego pasożyta do badań. Kleszcza należy usuwać ostrożnie, bez szarpania. Najlepiej użyć pęsety lub specjalnych narzędzi. Potem trzeba go zamrozić i zapakować wraz z informacją, gdzie i kiedy został znaleziony. Im więcej danych zbiorą naukowcy, tym lepiej będzie można ocenić zagrożenie.