Agresywna kobieta dobijała się do drzwi 37-latki. Na 112 usłyszała: "Proszę się uspokoić i nie blokować linii"

2026-04-02 13:03

37-letnia Zosia przeżyła chwile grozy we własnym mieszkaniu na warszawskiej Woli. Pijana i agresywna napastniczka próbowała wedrzeć się do jej domu. Zszokowana lokatorka zadzwoniła pod numer 112, jednak odpowiedź dyspozytora wprawiła ją w osłupienie. Jak do całej sytuacji odnosi się stołeczna policja?

Numer 112 - zdj. ilustracyjne

i

Autor: KMP Zamość/ Pexels.com kolaż

Dramat na warszawskiej Woli. Agresorka próbowała wyważyć drzwi

O bulwersującej sprawie jako pierwsza poinformowała "Gazeta Wyborcza". Pierwszego dnia grudnia 2025 roku 37-letnia Zosia spędzała czas w swoim mieszkaniu na Woli w Warszawie. W pewnym momencie dobiegł ją dźwięk manipulowania przy zamku, a zaraz potem głośne walenie w drzwi. Gdy sprawdziła sytuację przez wizjer, dostrzegła nieznajomą, która za wszelką cenę chciała wejść do środka. Początkowo 37-latka uznała to za zwykłą pomyłkę i poinformowała o tym intruzkę, prosząc o jej odejście.

Niestety, ta uwaga zadziałała na awanturującą się kobietę niczym płachta na byka. Stojąca na klatce schodowej furiatka wpadła w szał, obrzucając lokatorkę wulgaryzmami, a następnie zaczęła rzucać się z impetem na drzwi, chcąc je za wszelką cenę wyłamać.

Zrozpaczona ofiara natychmiast wybrała numer alarmowy 112, jednak reakcja po drugiej stronie słuchawki kompletnie ją zdruzgotała.

- Powiedziałam, że ktoś próbuje dostać się do mieszkania i jest agresywny. Płakałam do słuchawki i prosiłam o pomoc. Usłyszałam, żebym się uspokoiła. Jeśli się boję, mam schować się w łazience i "nie blokować linii" - przekazuje w rozmowie z "GW" Zosia. 

Awantura na korytarzu przyciągnęła uwagę sąsiadki z naprzeciwka, pani Joanny, która zdecydowała się otworzyć swoje drzwi. Jej zdaniem agresywna intruzka znajdowała się pod bardzo wyraźnym wpływem alkoholu, co zdradzał silny zapach.

- Dobijała się do drzwi i krzyczała po rosyjsku lub ukraińsku. Była bardzo silna. Miałam wrażenie, że drzwi wypadną z zawiasów - przekazywała Joanna.

Relacjonująca to brutalne zdarzenie sąsiadka dodała, że z wrzasków awanturującej się kobiety jasno wynikało, iż bierze ona to mieszkanie za lokum swojego partnera, u którego rzekomo przebywa inna kobieta.

- To utwierdziło mnie w przekonaniu, że ona się po prostu pomyliła i wpadła w szał - mówiła sąsiadka.

Obserwując wsparcie ze strony pani Joanny, Zosia postanowiła uchylić drzwi, mając nadzieję, że we dwie zdołają w końcu opanować furiatkę.

- Gdy tylko otworzyłam drzwi, kobieta wsadziła w nie nogę, otworzyła na oścież i zaczęła szarpać mnie za włosy - przekazała.

Wywiązała się bardzo brutalna szarpanina, w efekcie której 37-latka wylądowała na klatce schodowej, podczas gdy atakująca wdarła się do jej przedpokoju i z impetem zatrzasnęła za sobą drzwi.

Z pomocą pospieszyło kilku innych mieszkańców bloku. Trzech odważnych mężczyzn ostatecznie wtargnęło do lokalu pani Zosi, odnajdując wewnątrz oszołomioną i półprzytomną agresorkę. Szybko wyszło na jaw, że jest to jedna z lokatorek tego samego budynku. Wkrótce po tym oburzającym zajściu właściciel wynajmowanego przez nią mieszkania nakazał jej opuszczenie lokalu.

Według relacji 37-letniej Zosi, patrole policyjne pojawiły się na miejscu dopiero po upływie sześciu godzin, a przybyli funkcjonariusze mieli rzekomo potraktować ten niebezpieczny incydent z ogromnym lekceważeniem.

Opóźniona reakcja służb. Policja komentuje sytuację

Skierowaliśmy szczegółowe pytania dotyczące tych oskarżeń do oficera prasowego wolskiej komendy rejonowej policji, aby uzyskać oficjalne stanowisko służb w tej bulwersującej sprawie.

- Informuję, że policjanci pojechali na miejsce zgłoszenia z numeru 112 i podjęli tam czynności. W chwili przekazania samego zgłoszenia załogi patrolowe były chwilowo zajęte, ponieważ udzielały wsparcia innym osobom - przekazała nam nadkom. Marta Sulowska, dodając jednocześnie, że numer alarmowy 112 nie jest obsługiwany przez Policję, a zgłoszenia przyjmowane są przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR), a następnie przekazywane właściwym służbom zgodnie z ich kompetencjami.

- Policjanci, po zakończeniu wcześniejszych interwencji, pojechali na miejsce zgłoszenia, gdzie niezwłocznie podjęli czynności mające na celu wstępne ustalenie okoliczności zdarzenia. Zgłaszająca nie wymagała pomocy medycznej. Funkcjonariusze przeprowadzili rozmowę ze zgłaszającą oraz dokonali ustaleń z jednym z sąsiadów. W toku interwencji policjanci wykonali również czynności sprawdzające w miejscu, gdzie – według uzyskanych informacji – mogła przebywać wskazywana osoba. W lokalu panował spokój, a pomimo podjętych prób nikt nie otworzył drzwi - tłumaczy dalej rzecznik.

Z oficjalnej relacji mundurowych wynika, że poszkodowana otrzymała wyczerpujące informacje o swoich prawach oraz kolejnych krokach prawnych. Następnego dnia 37-latka złożyła formalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w jednostce policji. Dochodzenie jest obecnie w toku, śledczy intensywnie zajmują się zbieraniem materiału dowodowego, a nad całością postępowania czuwa Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola.

- Z dotychczasowych ustaleń wynika, że zdarzenie miało charakter incydentalny. Pokrzywdzona nie zgłaszała kolejnych incydentów z udziałem tej kobiety - kończy nadkom. Marta Sulowska.

Mimo tych zapewnień ze strony funkcjonariuszy, ofiara przyznaje, że po całym zdarzeniu odczuwała ogromny i paraliżujący lęk przed przebywaniem we własnym mieszkaniu i wychodzeniem na zewnątrz. Jej uzasadnione obawy potęgował fakt, że napastniczka była kilkukrotnie zauważona na terenie osiedla, nawet po oficjalnym wypowiedzeniu jej umowy najmu przez właściciela.

6-letni chłopiec uratował mamę. Chłopiec zadzwonił na numer 112, kiedy kobieta straciła przytomność

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki