Pamięć o Mai nie wygasła. I chyba długo nie wygaśnie
Dziewczyna została pochowana razem z ukochanymi dziadkami. Grób dosłownie tonie w kwiatach i ozdobach. Widać, że bliscy, znajomi i mieszkańcy cały czas przychodzą tu regularnie. Na jednym z kamieni ktoś napisał krótkie, ale przejmujące słowa: „Tęsknimy za Tobą”. Obok leży różaniec, serca i figurki aniołów. Są też dziecięce wiatraczki, motyle i maskotki. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś próbował zatrzymać choć odrobinę świata brutalnie odebranego 16-latce. To właśnie ta brutalność do dziś porusza ludzi w całej Polsce.
Maja zginęła w kwietniu 2025 roku. Jej ciało odnaleziono po dramatycznych poszukiwaniach. Sprawa od początku budziła ogromne emocje. Głównym podejrzanym został Bartosz G. Gdy odnaleziono ciało dziewczyny, 17-latek był już w Grecji. Wyjechał na szkolną wycieczkę. Zatrzymano go 6 maja w Katerini, ale później rozpoczęła się długa batalia ekstradycyjna. Greckie sądy analizowały kolejne odwołania, a rodzina Mai przeżywała kolejne miesiące dramatu i niepewności. Do Polski Bartosz G. wrócił dopiero w Boże Narodzenie — siedem miesięcy po tragedii.
Po przetransportowaniu do kraju usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Jak informował wcześniej „Super Express”, wokół jego zachowania od początku pojawiały się ogromne emocje. Nieoficjalnie mówiło się nawet, że bardziej niż losem ofiary miał przejmować się utratą wygód, które miał podczas pobytu w Grecji.
W oczekiwaniu na opinię biegłych
Obecnie Bartosz G. przebywa w areszcie śledczym w Płocku. Został także poddany obserwacji psychiatrycznej w zamkniętym szpitalu. Badania już się zakończyły, ale śledczy nadal czekają na kluczową opinię biegłych. Termin jej wydania wyznaczono na koniec maja, choć — jak słyszymy — może on jeszcze zostać przedłużony.
Ta opinia będzie miała ogromne znaczenie dla dalszego przebiegu śledztwa. Jeśli biegli uznają, że Bartosz G. był poczytalny w chwili popełnienia zbrodni, będzie odpowiadał karnie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Choć będzie sądzony jak dorosły, nie grozi mu dożywocie, bo w chwili popełnienia czynu miał 17 lat. Maksymalnie może usłyszeć wyrok 30 lat więzienia.
Ale dla rodziny Mai i ludzi, którzy codziennie odwiedzają jej grób, żaden wyrok nie cofnie tego, co się wydarzyło. Na cmentarzu w Działdowie nie trzeba pytać nikogo o pamięć. Widać ją od razu. W świeżych kwiatach mimo chłodnego dnia. W dziesiątkach zniczy. W pluszakach i listach zostawianych przez obcych ludzi. I w tym wielkim kamiennym aniele, który od roku stoi nad grobem dziewczyny, jakby dalej próbował ją chronić.
Anioł strzeże grobu Mai z Mławy dzień i noc: