Chciał pomóc, a spotkała go wielka krzywda. 17-letni Dominik opowiada o koszmarnym wypadku. "To straszne wspomnienie"

2026-05-08 16:45

17‑letni Dominik chciał jedynie pomóc kobiecie z dzieckiem wyjść z pociągu. Chwilę później sam znalazł się pod rozpędzającym się składem. Walka o jego życie trwała tygodniami, a lekarze nie dawali żadnych gwarancji. Dziś chłopak wrócił do domu i w poruszającym wywiadzie dla programu Uwaga! TVN opowiada, co pamięta z dramatycznych chwil i jak wygląda jego codzienność po wypadku.

17-letni Dominik pomagał kobiecie na stacji, wpadł pod pociąg. Nieoficjalnie: stracił nogi i rękę

i

Autor: OSP Jedlińsk/Facebook/ Facebook

Chciał pomóc kobiecie. Sekundy później walczył o życie

Do tragedii doszło 14 lutego na stacji Wola Bierwiecka, między Radomiem Głównym a Warszawą Gdańską. Dominik podróżował z mamą. Gdy zobaczył kobietę z wózkiem, bez wahania ruszył jej pomóc.

- Pamiętam moment wystawiania wózka i moment przytrzaśnięcia drzwi. To straszne wspomnienie – mówi 17‑latek.

W pewnym momencie drzwi składu się zamknęły i zaklinowały rękę nastolatka. Pociąg ruszył, a chłopak został wciągnięty pod koła. Jego mama, pani Agnieszka, natychmiast zerwała hamulec bezpieczeństwa i wybiegła na peron.

- Najpierw próbowałam otworzyć drzwi, a potem zerwałam hamulec, ale było za późno – wspomina nastolatek w rozmowie z reporterem "Uwagi".

Dominik leżał na torach z potężnym krwotokiem. Według relacji rodziny kierownik pociągu nie udzielił żadnej pomocy.

Szybka reakcja uratowała mu życie

Na pomoc ruszył pan Jan, mieszkaniec domu przy stacji. Usłyszał krzyk chłopaka i jego mamy.

- Zeskoczyłem i zobaczyłem, że chłopak z nogi ma silny krwotok. Zrobiłem opaskę zaciskową z szalika – opowiada w rozmowie z dziennikarzem.

Z bardzo poważnymi obrażeniami pilnie przetransportowano 17-latka do szpitala. Lekarze nie mają wątpliwości – bez tej reakcji Dominik by nie przeżył.

- Gdyby nie człowiek, który zaopatrzył Dominika na miejscu, chłopak z pewnością umarłby z powodu wykrwawienia – podkreśla dr Katarzyna Karczewska z radomskiego szpitala.

Operacja trwała 8 godzin, a później nastolatek został przewieziony do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Tam przez miesiąc był w śpiączce.

„Każdy dzień był jedną wielką niewiadomą”

Dominik doznał ekstremalnego urazu zmiażdżeniowego. Lekarze walczyli nie tylko o jego życie, ale też o to, by nie doszło do poważnych uszkodzeń mózgu.

- Było zagrożenie, że syn może nie wrócić do sprawności, także umysłowej – mówi reporterowi "Uwagi" pan Dariusz, ojciec chłopca.

Przełom nastąpił, gdy Dominik się wybudził.

- Spojrzeliśmy na siebie i wiedziałem, że będzie dobrze – wspomina ojciec.

- Uśmiechnął się. Powiedzieliśmy, że go bardzo kochamy – dodaje mama.

Pod koniec kwietnia Dominik opuścił szpital. Przed nim dalsze leczenie i rehabilitacja.

Dlaczego doszło do tragedii? Dominik: „To był błąd ludzki”

Prokuratura prowadzi śledztwo. Nikt nie usłyszał zarzutów. Kierownik pociągu zasłonił się niepamięcią.

Dominik nie ma wątpliwości:

- Myślę, że to błąd ludzki. Nieuwaga. Presja czasu.

Rodzina podkreśla, że Koleje Mazowieckie nie skontaktowały się z nimi ani razu od dnia wypadku.

Wsparcie płynie z całej Polski. Jak pomóc Dominikowi?

Po emisji reportażu do rodziny zaczęły napływać setki wiadomości i listów.

- Daje mi to poczucie, że nie jestem sam. A samotność to jedna z rzeczy, której się obawiam- – mówi Dominik.

Najbliższy cel rodziny to intensywna rehabilitacja, by poszkodowany nastolatek mógł wrócić do sprawności i kontynuować edukację. Rodzina prowadzi zbiórkę na dalsze leczenie i rehabilitację. Każdy może wpłacić datek na stronie fundacji Podaruj Dobro

Sonda
Lubisz podróżować pociągiem?
Łódzcy policjanci uratowali mężczyznę z pożaru

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki