Małżeństwo jest na skraju załamania nerwowego. Mieszkają w bloku na Bemowie. Nie są rodziną patologiczną. W domu nie ma przemocy i nie pije się alkoholu. Rodzina żyje skromnie. Rok temu zgłosili się do ośrodka pomocy społecznej na Bemowie po zasiłek, bo pan Ksawery był na etapie poszukiwania pracy. Pracownice OPS przyszły na wywiad i zamiast pomóc poskarżyły się do sądu na bałagan w mieszkaniu. Uznały, że brakuje warunków do wychowywania córki, bo na stole stoją nieumyte naczynia, w kącie wypatrzyły pajęczynę a ściany były przez małą porysowane.
i
Sąd z urzędu wszczął sprawę i bez udziału małżeństwa ograniczył prawa rodzicom i ustanowił kuratora. W postanowieniu zobowiązał rodziców do „uprzątnięcia mieszkania i zapewnienia właściwych warunków do przechowywania żywności” (inspektorzy OPS pisali o zepsutej lodówce) - Proszę zobaczyć, czy tu jest bałagan? Dziecko ma wszystko czego potrzeba. Lodówka działa – pokazuje zrozpaczona Anna Kozłowska. Rzeczywiście mieszkanie jest bardzo skromne. Naczynia myją w wannie bo nie ma zlewu. Ale dziecku niczego nie brakuje. Kobieta boi się, że następnym krokiem OPS będzie wniosek o odebranie jej dziecka. Dziewczynka w czasie wizyty naszego reportera w bemowskim mieszkaniu mówi smutno: - Ja nie chcę iść do domu dziecka. Chce mieszkać z mamusią i tatusiem…
- Nasi pracownicy mieli obawy, że warunki, w których przebywa dziecko są niewystarczające. A sąd rozstrzygnął w tej kwestii – stwierdza krótko Izabela Zwierz, dyrektor bemowskiego OPS.
Prawnik i specjalista od prawa rodzinnego i karnego twierdzi, że takie działanie mogło być nadużyciem. - Żeby ograniczać albo pozbawiać rodziców praw musi dochodzić do naprawdę patologicznych sytuacji. Tutaj do takiej nie doszło – uważa mecenas Maciej Woźniak.