Chodzi o planowaną autostradę A50, czyli część wielkiej Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej. Problem? Do dziś nie ma jednej, ostatecznej decyzji, którędy dokładnie ma przebiegać trasa. Na stole leży kilka wariantów, ale, jak twierdzą mieszkańcy, część z nich to wyrok dla całych miejscowości.
Najwięcej emocji budzą tzw. wariant tarczyński oraz warianty 1, 2 i 3, które oznaczają masowe wyburzenia domów i przecięcie gmin na pół. Ludzie chcą jednego: żeby droga powstała w śladzie istniejącej krajowej „pięćdziesiątki”, gdzie szkody byłyby najmniejsze.
Protest pod GDDKiA w sprawie wariantów A50
I właśnie dlatego w piątek emocje wybuchły. Przed siedzibą Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie zebrał się tłum mieszkańców. Transparenty, okrzyki i jedno żądanie: zatrzymać warianty, które zrujnują życia.
− Czujemy się pominięci i nie traktowani poważnie. Sprawa dotyczy setek rodzin − mówi jeden z organizatorów protestu. I nie kryje frustracji: − Odpowiedzi urzędników są zdawkowe, bez konkretów. To wygląda jak kopiuj-wklej.
Skala problemu jest ogromna. Według mieszkańców sporne warianty oznaczają nawet dwa lub trzy razy więcej wyburzeń niż poprowadzenie drogi wzdłuż istniejącej krajowej „pięćdziesiątki”. A to dopiero początek. Trasa miałaby przeciąć miejscowości, podzielić gminy i uderzyć w lokalne rolnictwo.
− W jednym z wariantów autostrada przechodzi przez moją działkę i dom. Zostałbym stamtąd wysiedlony − mówi Piotr Wiewióra. − To nie jest tylko droga. To inwestycja, która może doprowadzić do upadku gminy. Nie będzie zjazdów, nie będzie rozwoju. Tylko podział i straty − dodaje.
Mieszkańcy podkreślają: nie walczą z samą inwestycją. Chcą tylko, by powstała tam, gdzie już jest infrastruktura. − Najbardziej racjonalny jest wariant wzdłuż DK50 − podkreślają protestujący, z którymi rozmawialiśmy na miejscu.
Wariant DK50 kontra nowa trasa. Konfrontacja z rzecznikiem GDDKiA
Emocje sięgnęły zenitu, gdy do protestujących wyszedł rzecznik GDDKiA. − Dlaczego od lat jesteśmy dręczeni kolejnymi wariantami? − pyta Ewa Szlendak. − Mamy już obwodnicę, która działa od lat. Dlaczego nie chcecie jej modernizować, tylko budować nową drogę przez nasze domy? To są publiczne pieniądze! − grzmiała w stronę Szymona Piechowiaka.
Mieszkańcy wskazują też na ogromne zagrożenie dla środowiska. Planowane warianty mogą oznaczać wycinkę setek hektarów lasów i ingerencję w cenne przyrodniczo tereny. − To są zielone płuca Warszawy − alarmują. − W dobie kryzysu klimatycznego chce się niszczyć mokradła i siedliska chronionych gatunków − dodają.
Nie chodzi tylko o domy. − Te warianty rozrywają miejscowości na pół i dzielą ludzi − mówi jedna z mieszkanek. − Już teraz widzimy, jakie problemy zostały po innych inwestycjach − podsumowuje.
GDDKiA nie wycofuje się z planów A50
GDDKiA nie wycofuje się jednak z planów. Rzecznik instytucji, Szymon Piechowiak, zapewnia: − Wszystkie głosy są brane pod uwagę. Nikt nie lekceważy mieszkańców. Nie odrzucamy żadnego wariantu, bo decyzja jeszcze nie zapadła − mówił w piątek.
Te deklaracje nie przekonują jednak protestujących. − Żyjemy na bombie! − mówią wprost. − Nie wiemy, czy za chwilę nie stracimy domu, ziemi i dorobku całego życia − tłumaczą.
Spór o A50 rozgrzewa Mazowsze do czerwoności. Dla urzędników to kolejna inwestycja. A dla mieszkańców? Walka o dom, ziemię i przyszłość.