Dziki rozszarpały Dyzia na oczach rodziny. „Bawiły się nim przez dobrą godzinę”. Gmina Wołomin żyje w strachu

Rodzina mogła tylko patrzeć, jak stado dzików rozszarpuje ich psa Dyzia. Zwierzęta wtargnęły na posesję przy ul. Owocowej, zniszczyły siatkę kojca i rzuciły się na czworonoga. Wszystko wydarzyło się około godz. 17, w biały dzień. Mieszkańcy gminy Wołomin mówią, że dziki spotykają niemal codziennie. Boją się, że kolejną ofiarą może być człowiek.

Rodzina do dziś nie może zapomnieć tego, co wydarzyło się na ich posesji. Dziki prawdopodobnie przyszły w poszukiwaniu jabłek. Dyzio wyczuł zwierzęta i zaczął szczekać. Wtedy stado dostało się do jego kojca.

Oskórowały go całego. Zdjęły jakoś nawet zapiętą obrożę. Bawiły się nim przez dobrą godzinę – opowiada nam Jakub Rozbicki (25 l.).

Atak widzieli również sąsiedzi.

Były cztery duże i z piętnaście warchlaków. Chyba zdenerwowało je szczekanie psa. On był zamknięty w takim ładnym kojcu z budą. Musiały zniszczyć siatkę i się do niego dostać. Koszmar – mówili Wiesław i Danuta, sąsiedzi z ul. Owocowej.

Dziki nie tylko zabiły Dyzia. Zdemolowały też kojec i rozszarpały stojącą w nim budę. Wszystko wydarzyło się około godz. 17. W biały dzień.

Częściowo mieliśmy szczęście, że ucierpiał tylko nasz pies. Tuż przed wtargnięciem dzików moja mama miała iść z nim na spacer. Gdyby wtedy zaczął szczekać, dziki mogłyby zaatakować również ją – mówi Jakub.

„Czasem strach wyjść z domu”

Mieszkańcy nie są jednak zaskoczeni samą obecnością zwierząt. Jak mówią, dziki w tej części gminy widywane są niemal codziennie. Niektórzy wciąż traktują je jak nieszkodliwą atrakcję. Inni przyznają, że zwyczajnie się ich boją.

Żyjemy w ciągłym strachu. Zawsze, kiedy je widuję, staram się powoli iść w inną stronę, wrócić do domu albo schować się gdzieś, na przykład w sklepie. Szczególnie po tym, co stało się z psem sąsiadów. Trudno teraz spaceruje się po okolicy. Czasem strach wyjść z domu – tłumaczy 17-letnia Nikola. – Ostatnio moja babcia nie mogła nawet wejść do kościoła.

Chodzi o okolice parafii św. Ojca Pio przy ul. 100-lecia. Jak opowiadają mieszkańcy, dziki regularnie pojawiają się w tej części gminy. Zdarzało się, że wierni bali się podejść do kościoła albo czekali, aż zwierzęta odejdą, aby z niego wyjść.

– Człowiek nie wie, co robić. Czekać, aż odejdą, czy uciekać? – mówi pani Wiesława, około 70-letnia mieszkanka gminy Wołomin.

Najbardziej boją się o dzieci

Mieszkańcy przyznają, że do samego widoku dzików można się po pewnym czasie przyzwyczaić. Największy strach budzi jednak to, co może się wydarzyć, gdy na stado natknie się dziecko. Część rodziców nie pozwala już swoim dzieciom samodzielnie chodzić na tutejszy plac zabaw. Jak tłumaczą, zbyt wiele razy widzieli tam dziki.

Problem jest tym poważniejszy, że nie wszyscy traktują zagrożenie serio. Nasi rozmówcy twierdzą, że regularnie widują ludzi wyrzucających resztki jedzenia w pobliżu terenów zielonych. W okolicy krążą też opowieści o osobach, które celowo dokarmiają dziki.

Urząd Miejski w Wołominie sam ostrzega przed takim zachowaniem. W kwietniu przypominał mieszkańcom, że pozostawiane na trawnikach, przy śmietnikach czy w parkach resztki jedzenia przyciągają dzikie zwierzęta. Przyzwyczajone do łatwego pożywienia dziki coraz częściej podchodzą pod domy, szkoły i place zabaw. Za pozostawianie żywności w przestrzeni publicznej może też grozić mandat.

Gmina Wołomin od miesięcy walczy z dzikami

Problem nie pojawił się wczoraj. Jeszcze w czerwcu Urząd Miejski pisał o „notorycznych zgłoszeniach i oburzeniu mieszkańców” oraz szkodach powodowanych przez liczne stada dzików. Gmina prowadzi bazę miejsc, w których pojawiają się zwierzęta, zleca opryski odstraszające i współpracuje z kołem łowieckim. 20 maja starosta wydał również decyzję zezwalającą na odstrzał redukcyjny dzików.

Jeszcze w lipcu gmina podkreślała jednak w korespondencji ze starostwem, że problem wciąż nie został rozwiązany i oczekuje skutecznego ograniczenia liczebności zwierząt na terenach zamieszkałych.

Co zrobić, gdy spotkamy dzika?

Przede wszystkim nie należy wpadać w panikę ani próbować przepędzać zwierzęcia. Urząd Miejski radzi, by spokojnie odejść w przeciwnym kierunku, cały czas obserwując dzika. Nie wolno do niego podchodzić, próbować go głaskać ani szczuć psem. Szczególną ostrożność trzeba zachować przy lochach z młodymi.

Do tragedii już doszło. Ucierpiał niewinny pies. Mieszkańcy boją się jednak, że może to być dopiero pierwszy tak brutalny atak, a następną ofiarą będzie dziecko lub dorosły.

O skalę problemu, dotychczasowe działania oraz plany związane z obecnością dzików zapytaliśmy Urząd Miejski w Wołominie. Gdy tylko otrzymamy odpowiedź, wrócimy do tematu.

Tragedia pod Krakowem. W mieszkaniu znaleziono cztery ciała

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki