Od pierwszych dni nowego roku mieszkańcy Warszawy zmagają się z atakiem zimy. Niskie temperatury stały się brutalnym sprawdzianem dla floty miejskiego przewoźnika. Mróz bezlitośnie obnażył słabości baterii w nowoczesnych pojazdach, skracając ich żywotność i zasięgi. Konieczne były nagłe zmiany w organizacji pracy, aby uniknąć paraliżu komunikacyjnego.
Sytuacja wyglądała poważnie, ale przedstawiciele przewoźnika starają się tonować nastroje. Zapewniają, że mimo technicznych wyzwań i mroźnej aury, pasażerowie nie zostali pozostawieni na pastwę losu.
− Trudne warunki zimowe nie wpłynęły na realizację planów przewozowych MZA. Praktycznie wszystkie zaplanowane kursy zostały zrealizowane, mimo iż występowały incydentalne przypadki opóźnionych wyjazdów z zajezdni lub awarii skutkujących koniecznością wyjazdu autobusów rezerwowych. W przypadku części pojazdów zaobserwowaliśmy znaczny spadek zasięgów, podjęto jednak odpowiednie działania, aby zastąpić autobusy, które musiały zjechać do zajezdni − powiedział PAP rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych Adam Stawicki.
Największe zaskoczenie budzą jednak kulisy ogrzewania tych ekologicznych maszyn. Okazuje się, że w większości warszawskich elektryków, w tym w modelach marki Solaris, ciepło nie pochodzi z prądu. Pasażerów ogrzewają systemy spalające olej napędowy. Tylko jedna partia pojazdów marki Yutong posiada w pełni elektryczne ogrzewanie.
− Wszystkie nowe autobusy elektryczne, które przyjadą do Warszawy, również będą miały ogrzewanie na olej napędowy − przekazał Stawicki.
Skala wyzwania jest spora, biorąc pod uwagę liczebność taboru. We flocie znajduje się ponad 1400 pojazdów, z czego blisko 200 to autobusy elektryczne. Choć technologia idzie naprzód, zima dobitnie pokazała, że nawet najnowocześniejsze rozwiązania muszą uznać wyższość kapryśnej pogody.