Kolejna ogromna ZADYMA w centrum Warszawy. Policja PACYFIKUJE demonstrantów [ZDJĘCIA, WIDEO]

2020-10-24 14:58 Amadeusz Calik

W sobotę w samo południe na placu Defilad w Warszawie zebrali się przeciwnicy ograniczeń wprowadzonych przez rząd w związku z zaostrzającą się pandemią koronawirusa. Wielu uczestników nie miało maseczek, doszło też do starć z policją. Funkcjonariusze użyli gazu pieprzowego i obezwładnili niektórych uczestników zgromadzenia.

Strajk przedsiębiorców w Warszawie

Warszawa: Protest antycovidowców i przedsiębiorców

Zgromadzeni pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie sprzeciwiają się m.in. zamknięciu branży gastronomicznej i obowiązkowi noszenia maseczek. Protestujący twierdzą, że to ogranicza ich wolność, dlatego zebrali się pod hasłem "Międzynarodowy marsz o wolność".

Kilka minut po godzinie 13 doszło do zdecydowanej interwencji policji. Jak przekazał Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji - funkcjonariusze podejmują zdecydowane działania wobec osób, które gromadząc się na placu Defilad naruszają swoim zachowaniem związane ze stanem epidemii zasady bezpieczeństwa. "Powód naszej reakcji to lekceważące i jaskrawe naruszanie przepisów" - zaznaczył rzecznik.

Podkreślił, że w przypadkach, gdy policjanci spotykają się z agresją i fizycznymi atakami, wykorzystane zostały środki przymusu bezpośredniego, gaz pieprzowy i siła fizyczna. "Zatrzymano pierwsze osoby naruszające porządek prawny" - dodał.

Protest w Warszawie. Policja: nie ma zgody na agresję

Marczak poinformował, że funkcjonariusze od początku informowali gromadzące się tam osoby o obowiązujących obostrzeniach sanitarnych, legitymowali te, które nie przestrzegały zasad. Policjanci karali łamiących przepisy mandatami, a w przypadku odmowy przyjęcia informowano o tym, że sprawa trafi do sądu.

"Nie pozwolimy na fizyczną agresję wobec funkcjonariuszy i ich atakowanie. Takie zachowania to przestępstwo, a osoby, które dopuszczają się tych czynów muszą się liczyć z odpowiedzialnością karną" - powiedział PAP rzecznik.

W piątek odbył się też ogromny protest na warszawskim Żoliborzu oraz w okolicach ulicy Parkowej, gdzie mieszka Mateusz Morawiecki. Miał on związek z kontrowersyjnym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.