Tragiczna śmierć na służbie
10 marca na warszawskim Grochowie, w rejonie Placu Szembeka doszło do szokujących scen. Około godziny 9 strażnicy miejscy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego głośnych krzyków w tym rejonie. W patrolu znajdował się doświadczony 63-letni strażnik Krzysztof T. Początkowo wszystko przebiegało typowo, nic nie zwiastowało tragedii, która miała się wydarzyć.
Po przybyciu na miejsce jednak nagle doszło do wstrząsających zdarzeń - Krzysztof T. nagle zasłabł, a jego partner natychmiast zareagował próbując ocalić życie kolegi. Na miejsce skierowano kolejne patrole oraz ratowników medycznych. Rozpoczęto resuscytację i użyto defibrylatora AED. Strażnicy i medycy wspólnie walczyli o życie funkcjonariusza, który został przetransportowany do szpitala, jednak ostatecznie wysiłki te zakończyły się porażką, a życia mężczyzny nie udało się ocalić.
Przeczytaj również: Po śmierci kolegi przerwali milczenie. Strażnicy miejscy mówią o kulisach pracy w Warszawie
Pogrzeb strażnika miejskiego w Wesołej
We wtorek, 24 marca w Kościele p.w. Św. Brata Alberta w Warszawie-Wesołej odbyło się uroczyste pożegnanie zmarłego strażnika. Całe wydarzenie miało uroczysty, oficjalny charakter. Umundurowani funkcjonariusze pełnią wartę przy trumnie.
- Nie zdążył nawet rozpocząć upragnionej emerytury, by odpocząć i cieszyć się tym, co w swoim życiu osiągnął - mówił ksiądz w kazaniu.
- Nasze życie jest po to, by czynić dobro i dawać świadectwo miłości. Jeśli naprawdę kochamy naszego zmarłego brata, wszystko, co możemy dla niego zrobić, to modlić się o jego zbawienie - zakończył duchowny, po czym tłumy żałobników odprowadziło zmarłego na cmentarz w Warszawie-Rembertowie.
Reporter "Super Expressu" był na miejscu popołudniu w dniu pogrzebu. Zobacz na naszych zdjęciach, jak wygląda grób zmarłego strażnika: