Spis treści
- Po latach śledztwa zakończył się proces w sprawie tragicznej śmierci 16-letniej rolkarki na ścieżce w Parku Stawy Kellera.
- Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza wydał wyroki dotyczące byłych burmistrzów Bielan i pracowników bezpośrednio odpowiedzialnych za budowę i nadzór.
- Pełnomocnik rodziny Magdy zapowiada apelację.
Tragedia w Parku Stawy Kellera
Proces ciągnący się już czwarty rok (od września 2022 r.) dobiegł końca. Do tragedii doszło blisko dziewięć lat temu - 31 marca 2017 r. Nastolatka jechała tego dnia na rolkach stromą trasą prowadzącą ze skarpy w Parku Stawy Kellera w kierunku ulicy Gdańskiej. Na końcu asfaltowej alejki znajdował się fragment gruntowej nawierzchni, dziewczyna straciła równowagę i wpadła pod nadjeżdżający samochód. Zginęła na miejscu.
Sprawa trafiła do sądu. Na ławie oskarżonych urzędnicy
Jej rodzice od początku przekonywali, że ścieżka była nieodpowiednio zabezpieczona i brakowało oznaczeń ostrzegających o prowadzonych pracach remontowych.
Akt oskarżenia, który w 2021 r. trafił do sądu, objął cztery osoby, które miały odpowiadać za niedopełnienie obowiązków w związku z budową trasy. Na ławie oskarżonych zasiedli były burmistrz Bielan Tomasz Mencina (obecnie wiceprezydent Warszawy), jego zastępca Artur W. (później burmistrz Włoch, który stracił stanowisko po zarzutach o wzięcie łapówki), a także osoby odpowiedzialne za nadzór inwestorski i prowadzenie budowy: Tomasz G. oraz Waldemar W.
Proces miał wyjaśnić, czy decyzje podjęte przez urzędników lub ich zaniedbania przyczyniły się do powstania niebezpiecznej sytuacji i w konsekwencji śmiertelnego wypadku 16-letniej Magdy.
Były burmistrz dzielnicy oskarżony był o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego oraz nieutrzymanie obiektu budowlanego w stanie zapewniającym bezpieczeństwo jego użytkowania. A jego zastępca Artur W. - o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego. Pełniący obecnie funkcje zastępcy prezydenta Warszawy Tomasz Mencina ze spokojem czekał na wyrok. Od początku tego procesu twierdził, że nie może ponosić odpowiedzialności za ten wpadek. W piątek (20 lutego 2026 r.) na ogłoszeniu wyroku się nie pojawił. Reprezentowało go aż trzech mecenasów. Nie przyszedł też żaden z oskarżonych.
Prokuratura: „śmiertelna pułapka”
Prokuratura przekonywała w toku procesu, że ścieżka w chwili wypadku była niedokończona i stwarzała realne zagrożenie dla użytkowników. Dowodziła, że wykonano ją niezgodnie z prawem budowlanym, bez znaków i zabezpieczeń. Wskazywała m.in. na aneks do umowy, który umożliwił realizację inwestycji bez wyłączenia drogi z użytkowania. Prokurator Agata Bomze tuż po wypadku była na ul. Gdańskiej.
- Prowadzący z wysokiego wzniesienia asfaltowy pas urywał się przed ulicą, gdzie był pas gruntu. Wyglądało to jak pułapka - mówiła prokurator.
Obrońcy domagali się uniewinnienia oskarżonych, argumentując, że ich klienci działali w ramach swoich kompetencji i nie ponoszą odpowiedzialności za przebieg inwestycji ani zabezpieczenie terenu.
Przejmujące słowa matki 16-letniej Magdy
Były wiceburmistrz, jako jedyny z grona oskarżonych, zdobył się na przeprosiny rodziny zmarłej dziewczynki. - Moja jedyna córka była moją dumą, moją radością i nadzieją na stare lata. Ta niedokończona ścieżka była dla niej śmiertelną pułapką – mówiła przed sądem mama Magdy, którą zacytował TVN 24.
W piątek rodzice Magdy nie mogli spojrzeć w oczy urzędnikom. Nie przyszedł żaden z oskarżonych. Mama Magdy, po ogłoszeniu, wybiegła z sali rozpraw zdenerwowana.
Ogłoszenie wyroku. Uniewinnienia i wyroki w zawieszeniu
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza uniewinnił od zarzutów byłych włodarzy Bielan: burmistrza Tomasza Mencinę i wiceburmistrza Artura W. Na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata skazał natomiast pracowników bezpośrednio odpowiedzialnych za budowę i nadzór nad budową ścieżki rowerowej w Parku Stawy Kellera.
Obaj skazani mają zapłacić po 20 tys. zł nawiązki dla rodziny zmarłej Magdy K. i mają zakaz wykonywania zawodu przez trzy lata.
Uzasadnienie
Tomasz G., wówczas pełniący funkcje inspektora nadzoru, został uznany za winnego, ponieważ odebrał zakończenie robót w stanie de facto niezakończonym i nie zabezpieczył ścieżki. Pełniąc nadzór inwestorski podpisał odbiór zakresu robót i dokumentacji. - W związku z tym nie zapewnił bezpieczeństwa remontowanej ścieżki od dnia 8 grudnia 2016 r. do 31 marca 2017 r., czym bezpośrednio naraził Magdalenę K. na utratę zdrowia i życia - przeczytała uzasadnienie sędzia Agnieszka Chojnacka-Chechłacz.
Waldemar W. został uznany za winnego, ponieważ wykonywał roboty budowlane, pozostawiając niedokończony pas ziemi i niezabezpieczony teren, co spowodowało, że naraził Magdalenę K. na bezpośrednią utratę zdrowia i życia.
Obaj panowie mają zakaz prowadzenia działalności oraz odpowiednio wykonywania funkcji inspektora nadzoru budowlanego i kierownika budowy przez trzy lata.
Sąd uniewinnił Tomasza Mencinę i Artura W., ustalając stan faktyczny na podstawie dokumentacji budowlanej. Sędzia podkreśliła, że dokumentacja zdjęciowa była w tej sprawie bardzo istotna.
- Sąd brał pod uwagę pisemną opinię biegłego z zakresu budownictwa, w części opierając się na niej. De facto była to ścieżka wykonana częściowo, w budowie, i w takim stanie nie powinna być w ogóle udostępniona użytkownikom. Jeśli została wybudowana, powinna być wykonana tak, aby nie stanowiła zagrożenia i była odpowiednio, a nie prowizorycznie, zabezpieczona. W tej sprawie winę można przypisać tylko dwóm osobom: kierownikowi budowy i inspektorowi nadzoru – słyszeliśmy na sali rozpraw. - Tomasz G. i Waldemar W. byli fizycznie na terenie parku Stawy Kellera. Jeden z nich odbierał zakres prac i akceptował budowę, Waldemar W. kierował tą budową. Te osoby miały świadomość negatywnych skutków realizowanej inwestycji – podkreśliła sędzia.
Ponieważ w toku procesu wielokrotnie padało usprawiedliwienie, że zabezpieczenia ścieżki nie było w umowie, sędzia wyjaśniła: - Brak zapisu o obowiązku zabezpieczenia budowy w jakiejkolwiek umowie czy aneksie nie zwalnia z obowiązku dbania o bezpieczeństwo i nie zwalnia z odpowiedzialności karnej. Pracowników obowiązuje prawo budowlane i tu nie można zasłaniać się żadnym kontraktem czy aneksem. Faktem jest, że fragment ścieżki nie został odpowiednio ogrodzony i nie postawiono żadnych tablic ostrzegawczych. Winę za to ponoszą dwie osoby, które wiedziały, co budują, i miały świadomość zagrożenia - uzasadniła wyrok sędzia Chojnacka-Chechłacz.
Dodała, że wyrok uwzględnia wysoki stopień szkodliwości czynu. Okolicznością łagodzącą jest to, że obie osoby są niekarane. - Nawiązka ma jedynie charakter symboliczny, ale tylko taki wyrok może zostać uznany za sprawiedliwy – oceniła sędzia.
Odnoście uniewinnienia obu burmistrzów oceniła, że co prawda złożyli swoje podpisy pod aneksem do budowy ścieżki, ale kluczowy był podział obowiązków w zarządzie dzielnicy. Brano pod uwagę, jaką wiedzę mieli burmistrzowie i czy wcześniej zgłaszano zagrożenia – a nie były one zgłaszane.
– Sąd karny ma za zadanie ustalić, czy działanie oskarżonych było zawinione, a w tym przypadku nie można przypisać im winy – tłumaczyła sędzia. – Sąd nie wykazał, aby osoby te miały świadomość istniejącego zagrożenia i nie podjęły stosownych działań. Dlatego sąd uniewinnił Tomasza Mencinę i Artura W. od zarzutów - stwierdziła.
Pełnomocnik rodziny zapowiada apelację
- Wszyscy powinni być skazani! - skomentowała zdenerwowana wyrokiem mama Magdy i wybiegła z sali rozpraw.
- Z naszego punktu widzenia wyrok jest tylko częściowo sprawiedliwy. Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia na pewno będziemy wnosić o apelację - zapowiedział mecenas Mateusz Nowicki, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.
Polecany artykuł: