Na 18-latka spadł 30-kilogramowy kocioł. Jego mama czuwała przy nim aż do śmierci

2026-02-10 14:50

We wtorek (10 lutego) przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ ponownie wróciła sprawa śmierci 18-letniego Dymytro, na którego spadł 30-kilogramowy kocioł zrzucony z dachu podczas prac remontowych. Nastolatek przez kilka dni walczył o życie w szpitalu. Jego bliscy przeżywali prawdziwy koszmar. − Rozpoznawał nasze głosy, całował rękę mamy. Później umarł − relacjonowała nam jego mama chrzestna.

Do tragedii doszło 30 lipca 2024 roku przy ul. Kąty Grodziskie na warszawskiej Białołęce. Na dachu jednego z bloków demontowano stary piec. Oskarżony Grzegorz W. zeznał, że po godzinach pracy zdecydował się zrzucić ciężki element w miejsce, które uważał za nieużytek: − Ścieżka była pusta. Podniosłem ostatni element, oparłem o druty piorunochronu i rzuciłem. Kiedy leciał, zobaczyłem człowieka. Uderzyło go w głowę.

18-letni Dymytro wracał wtedy z zakupami do mieszkania. Do domu miał zaledwie kilkadziesiąt metrów. Po uderzeniu chłopak upadł na ziemię. Miał rozległe obrażenia głowy. Świadek, który pierwszy ruszył z pomocą, widział dużo krwi wypływającej z ucha, nosa i głowy oraz poważną deformację twarzy. Natychmiast rozpoczęto reanimację i wezwano karetkę.

Dramatyczna walka o życie rannego 18-latka

Dramat przeniósł się do szpitala. Ciocia chłopaka zeznała, że gdy dotarła na miejsce, Dymytro był już na sali operacyjnej. Lekarze przez wiele godzin walczyli o jego życie. Operacja zakończyła się przed szóstą rano. − Na czoło założono mu płat tytanowy, ponieważ nie udało się zebrać wszystkich kości czoła. Wykonano rekonstrukcję nosa. Uszkodzone zostały oczodoły i nerwy wzrokowe − relacjonowała. Mimo ogromu obrażeń lekarze dawali rodzinie nadzieję.

Po operacji nastolatek trafił na OIOM i został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną. Do Warszawy przyjechała też jego mama z Ukrainy.

Początkowo nie było z nim żadnego kontaktu, ale kiedy podjęto próbę wybudzenia, pojawił się promyk nadziei. − Rozumiał polecenia lekarzy, wykonywał je. Rozpoznawał nasze głosy, całował rękę swojej mamy. Próbował mówić, ale miał założoną rurkę tracheostomijną − mówiła.

Rozpacz rodziny i konsekwencje dla oskarżonego

Rodzina codziennie czuwała przy jego łóżku, chwytając się każdej dobrej wiadomości. Szóstego dnia pojawiła się poprawa: nastolatek oddychał już samodzielnie, bez respiratora. Radość trwała jednak krótko. Następnego dnia stan chłopaka gwałtownie się pogorszył. − Lekarze powiedzieli, że nie ma już żadnych szans i czekają na komisję, by odłączyć go od aparatury − relacjonowała Tetiana, mama chrzestna i ciocia nastolatka. Przyczyną śmierci 18-latka był obrzęk mózgu.

Na sali sądowej padły także słowa o dramacie rodziny. Matka chłopaka przestała pracować, a ojciec codziennie wchodzi do jego pokoju i rozmawia z nim. Bliscy nie potrafią pogodzić się ze stratą. Dymytro został pochowany na Ukrainie.

Oskarżony przyznał się do winy. Mężczyźnie grozi do pięciu lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Robotnik zrzucił 30-kg kocioł, który spadł na przechodnia. 18-letni Dymytro zmarł w szpitalu. "50 metrów i by żył"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki