"Nigdy nie usłyszałam słowa przepraszam". Komentarze po wyroku ws. śmierci Brylewskiego [WIDEO, ZDJĘCIA]

Tomasz J. skazany za śmierć Roberta Brylewskiego
Autor: TOMASZ RADZIK / SUPER EXPRESS

Dzień, w którym Tomasz J. został skazany za przyczynienie się do śmierci muzyka Roberta Brylewskiego był dla niego wyjątkowo pechowy. Rozprawa sądowa odbyła się 13 maja, o godzinie 13, podczas której sąd wymierzył oskarżonemu karę 13 lat więzienia. Mężczyzny nie było na sali podczas ogłaszania wyroku, bo – jak przyznał swojemu adwokatowi – nie wiedział czy "uniósł by ten ciężar". Słów sędziego, ze łzami w oczach słuchały jednak córki i partnerka zmarłego Roberta Brylewskiego.

Uznaję oskarżonego za winnego zarzucanych mu czynów i wymierzam mu karę łączną 13 lat pozbawienia wolności. (...) Zasądzam też od oskarżonego kwotę 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę solidarnie na rzecz oskarżycieli posiłkowych – orzekł sędzia Adam Radziszewski podczas czwartkowej rozprawy. Wspomniani przez niego oskarżyciele to Natalia Żychska (46 l.) partnerka zmarłego muzyka, oraz jego córki – Ewa (31 l.) i Sara (35 l.) Brylewskie. Wszystkie trzy pojawiły się w sądzie i ze łzami w oczach wysłuchały wyroku. - Nie dało nam to żadnej satysfakcji, nie ma tu o niej mowy. Cieszy nas to, że już nie będziemy słuchały przez jakiś czas tej fantastycznej historii. Trwa już to dwa lata i ciągle musimy to wspominać – usłyszeli od rodziny Roberta Brylewskiego (+57 l.) dziennikarze, tuż po wyjściu z sali rozpraw.

Ogłoszony w czwartek wyrok jest karą o dwa lata niższą niż ta, której domagał się prokurator. Tomasz J. wnosił o łagodny wymiar kary, a jeden z jego obrońców nawet o uniewinnienie. Tak się jednak nie stało. - Wyrok nie może się ostać. Rozumiem, że skutkiem była śmierć osoby, ale 13 lat to wyrok za duży, zbyt surowy. Na pewno dziś nie kończymy tego procesu. Zapoznamy się z pisemnym uzasadnieniem wyroku i złożymy apelację. Dziś nie składamy broni, będziemy walczyć w dalszym postępowaniu – skomentowała adwokat reprezentująca oskarżonego, Ewelina Zawiślak (32 l.).

Tomasz J. nie pojawił się w czwartek w sądzie na Pradze. Jak przekazał sędzia Radziszewski, oskarżony nie wyraził na to zgody. - Klient nie chciał być doprowadzony, bo nie wie czy by uniósł ciężar tego wyroku – powiedziała "Super Expressowi" mec. Ewelina Zawiślak. Taka postawa mężczyzny nie była zaskoczeniem dla rodziny zmarłego. - Nie jestem zdziwiona. On wielokrotnie wskazywał na siebie jako takiego pokrzywdzonego, zdenerwowanego i w złym stanie. Nigdy nie usłyszałam od niego słowa "przepraszam" – powiedziała partnerka zmarłego muzyka.

Robert Brylewski był słynnym muzykiem rockowym i reggae. Zmarł po tym, jak 28 stycznia 2018 roku został zaatakowany i brutalnie pobity w bramie kamienicy na Pradze-Północ. Powodem ataku na muzyka miał być konflikt związany z kupnem mieszkania. Syn byłej właścicielki mieszkania, które kupiła partnerka muzyka, zaatakował Brylewskiego i pobił. Muzyk zdążył jeszcze dojść o własnych siłach do pobliskiego sklepu i tam stracił przytomność. Nieprzytomny Brylewski trafił do szpitala. Przeszedł trepanację czaszki. Operacja się udała i po jakimś czasie wrócił do domu. Jednak po kilkunastu dniach ponownie wrócił do szpitala. W trakcie leczenia okazało się, że musi mieć kolejną operację. Był w ciężkim stanie i zapadł w śpiączkę, z której już się nie wybudził. Zmarł w wyniku problemów z krążeniem i zatrzymaniem akcji serca.

Wyrok w sprawie śmierci Roberta Brylewskiego
Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE