Odłączyli od aparatury 11-miesięcznego Szymonka. "Nie dali mi się pożegnać z synem" [WIDEO]

2019-06-18 16:14 IW, MD
Szpital nie pozwala mi ratować synka
Autor: ARCHIWUM PRYWATNE Szpital nie pozwala mi ratować synka

Nie żyje 11-miesięczny Szymonek, który określany był jako polski Alfie Evans. Matka chłopczyka w rozmowie z "Super Expressem" przyznała, że lekarze odłączyli go od aparatury przed jej przyjściem i nie dali się jej pożegnać.

Historię Szymonka opisywaliśmy już na stronie Super Expressu. Synek pani Anety Baranowskiej z Radomia leżał na OIOM-ie w szpitalu dziecięcym w Warszawie przy ul. Niekłańskiej. Chłopiec dostał ataku po szczepionce na pneumokoki. Po szczepieniu dostał drgawek i zesztywniał.

Okazało się, że miał obrzęk mózgu, a jego stan był krytyczny. Po tym jak tomografia wykazała obrzęk mózgu lekarze chcieli odłączyć go od respiratora, ale matka nie wyraziła na to zgody.

Kiedy lekarze z Warszawy nie dali mu żadnych szans, mama chciała spróbować terapii, którą zaproponowali inni specjaliści z całego świata.

Według kobiety, szpital nie chciał się na to zgodzić. Nie pozwolono jej zabrać synka i przewieźć do hospicjum w Łodzi. Od kilku dni lekarze z OIOM-u leczyli chłopca tylko paliatywnie.

We wtorek okazało się, że odłączyli go od aparatury podtrzymującej życie. - Miałam przyjść o 10. A o 9.30 mój synek już nie żył.  Nie dali mi się z nim nawet pożegnać.  Jak dotarłam do szpitala, to Szymonek był siny i martwy - mówi zrozpaczona kobieta.

Przed szpitalem na Niekłańskiej we wtorek ludzie nie rozmawiali o niczym innym. Ktoś położył misia, zapalił znicze pod drzwiami wejściowymi. Wiele osób nie może uwierzyć w to, co się wydarzyło. Justyna Socha, ze stowarzyszenia STOP NOP mówi wprost: "Lekarze stąd zachowali się jakby byli bogami" i opisuje to, co się wydarzyło.

- Rodzice Szymonka nie zgodzili się na próbę bezdechu. Jednak szpital w poniedziałek poinformował ich, że we wtorek o godz. 10 ma się odbyć komisja orzekająca o śmierci mózgu i że będą mogli być podczas tej komisji oraz przy ewentualnej śmierci dziecka - relacjonuje pani Justyna. - Stało się jednak inaczej. Przyszliśmy z rodzicami tutaj tuż przed godz. 10 z wnioskiem o przesunięcie komisji na 29 czerwca, ponieważ rodzice Szymonka byli w kontakcie z lekarzami z Włoch i Stanów, którzy widzieli szanse leczenia dziecka i wtedy mogliby wziąć udział w konsylium. Niestety, jak się okazało gdy przyszliśmy do szpitala, Szymonek już nie żył. Komisja odbyła się o 9.30. Oszukano rodziców. Matka pożegnała się już z nieżyjącym dzieckiem... - mówi z ogromnym wzruszeniem Justyna Socha. 

Dyrekcja szpitala nie chce niczego komentować. Teren kliniki został obstawiony przez policyjne radiowozy. Rzecznik prasowy szpitala, Mariusz Mazurek, rozmowę z dziennikarzami "Super Expressu" uciął jednym zdaniem: "Na stronie szpitala pojawił się komunikat".

A tak brzmi treść tego komunikatu: "W związku ze śmiercią Pacjenta naszego Szpitala Szymona wszyscy lekarze, pielęgniarki oraz pracownicy Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza składają Rodzinie Pacjenta wyrazy współczucia i szczere kondolencje.
Szpital nie będzie udzielał żadnych informacji związanych ze sprawą Szymona m.in. ze względu na obowiązującą nas tajemnicę lekarską.".

Pełnomocnik rodziców chłopca złożył wniosek do prokuratury, aby jego sekcja zwłok odbyła się poza szpitalem przy Niekłańskiej.