Na sali było cicho. Przerywały je tylko kolejne wystąpienia. Ale uwagę zwracało nie tylko to, co padało z mównicy. Przez większą część, i to nie tylko ostatniej rozprawy, oskarżeni siedzieli blisko siebie. Zajmowali pierwsze dwie ławki. Co jakiś czas wymieniali się spojrzeniami, uśmiechali się i gestykulowali. Reagowali na to, co działo się na sali. Czasami jeden za drugim wychodzili na zewnątrz. Nie były to pojedyncze sytuacje. Z perspektywy osób siedzących na publiczności trudno było tego nie zauważyć.
Poruszające zeznanie wdowy Eweliny P.
To mocno kontrastowało z tym, czego dotyczyła sprawa. Na sali co chwilę wracały słowa o śmierci pana Rafała P. i dwójce małych dzieci, które przeżyły wypadek. Najbardziej poruszającym momentem rozprawy było wystąpienie pani Eweliny P. Wdowa mówiła spokojnie. − 14 września, sobota. To był dzień świętowania naszej rodziny. Noc z 14 na 15 września była końcem tego świętowania i końcem naszego dotychczasowego życia. To był ostatni dzień, kiedy się uśmiechałam − powiedziała.
Chwilę później zwróciła się w stronę osób siedzących na ławie oskarżonych. − Patrząc na osoby siedzące naprzeciwko mnie, które na każdej rozprawie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie − uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min − mam poczucie, że dla nich ten proces cały czas jest zabawą − kontynuowała.
To był moment, który wybrzmiał wyjątkowo mocno. Zwłaszcza że wcześniej na sali rzeczywiście można było zobaczyć uśmiechy, rozmowy i gesty między oskarżonymi.
Prokuratura nie miała wątpliwości, jaka kara powinna zapaść. − Ta kara 20 lat pozbawienia wolności jawi się jako jedyna adekwatna w tej sprawie. Jedyna adekwatna wobec ogromnego stopnia społecznej szkodliwości tego przestępstwa oraz zachowania oskarżonego zarówno przed, jak i po jego popełnieniu − mówiła prokurator. Domaga się też dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów, 300 tys. zł zadośćuczynienia dla żony ofiary i 300 tys. zł dla syna, a także świadczenia na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym.
Ostatnie słowa oskarżonego Łukasza Żaka
Obrona odpowiadała, że nikt nie podważa tragedii rodziny, ale sąd nie może ulegać presji opinii publicznej.
− Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo − mówiła adwokat.
Na zakończenie kilka zdań powiedział sam Łukasz Żak. − Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to, co się stało − skwitował.