- 18-latek spowodował tragiczny wypadek na Mazowszu.
- Zginęły dwie nastolatki, a jeden z pasażerów walczy o życie.
- Okazuje się, że miał prawo jazdy od kilku tygodni.
Wypadek w Mąkolinie. 18-latek prawo jazdy miał od kilku tygodni
Ten szczegół poraża najbardziej. Ledwie zdobył uprawnienia, a już doszło do dramatu, którego skutki będą ciągnąć się latami. Według relacji świadków licznik, który wypadł z rozbitego auta, miał zatrzymać się na 160 km/h. Tego śledczy jeszcze nie potwierdzili, ale skala zniszczeń mówi sama za siebie. BMW zostało doszczętnie roztrzaskane, a siła uderzenia była tak ogromna, że podczas koziołkowania część pasażerów wypadła z samochodu.
Na miejscu lądowały dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, wszędzie byli strażacy, ratownicy i policjanci. Dla Oli było już jednak za późno.
- Pobiegłem tam, ale ta najmłodsza dziewczyna już nie żyła, była wiotka - mówi Andrzej Więckowski (67 l.), mieszkaniec okolicy.
Jeden z nastolatków dalej w szpitalu. Zarzuty dla kierowcy BMW
O życie wciąż walczy jeden z pasażerów. 17-latek, kolega ofiar i kierowcy, trafił do szpitala w Warszawie i nadal jest w bardzo ciężkim stanie. Lekarze robią wszystko, by go uratować. Rodzina przeżywa dramat, a każda kolejna godzina jest walką o cud.
Śledczy nie mają wątpliwości, kto siedział za kierownicą. 18-latek sam to potwierdził. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Z ustaleń prokuratury wynika, że był trzeźwy.
Wstępne badania wykluczyły też obecność substancji psychoaktywnych, choć do szczegółowej analizy pobrano krew - informuje prok. Bartosz Maliszewski z Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Dozór zamiast aresztu
Prokuratura nie zdecydowała się na tymczasowe aresztowanie. Wobec 18-latka zastosowano dozór policji, poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju, zatrzymanie paszportu i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
"Tu co rusz małolaci szaleją"
Mieszkańcy nie kryją rozgoryczenia. Na drodze nieopodal miejsca wypadku, widać ciemne ślady palonych opon, a przy rowie, w który wpadło BMW, do dziś widać skalę uderzenia.
Tu co rusz małolaci szaleją autami, driftują. To była kwestia czasu, aż dojdzie do tragedii i doszło, na Boga - mówi jeden z mieszkańców Mąkolina.
Kilka tygodni za kierownicą. Chwila brawury, nadmierna prędkość, błąd na łuku drogi. I dwa młode życia zgasły na zawsze. Aleksandra i Ania już nie wrócą do domu. Został ból, rozpacz i pytanie, które będzie wracać jeszcze długo: czy tej tragedii dało się uniknąć?