Ostatnie chwile życia Magdy. Rekonstrukcja wydarzeń

2019-09-18 17:31 DAR, dryndak@se.com.pl
Magdalena Pytka
Autor: Facebook

Dramat rodziny z Wojciechowic pod Piasecznem wstrząsnął ludźmi. 26-letnia Magdalena Pytka była piękną, radosną, wrażliwą kobietą. A jednak targnęła się na swoje życie i to zaledwie 300 m. od domu. Rodzicom powiedziała, że idzie na spacer z psem. I już z niego nie wróciła...

>>> KLIKNIJ I ZOBACZ NAJNOWSZE INFORMACJE O ŚMIERCI MAGDALENY PYTKI <<<

SOBOTA

Dzień Magda spędza w towarzystwie swojej koleżanki Oli w Warszawie.

Dziewczyny spotykały się często i dużo ze sobą rozmawiały. W tym czasie Magda rozmawiała też przez telefon ze swoim byłym ukochanym – Michałem. O czym? Tego nie wiemy. Wiadomo natomiast, że od miesiąca nie byli już razem.

NIEDZIELA

Ok godz. 10.30 dziewczyna wraca do rodzinnego domu w Wojciechowicach.

- Weszła załamana. Widać było, że coś jest nie tak. Ale nie chciała powiedzieć co się stało – opowiada nam załamana matka 26-latki.

Chwilę przed godz. 11 Magda przebiera się i mówi, że wychodzi z psem na spacer.

To było ostatnie słowa młodej kobiety wypowiedziane do rodziców. Kobieta najprawdopodobniej przez jakiś czas spacerowała z psem po okolicy. Przez las doszła do mostku przy drodze głównej. Tam policyjny pies, który w poniedziałek pomagał w poszukiwaniach, zgubił ślad.

Magdalena najprawdopodobniej tą samą drogą wracała w stronę domu. Ale już do niego nie dotarła. Powiesiła się na gałęzi w pobliskim lasku – ok. 300 metrów od domu.

Po godz. 12 pies – Monster (owczarek niemiecki) - wraca do domu sam.

Zaniepokojona rodzina powiadomiła policję i straż pożarną.

NIEDZIELA

Ok. godz. 21 rozpoczynają się oficjalne poszukiwania.

Przeczesywano pobliską okolicę - bezskutecznie.

WTOREK

Rano ojciec Magdy, Andrzej Pytka, dostrzega nerwowość psa, który kręci się po posesji i poszczekuje. Mężczyzna daje mu do powąchania kurtkę córki i wypuszcza go wolno. Owczarek natychmiast prowadzi mężczyznę do swojej pani.

Ojciec zobaczył Magdę martwą: klęczała przy drzewie, podwieszona do gałęzi.

Chwilę później na miejsce przyjechały policja i karetka pogotowia. Nie było już kogo ratować.

 

Obejrzyj wzruszający wywiad z ojcem Magdy: