Pojechał do szpitala nastawić bark. Zmarł kilka dni później. Rodzina ujawnia wstrząsające kulisy

2026-02-24 13:46

Miał spędzić w szpitalu zaledwie kilka godzin, a do domu już nigdy nie wrócił. Rutynowy zabieg nastawienia barku zakończył się niewyobrażalną tragedią, z którą bliscy Macieja nie mogą się pogodzić. Co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami gabinetu w Radomiu? Rodzina zmarłego przerywa milczenie i rzuca pod adresem lekarzy niezwykle poważne oskarżenia.

Mazowiecki Szpital Specjalistyczny w Radomiu

i

Autor: Wojciech Wójcikowski

Koszmar zamiast pomocy

Wszystko zaczęło się w połowie stycznia, kiedy pan Maciej uległ bolesnemu urazowi we własnym mieszkaniu. Zwichnięcie barku to bolesna dolegliwość, ale zazwyczaj nie zagraża życiu. Ponieważ mężczyzna był sam, jego siostra wezwała karetkę, która zabrała go na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nikt nie przypuszczał, że ta rutynowa wizyta zamieni się w prawdziwy dramat.

Nie możemy się z tym pogodzić. Maciej nie żyje, musiałyśmy z mamą organizować mu pogrzeb. Nie możemy się też pogodzić z tym, że nikt nam nie wyjaśnił, co się stało i kto ponosi odpowiedzialność za jego śmierć. Szpital nas po prostu zbył − mówi Magda, siostra Macieja w rozmowie z Wyborczą.

Szokujące kulisy zabiegu

Według ustaleń „Gazety Wyborczej”, to co działo się później, mrozi krew w żyłach. Lekarz dyżurny miał podjąć decyzję o przeprowadzeniu znieczulenia ogólnego samodzielnie, bez obecności anestezjologa. Co gorsza, według relacji, medyk nie podpiął pacjenta do aparatury monitorującej funkcje życiowe. Przez około 20 minut nikt nie zauważył, że pan Maciej przestał oddychać.

Dopiero interwencja innego pracownika personelu zapoczątkowała dramatyczną walkę o życie. Rozpoczęto reanimację i wykonano tracheotomię. Choć serce znów zaczęło bić, mężczyzna już nigdy nie odzyskał przytomności.

(Śledztwo – red.) dotyczy nieprawidłowości, które miały miejsce w szpitalnym oddziale ratunkowym, w wyniku których pacjent zmarł. Chodzi o niezapewnienie właściwej opieki medycznej, podanie niewłaściwych leków − powiedział „Radiu Eska” Cezary Ołtarzewski, prokurator rejonowy.

Groźby i śledztwo

Sprawa nabiera jeszcze bardziej bulwersującego charakteru w świetle doniesień o zachowaniu lekarza po fakcie. Z relacji świadków wynika, że gdy wytknięto mu brak monitorowania pacjenta, miał wywierać presję na personel i grozić zwolnieniami.

Autorzy zawiadomienia do prokuratury opisali zachowanie lekarza, który przeprowadzał zabieg. Na uwagę, że błędem było niepodpięcie monitorów, miał ich straszyć, że jak ta sprawa „wyjdzie”, to on się postara, żeby stracili pracę − cytuje pismo złożone przez pracowników szpitala Cezary Ołtarzewski w rozmowie z Wyborczą.

Finał tej historii jest tragiczny. Siostra odnalazła pana Macieja na oddziale intensywnej terapii, ale rokowania były bezlitosne. Niedotlenienie spowodowało rozległy obrzęk i nieodwracalne uszkodzenia mózgu. Mężczyzna trafił do hospicjum, gdzie zmarł zaledwie dwa dni później.

Nie wyobrażam sobie, żeby osoby, które zawiniły i doprowadziły do śmierci brata, nie odpowiedziały za to, a mam wrażenie, że szpital niewiele robi, żeby sprawę wyjaśnić. Nie wyobrażam sobie, żeby lekarz, który popełnił błąd, w wyniku którego nie żyje człowiek, mógł nadal wykonywać swój zawód − dodaje siostra, cytowana przez Wyborczą.

Milczenie placówki

Jak na te wstrząsające zarzuty reaguje sam Mazowiecki Szpital Specjalistyczny? Placówka nabrała wody w usta, wydając jedynie krótki komunikat o trwającym postępowaniu wyjaśniającym. Rodzina zmarłego wciąż czeka na sprawiedliwość.

Izabela zmarła w szpitalu, lekarze nieprawomocnie skazani
Sonda
Czy czujesz się bezpiecznie w polskich szpitalach?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki