- Tragiczny pożar w mazowieckich Borkach niszczy dorobek życia rolnika i jego rodziny.
- W trakcie pożaru obory, ciężarna krowa Diablica umiera na zawał serca, przerażona widokiem ognia.
- Pan Jarosław opłakuje straty i prosi o pomoc.
Ogień pojawił się nagle. W kilka minut wszystko stanęło w płomieniach
Pan Jarosław Kania (56 l.) ze wsi Borki (woj. mazowieckie) nie może otrząsną się po mrożących krew w żyłach wydarzeniach, które miały miejsce w jego gospodarstwie rolnym.
Nie dość, że w piątek 20 lutego spaliły mu się dom i obora, to na dodatek padła na zawał jego ulubiona krowa Diablica (†7 l.), która w najbliższych dniach miała się ocielić.
A wszystko zaczęło się około godziny 16. Robiło się ciemno kiedy rolnik zobaczył ogień i gęsty dym na dachu stodoły. Błyskawicznie wezwał straż pożarną. Gdy za kilkanaście minut na podwórku zaroiło się od wozów strażackich, wszystko stało już w ogniu.
Ciężarna Diablica padła na zawał
Palił się dach domu, stodoły, a ogień zaczynał obejmować strych obory, w której stały krowy. Z palącej się obory wyprowadzono cielną krowę z ogromnym brzuchem.
– Gdy krowa zobaczyła ogień padła na ziemię, przestała oddychać i zastygła bez ruchu – opowiada "SE" pan Jarosław.
– Zdechła biedaczka z otwartymi oczami, a mnie zachciało się płakać. Weterynarz, który przyjechał po pożarze, stwierdził, że krowa padła na zawał. Diablica, bo tak nazywałem swoją krówkę, miała siedem lat i urodziła się w moim gospodarstwie – ociera łzy.
Weterynarz nie ma wątpliwości: silny stres mógł zatrzymać serce
Lekarz weterynarii Marek Pasiak z Siedlec potwierdza, że krowa mogła dostać zawału.
– Szczególnie cielna krowa narażona jest na zatrzymanie krążenia w stresie. Zachodzą wtedy w jej organizmie procesy chemiczne, które mogą doprowadzić do zawału - mówi weterynarz.
Spłonął dorobek całego życia. „Nie mam czym karmić zwierząt”
Pan Jarosław mieszkał w domu z rodzicami w podeszłym wieku i siostrą. W pożarze rodzina straciła dorobek, na który pracowała przez całe życie. W budynku mieszkalnym spalił się dach, w oborze całkowitemu zniszczeniu uległa konstrukcja dachu. Spłonęły zapasy słomy i siana, które miały wystarczyć do przyszłych żniw.
– Nie mam czym karmić pozostałych zwierząt. Proszę o siano i inną pomoc, abyśmy mogli podnieść się po tej tragedii – apeluje pan Jarosław. Jeśli chcesz wesprzeć rodzinę, możesz zrobić to klikając w link: https://pomagam.pl/6f7btc.