Tragedia na Woli. Ciało kobiety znalezione w mieszkaniu
Wtorkowe popołudnie na spokojnym osiedlu przy ulicy Jana Olbrachta zamieniło się w sceny niczym z prawdziwego kryminału. Do jednego z mieszkań na trzecim piętrze wezwano policję i pogotowie. W środku służby znalazły ciało kobiety. Był tam również mężczyzna, który zabarykadował się w łazience. Sąsiadka małżeństwa do dziś nie może dojść do siebie po tym, co usłyszała i zobaczyła.
− Najpierw było słychać karetkę. Myślałam, że może do starszej pani z pierwszego piętra. Ale potem przyjechała policja. Uchylam drzwi, patrzę, gdzie to wszystko się dzieje i słyszę tylko: „Proszę otworzyć drzwi, policja!” − opowiada.
Sąsiadka relacjonuje. „Proszę odłożyć nóż!”
Po chwili sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej dramatyczna. − Weszłam na półpiętro, wychyliłam się przez barierki i zaraz się wycofałam. On podobno zamknął się w łazience. Potem było słychać: „Proszę odłożyć nóż!”. To już w tej łazience było − mówi kobieta.
Interwencja policji i zatrzymanie mężczyzny
Na klatce pojawili się policjanci z tarczami. − Po jakichś dziesięciu minutach zrobił się rumor. Tak tylko zza zasłonki patrzyłam. No i normalnie go sprowadzili. Położyli go na nosze, przywiązali pasami. Miał rozmazaną krew na twarzy i na ręce, chyba lewej, tak na wysokości przedramienia. Może chciał sobie żyły podciąć, nie wiadomo, co on tam robił w tej łazience − relacjonuje.
Według nieoficjalnych informacji mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu. Policjanci obezwładnili go przy użyciu gazu. Po przewiezieniu do szpitala ma zostać zatrzymany do dalszych czynności procesowych.
Jak dodaje nasza rozmówczyni, małżeństwo uchodziło za spokojne i niekonfliktowe. − Nasza klatka zawsze była najspokojniejsza. Takich rzeczy tu nigdy nie było. Jeszcze się trzęsę − kończy kobieta.