Mieszkańcy są wściekli

Ścieżka na Białołęce mruga jak pas startowy. To kuriozum powstało z budżetu obywatelskiego

2023-01-25 5:20

Specjaliści z warszawskiego Zarządu Zieleni mieli spełnić marzenia mieszkańców Białołęki. Niestety nie wyszło. Mowa o realizacji i swobodnej urzędniczej interpretacji projektu z budżetu obywatelskiego, w którym mieszkańcy chcieli by, oświetlić Wał Wiślany, na którym jest ścieżka. Lampki się pojawiły, ale mrugające. Szybko zaczęły drażnić spacerowiczów.

Mrugające lampki przyprawiają o mdłości

Mieszkańcy Białołęki skarżą się na oświetlenie, które niedawno zamontował Zarząd Zieleni wzdłuż wału przeciwpowodziowego nad Wisłą. Mrugające lampki przyprawiają spacerowiczów o zawroty głowy i mdłości. Jasna łuna światła utrudnia życie lokatorom z pobliskich bloków przy ul. Odkrytej 51. Szczególnie jak zapanuje tam mgła – o co nad Wisłą nie trudno. - To wygląda jak pas startowy – komentują przechodnie.

Projekt z budżetu obywatelskiego

Sprawą zajął się radny dzielnicy, który napisał pismo do urzędników. - Zwróciłem się do Zarządu Zieleni z apelem o natychmiastowy demontaż tych światełek. Moim zdaniem warto je wykorzystać do doświetlenia przejść dla pieszych, bo do tego one tylko służą – powiedział w rozmowie z „Super Expressem” Filip Pelc.

480 lampek zostało przyklejone do kostki brukowej czarną lepką substancją, na długości około 1200 metrów. Kosztowało to blisko 250 tysięcy złotych, a pieniądze pochodziły z… budżetu obywatelskiego. Jak się okazuje, projekt Bartosza Dąbrowy – również radnego Białołęki, został łagodnie mówiąc zmodyfikowany. Lampki miały być ledowe, solarne i co najważniejsze – dyskretnie świecące światłem stałym. - realizacja jest niezgodna z moim projektem – przyznał radny Dąbrowa.

Mrugające lampki na wale przeciwpowodziowym. Interweniował radny Białołęki

Nie było innych lampek

Urzędnicy tłumaczą, że inaczej się nie dało. - Nie było na rynku urządzeń zasilanych bateriami słonecznymi świecących światłem stałym, które posiadałyby niezbędne certyfikaty i deklaracje zgodności i umożliwiały montaż w jednej kostce. Podjęto więc decyzję o zamontowaniu „kocich oczek” - wytłumaczyła Karolina Kwiecień-Łukaszewska, rzeczniczka prasowa ZZW.

Lampy nie mogły utrudniać przejazdu ciągnikom 

Największym problemem okazała się nawierzchnia w jakiej miało zostać wykonane oświetlenie. Duża część asortymentu wymaga wywiercenia otworu, co w przypadku kostki brukowej wiązałoby się z rozwierceniem trzech do czterech kostek. Firmy nie gwarantowały stabilności nawierzchni, w której zamontowane zostałoby oświetlenie oraz jego trwałości. Nie były zainteresowane realizacją zadania. W dodatku zamontowane lampy nie mogły utrudniać poruszania się po wale ciągników z kosiarkami i pojazdów służb ratunkowych. - Ze względu na pełnione przez obwałowanie funkcje i obowiązujące zakazy wynikające z ustawy Prawo Wodne, nie brano pod uwagę wykonania oświetlenia zasilanego z przewodu elektrycznego – podsumowała rzeczniczka ZZW.

Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce

Pod naciskiem radnych i mediów, Zarząd Zieleni postanowił przyciemnić światło emitowane przez mrugające lampki i nakleił na nie paski z czarnej taśmy izolacyjnej. Dziennikarze „SE” zauważyli na miejscu, że mieszkańcy wzięli jednak sprawy w swoje ręce i zakleili taśmą nie ledowe diody, a baterie słoneczne w lampkach. Bez dostępu do słońca, lampki w końcu przestaną działać. - Na ten moment nie rozważamy innej opcji modyfikacji tego oświetlenia – przekazała Karolina Kwiecień-Łukaszewska.

Instalacja świetlna na wale przeciwpowodziowym podzieliła warszawiaków. „To wygląda jak pas startowy”
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Nasi Partnerzy polecają