Do zdarzenia doszło o godz. 7 rano w poniedziałek. Pędząca z ogromną szybkością honda zaczęła wyprzedzać kolumnę jadących pojazdów. Nagle 27-letni Piotr G. spostrzegł przed sobą skręcającą w lewo koparkę. Nacisnął do ziemi pedał hamulca. Niestety i tak wbił się z impetem w maszynę. Zderzenie było tak potężne, że stalowy kolos przewrócił się na bok, a z auta zostały zgliszcza. Na miejsce wypadku wezwano pogotowie ratunkowe, straż pożarną i policję. Świadkowie zdarzenia myśleli, że kierowca osobówki zginął na miejscu. Ale zanim służby dotarły na miejsce, 27-latek wykaraskał się ze zmiażdżonego auta o własnych siłach.
Chwile później trafił do karetki, gdzie został opatrzony przez ratowników. Nie dał się jednak dokładnie przebadać. Medycy chcieli go też zabrać na badania do szpitala. Ale poturbowany mężczyzna odmówił. Kilka godzin później trafił na oddział i tam zmarł. - Kierujący hondą nie chciał jechać na badania. Twierdził, że jest w szoku i nic mu nie jest. Nie było więc podstaw, by sądzić inaczej. Obaj kierowcy byli trzeźwi. Policjanci cały czas poszukują świadków, którzy jechali za koparką. Osoby, które mają informacje na ten temat, prosimy o kontakt pod numerem 22 756-70-18- mówi kom. Jarosław Sawicki z piaseczyńskiej policji. Sprawę prowadzi też prokuratura w Piasecznie, która już wyjaśnia okoliczności tego zdarzenia.