Spis treści
Starcie kierowców na trasie S8. Wideo z Warszawy podbija sieć
Drogowa kłótnia w stolicy przerodziła się w regularną walkę. Film pokazujący całe zdarzenie błyskawicznie obiegł internet za sprawą publikacji na popularnym facebookowym profilu Stop Cham. Na początku nagrania widzimy, jak sznur pojazdów niespodziewanie staje w miejscu na ruchliwego zjazdu prowadzącego z alei Prymasa Tysiąclecia w kierunku Białołęki, Bródna oraz Białegostoku. Zdumienie zablokowanych kierowców nie trwa jednak długo. Z kabin Toyoty i BMW wypadają rozjuszeni mężczyźni, którzy bez wahania rzucają się na siebie. Szarpanina i wymiana ciosów prawiły, że niektórzy świadkowie chwycili za telefony i nagrywali to widowisko, przynosząc uczestnikom bójki wątpliwą sławę. Po wymierzeniu sprawiedliwości mężczyźni wrócili do swoich aut. Film wywołał skrajne reakcje w sieci – od wezwań do natychmiastowego odebrania prawa jazdy, przez dopingowanie, aż po zakłady o to, kto wygrał to uliczne starcie.
Internauci podzieleni po bójce na S8. Skrajne komentarze w sieci
Dyskusja pod nagraniem szybko się rozkręciła. Część osób od razu zrzuciła odpowiedzialność na prowadzącego BMW, kierując się utartymi stereotypami, ale inni twierdzą, że wcześniej kierowca Toyoty miał napluć na pana z BMW. W sekcji komentarzy zaroiło się od ironicznych ocen całej sytuacji.
"Pomysł na kolejną patofederację: Road Rage MMA"
– napisał jeden z internautów, proponując nietypowe zawody. Ktoś inny podsumował zajście bardziej filozoficznie:
"Polacy to Rosjanie ,którzy myślą, że są Francuzami"
W sieci nie brakowało też pochwał dla takich staroświeckich metod rozwiązywania konfliktów:
"No i prawidłowo, dali sobie po mordach i pojechali dalej"
Część osób wtórowała temu stanowisku, twierdząc, że otwarta walka jest znacznie lepsza niż ukradkowe publikowanie filmów w internecie. Inni kategorycznie domagali się ukarania krewkich mężczyzn mandatami. Przyczyna wybuchu furii u obu panów wciąż pozostaje wielką zagadką.