Warto dzielić się życiem! Tak niewiele potrzeba aby nasi bliscy żyli długo i w zdrowiu

2018-08-22 12:52 Artykuł Sponsorowany
Już po raz drugi z ESKA INFO wspieramy akcję Bieg po Nowe Życie
Autor: materiały prasowe Już po raz drugi z ESKA INFO wspieramy akcję Bieg po Nowe Życie

Dzięki akcji Bieg po Nowe Życie mamy większą świadomość i wiedzę w temacie transplantacji i tego jak możemy pomóc bliskim a nawet nieznajomym, uratować ich życie. Dzięki ludziom, którzy pomogli już swoim bliskim i rozmowom z nim, przekonamy się w jak prosty sposób dać nowy początek życiu.  

Dar życia to najpiękniejszy dar

Dzięki takim osobom jak Jarosław Jakimowicz wiemy, że transplantacja nie jest taka straszna jakby się wydawało...

Czy się czegoś bałem przed oddaniem synowi kawałka wątroby. Na pewno nie samego zabiegu. Jeśli już, to miałem obawy, że moja wątroba nie jest dość zdrowa – mówi 49-letni Jarosław Jakimowicz, aktor znany m.in. z filmu „Młode Wilki”

Bieg po Nowe Życie
Autor: archiwum Biegu po Nowe Życie Bieg po Nowe Życie

To bardzo trudna sytuacja, gdy rodzice dowiadują się, że ich dziecko jest bardzo chore, że grozi mu śmierć.

Jarosław Jakimowicz: Niezwykle trudna. Jeremiasz urodził się z niedrożnością dróg żółciowych. Dawniej takie dzieci były skazane na śmierć, często umierały niedługo po urodzeniu. O tym, że nasz syn jest ciężko chory dowiedzieliśmy się, gdy miał zaledwie kilkanaście dni. Przeszedł bardzo poważną operację, która miała mu pomóc. Niestety, zabieg nie przyniósł spodziewanego efektu.

Potem to już była nieustanna walka o życie i zdrowie Jeremiasza. W zasadzie mieszkaliśmy z synem w Centrum Zdrowia Dziecka. Na szczęście już wtedy w Polsce lekarze z powodzeniem wykonywali przeszczepy wątroby u dzieci.
Dowiedzieliśmy się, że dla naszego syna przeszczep to także jedyny ratunek. Inaczej umrze.

Jaki dawca jest najlepszy?

Nie można było przeszczepić Jermiaszowi wątroby od zmarłego dawcy?

- W Polsce wykonuje się bardzo niewiele przeszczepów u dzieci od zmarłych dawców. Dramatycznie brakuje narządów, dzieci czekające na przykład na przeszczep serca umierają, bo miesiącami a nawet latami nie udaje się znaleźć dla nich nowego narządu. Na szczęście w przypadku wątroby, ale i także nerki, z powodzeniem przeszczepia się narządy od żywych dawców.
Lekarze powiedzieli nam o takiej możliwości. W przypadku wątroby pobiera się oczywiście nie cały narząd, tylko jego płat. Inaczej dawca by nie przeżył. Najpierw trzeba wykonać specjalistyczne badania, które ocenią, jaki jest stan narządu dawcy i czy jest odpowiednia zgodność tkankowa  z biorcą. Lekarze od samego początku badali pod tym kątem tylko mnie.

Nie bał się pan zabiegu? Lekarze opowiadają, że czasem ze strachu potencjalni dawcy rezygnują, nie godzą się pomóc nawet, jeśli to chodzi o najbliższą osobę, np. dziecko.

- Nie bałem się samego zabiegu, ani trochę. Zresztą nawet, gdybym się bał, to jakie było inne wyjście z tej sytuacji? Jeśli miałem jakiekolwiek obawy, to o to, czy moją wątroba jest wystarczająco zdrowa i mało otłuszczona. Miałem wtedy już 35 lat. I szczerze mówiąc, to wcześniej wcale nie prowadziłem zdrowego trybu życia, a wręcz przeciwnie. Miałem wiele powodów do obaw o stan mojej wątroby.
W dodatku Jermiasz był jeszcze bardzo mały, lekarze nie kryli, że zabieg u takiego malucha wiąże się ze sporym ryzykiem. Po zabiegu obudziłem się cały obolały, ale przede wszystkim pełen obaw o to, co dzieje się z Jeremiaszem, czy zabieg się udał, w jakim jest stanie. Na szczęście okazało się, że wszystko poszło zgodnie z planem. Moment, w którym mogłem przyjechać do niego i spojrzeć w jego oczy, był cudowny. Były zupełnie inne. Radosne, a nie smutne i zmęczone chorobą.

Jak żyć po oddaniu narządu?

Bieg po Nowe Życie
Autor: archiwum Biegu po Nowe Życie Bieg po Nowe Życie

Czy po zabiegu dawca ma jakieś ograniczenia, musi zmienić tryb życia, z czegoś zrezygnować?

- Tak naprawdę żyję tak jak wcześniej. Bywam na imprezach, cieszę się życiem. Nie mam żadnych ograniczeń. W Polsce do końca życia dawcy przechodzą regularnie bardzo dokładne badania, więc w razie pojawienia się jakiejś choroby są zwykle szybko diagnozowani.
Nie tylko moja historia jest dowodem na to, że po oddaniu narządu można normalnie żyć. Przemek Saleta pod oddaniu córce nerki wrócił przecież do zawodowego uprawiania sportu. Naprawdę, nie ma się czego bać. A satysfakcja z tego, że uratowało się komuś życie jest ogromna. Jeremiasz gra w piłkę, przynosi ze szkoły uwagi, rozwija się tak, jak jego rówieśnicy. Tej satysfakcji już nikt mi nigdy nie odbierze. To moje największe życiowe osiągnięcie.

Jest pan jednym z tych, którzy od samego początku wspierają „Bieg po Nowe Życie”. Dlaczego warto wspierać takie inicjatywy?

- Transplantologia w Polsce potrzebuje wsparcia. Nadal wykonuje się o wiele za mało nie tylko przeszczepów od żywych dawców, ale także od dawców zmarłych. Ciągle pokutują różne szkodliwe mity dotyczące przeszczepiana narządów. Trzeba edukować społeczeństwo. Jeramiaszowi się udało. Chcę, żeby taką szansę dostało jak najwięcej chorych czekających na nowe narządy.

Wspierajmy polską transplantologię

Artykuł sponsorowany