- W nabożeństwie uczestniczyli bliscy, przyjaciele, żołnierze, harcerze i liczne poczty sztandarowe.
- Uroczystość w kościele poprowadzili kard. Kazimierz Nycz i abp Adrian Galbas.
- „Kochała ją Warszawa i Polskę. Kochały ją tłumy”
Ostatnie pożegnanie Wandy Traczyk-Stawskiej
Mszę żałobną w Bazylice Świętego Krzyża poprowadził kard. Kazimierz Nycz. W uroczystości nie zabrakło także abp Adriana Galbasa, który wspominał Wandę Traczyk-Stawską jako osobę wyjątkowo autentyczną, wierną swoim przekonaniom i wolną od konformizmu. Podkreślał, że nie miała potrzeby zakładać „masek” ani mówić ludziom tego, co chcieli usłyszeć. Była po prostu sobą, a jej szczerość i wierność wyznawanym wartościom towarzyszyły jej do końca życia.
- Pani Wanda nie miała masek, nie miała konformistycznych poglądów na różne okazje i nie mówiła każdemu tego, co by chciał usłyszeć. Nie występowała przed publicznością. Po prostu była. Miała jedną twarz, której zawsze uczciwie mogła spojrzeć w lustro i to powiedzieć. To luksus i komfort, o jakim wielu może jedynie pomarzyć.
Mówił też o jej staraniach, by pamięć o poległych nie kończyła się wraz z kolejnymi rocznicami Powstania.
- Pamiętamy ją, gdy po Powstaniu trzeba było troszczyć się o kształt największego cmentarza powstańczego na Woli. Pamiętamy ją również za to, że co roku upominała się, aby 1 sierpnia na tym cmentarzu była odprawiana Msza Święta za powstańców, zarówno tych, którzy zginęli, jak i tych, którzy odeszli już po wojnie. Był to wyraz jej wiary, wiary w życie wieczne.
Zwrócił się do wiernych z modlitewną prośbą. - Dziękujmy więc dziś wspólnie Bogu podczas tej Mszy Świętej za jej długie życie i prośmy o Boże miłosierdzie dla niej oraz dla nas wszystkich tu zgromadzonych - powiedział.
„Nawet kiedy pełno ludzi wokół, pozostaje pustka”
- Tak właśnie czuje się ktoś, kto stracił bliską sobie osobę. Niby pełno ludzi wokół, a pustka, bo tak wiele i nic nie ma tu do rzeczy. Wiek tego, kto odszedł, nie ma znaczenia. Smutek dodatkowo wzmagają wspomnienia. Ksiądz Jan Twardowski napisał, że "zostaną po nich buty i telefon głuchy". W rzeczywistości jest znacznie gorzej. Zostaje wiele innych rzeczy. Zostają wspomnienia wspólnie przeżytego życia, wspomnienia pozostawionych słów, które nie będą miały dalszego ciągu.
„Kochała ją Warszawa i Polskę. Kochały ją tłumy”
- Domyślam się, że i w sercach wielu z was, a może nawet wszystkich tu obecnych, jest teraz smutek. Najpierw w sercach członków jej najbliższej rodziny, którym pragnę złożyć najserdeczniejsze wyrazy współczucia i bliskości. Ale smutno jest nie tylko rodzinom.
Duchowny przypomniał kolejne etapy życia Wandy Traczyk-Stawskiej.
- Tę wspaniałą kobietę, żołnierza Powstania Warszawskiego, sanitariuszkę, strzelca, łączniczkę, jeńca niemieckiego obozu, a potem psychologa, opiekuna ludzi, zwłaszcza ludzi z niepełnosprawnościami, opiekuna zmarłych, zwłaszcza na cmentarzu na Woli, aktywistkę, autorytet moralny - tę osobę kochała nie tylko najbliższa rodzina. Kochała ją Warszawa i Polskę. Kochały ją tłumy.
Jej obecność dodawała młodym odwagi. „Walczyła o tę samą Polskę”
Duchowny wspomniał spotkanie na Cmentarzu Powstańców Warszawy, gdzie Wanda Traczyk-Stawska wygłosiła swoje płomienne przemówienie, mimo słabego głosu. - W tym roku już jej nie było. Przemawiała równie płomiennie, ale z nagrania - mówił. - A potem, ku swojemu zaskoczeniu, otrzymałem egzemplarz książki, wywiadu z nią, z osobistą dedykacją i datą 1 sierpnia 2026. Dedykacja napisana została przez kogoś innego, ale podpis wyraźnie drżącą ręką był jej osobisty. To dla mnie więcej niż buty i telefon - podkreślił. - We wspomnianej książce jest piękne świadectwo młodych ludzi, uczniów jednej ze szkół, którzy byli oczarowani spotkaniem z panią Wandą. Ona, choć kilka pokoleń starsza, dodała im odwagi, energii i siły.
Nawiązał następnie do przywoływanego przez Wandę Traczyk-Stawską wiersza „Dzieciątka z Parasola”, dotyczącego marzeń o Polsce po wojnie.
- A gdy będzie już po wojnie. Będzie miło i spokojnie, i dostatnio, i wygodnie. I dziewczęta zdejmą spodnie, a młodzieńcy z Parasola będą grali wielkie role w dyplomacji, rządzie, Sejmie.
Marzenia te nie spełniły się od razu.
- Owszem, po wojnie dziewczyny mogły zamiast spodni założyć spódnicę, ale nie było spokojnie i młodzieńcy z Parasola długo jeszcze nie mogli zagrać wielkich ról w dyplomacji, rządzie, Sejmie. Choć inaczej niż w Powstaniu, Wanda walczyła o tę samą Polskę: wolną, sprawiedliwą, prawdziwie demokratyczną i bezpieczną. Polskę, która będzie domem dla tych, dla których jest ojczyzną.
Warszawa żegna swoją bohaterkę
Przed Bazyliką Świętego Krzyża od godzin przedpołudniowych gromadzili się ludzie. Wśród żałobników widać było biało-czerwone flagi, mundury, poczty sztandarowe i powstańcze opaski. Uczestnicy nabożeństwa otrzymywali także pamiątkowe naklejki z wizerunkiem Wandy Traczyk-Stawskiej i przyklejali je na piersi.
Wanda Traczyk-Stawska zmarła 18 sierpnia 2026 roku w wieku 99 lat. Jako 17-latka walczyła w Powstaniu Warszawskim. Później przez dziesięciolecia przypominała o poległych i cywilnych ofiarach zrywu. Dziś Warszawa żegna kobietę, która dla wielu stała się jednym z najbardziej wyrazistych głosów pamięci o historii stolicy.